Ar-Pharazon i Tar-Miriel
Spójrz, żono moja, przeklętym drzewo,
co z bieli obłudnej dym czarny daje.
Zły cień rozciąga, jak orły Manwego,
i smoczym tchnieniem zatruwa nam gaje.
Przyznaj, królowo, żeś w dumie mi równa,
przepych klejnotów sercu twemu drogi,
że nienawidzisz mnie, moja ty cudna,
lecz gniew twój ku mnie bezradny, choć srogi.
Spójrz, branko w koronie, statki już gotowe,
drapieżne gryfy zwracają na Zachód.
Nieśmiertelnych perły wśród łupów swych złożę
i drżeć będziesz przedemną w bojaźni i strachu.
...
Tar-Miriel, wiotka i drżąca,
bez tchu, bez tchu wśród kamieni,
ucieka, ucieka łkająca
przed falą, co śmiercią się pieni...