1910 - "Braci przeniesiono do nowego miejsca zamieszkania, odległego o kilka ulic
od domu Faulknerów, a Ronald dowiedział się, że już wkrótce Eith wyjedzie do Cheltenhamu. Doszedł do
wniosku, że nie zniesie tak długiej rozłąki, jeśli nie będzie miał szansy, by się z dziewczyną właściwie
pożegnać. Łamiąc obietnicę złożoną ojcu Francisowi, umówił się z nią na ostatnie wspólne popołudnie poza miastem. Spotkali się
z dala od Birminghamu, w herbaciarni, w której nigdy wcześniej nie byli. Ronald zabrał Edith do jubilera i kupił jej zegarek w prezencie
na jej dwudzieste pierwsze urodziny, a Edith kupiła mu pióro na jego osiemnaste. Tamtego popołudnia przyrzekli sobie wierność
i ustalili, że spotkają się za trzy lata, by podjąć to, co przerwali.
Wieść o tym spotkaniu jakimś cudem dotarła do ojca
Francisa i Ronald znów został wezwany do Oratorium. Tym razem ksiądz był rozwścieczony i głęboko urażony tym, że Ronald zignorował
jego polecenie. Młodzieniec próbował wyjaśnić, że chciał się po prostu pożegnać, ale opiekun okazał się głuchy na jego słowa i oświadczył,
że nie tylko zakazuje mu do dwudziestego pierwszego roku życia widywać się czy rozmawiać z Edith, ale i zabrania im jakichkolwiek kontaktów,
nawet listownych.
"
Edith napisała do niego, rozpaczając, że 'nadeszły dla nas najcięższe czasy', i 2 marca wyruszyła z Ducchess Road do swego nowego domu w
Cheltenham. Po raz ostatni Tolkien złamał zakaz ojca Francisa i modlił się o to, by mógł ją ujrzeć przez chwilę po raz ostatni. Cierpliwie przemierzał
ulicę w czasie, gdy zbliżała się godzina jej odjazdu, i wreszcie modlitwa została wysłuchana. 'Na rogu Francis Road minęła mnie na rowerze w drodze na
dworzec. Nie zobaczę jej być może przez trzy lata'.
[...]Dopiero wiele lat później Tolkien był w stanie umieścić całą tę sprawę
w szerszym kontekście:
'Musiałem wybierać między nieposłuszeństwem i zasmuceniem (lub oszukaniem) opiekuna, który był mi ojcem bardziej niż większośćć
prawdziwych ojców, lecz bez żadnych zobowiązań, a odłożeniem romansu do czasu ukończenia 21 lat. Nie żałuję mojej decyzji, chociaż moja ukochana
znosiła ją bardzo ciężko. To jednak nie była moja wina. Była całkowicie wolna i nie związana ze mną słowem i nie powinienem się skarżyć [...], gdyby
wyszła za kogoś innego. Przez prawie trzy lata nie widziałem się z moją ukochaną ani do niej nie pisałem. Było to nadzwyczaj trudne, bolesne i gorzkie,
szczególnie z początku. Rezultaty nie były zbyt dobre: wróciłem do szaleństw i lenistwa i zmarnowałem sporą część pierwszego roku w kolegium. Nie sądzę
jednak, żeby cokolwiek innego uzasadniło małżeństwo na podstawie chłopięcej miłości, a prawdopodobnie nic innego nie umocniłoby woli na tyle, by nadać
takiemu romansowi (choćby i najprawdziwszemu przypadkowi szczerej miłości) trwałość'"
Grudzień: Ronald zdobywa stypendium do kolegium Exeter w Oksfordzie (na zdjęciu).
|