Wejście do Lorien


Z jedwabną przepaską na oczach,
wiedziona po ścieżce krętej,
gdzie szmer strumieni na zboczach
i dotyk chłodny trawy miękkiej.
Wiatr ciepły mi włosy rozwiewał,
promienie słońca pieściły,
ptaki wołały z drzewa
śpiewały i kwiliły...
Szłam cicho, wsłuchana w szum lasu,
chłonąca ziół słodkie wonie,
zgubiona pośród bezczasu
w tym lesie, gdzie dusza tonie.

* wrzesień 2006