Anna Adamczyk 'Nifrodel'

strona 2






Birmingham i Sarehole



       Tolkien wychował się w Anglii, w kraju, którego przyroda była wówczas bardzo głęboko przekształcona przez człowieka . Anglia już u schyłku średniowiecza została niemal całkowicie pozbawiona naturalnych lasów, wyciętych na potrzeby gospodarki, a rewolucja przemysłowa dopełniła zniszczeń. W efekcie większość lasów, z którymi Tolkien miał do czynienia była posadzona ludzką ręką, co jak okaże się dalej, nie pozostało bez wpływu na jego stosunek do natury. Druga połowa XVIII w była w Wielkiej Brytanii okresem demograficznej eksplozji i rozwoju miast a kraj stał się pierwszą potęgą przemysłową świata, utrzymując tę pozycję do lat 70-tych XIX wieku. W związku z eksplozją rozwoju przemysłu, poważnie wzrosły ceny drewna na rynkach europejskich ( w piecach hutniczych palono głownie drewnem), a lasy angielskie stały się ofiarą dewastacji. Tolkien żył więc pośród natury, znacznie już przekształconej przez człowieka. Jednak pierwsze krajobrazy dzieciństwa, to wioska Sarehole, w której mieszkał z matką i bratem. Dom Tolkiena stał niedaleko łąki i rzeki Sarehole, niewiele szerszej od strumienia. Niedaleko wzgórza była ferma, której właściciel niegdyś przegonił małego Ronalda za zbieranie pieczarek i którego dwaj chłopcy nazywali "Czarnym Ogrem" . Czas biegł tam wolno, mieszkańcy zajmowali się uprawą roli, sadownictwem i drobnym rzemiosłem, a wielkomiejskie nowinki docierały ze znacznym opóźnieniem. Jak pisze biograf Tolkiena Daniel Grotta, "Sarehole było wolne od fabryk, automobilów, podmiejskich rzędów bliźniaczych domów i społecznych zaburzeń; było to sielankowe otoczenie dla młodego chłopca".
      Bracia wychowywali się pośród przyrody, zgodnie z naturalnym rytmem upływu czasu, zmienności pór roku, włócząc się po okolicznych łąkach i lasach lub przesiadując nad stawem i licznymi strumieniami. Mały John Ronald Reuel od dziecka wyróżniał się wrażliwością z jaką śledził otaczający go świat. "Nad stawem przy młynie rosła wierzba płacząca i nauczyłem się na nią wspinać." Wspomina Tolkien w biografii, pióra Humpreya Carpentera "Pewnego dnia została ścięta. Nic z nią nie zrobili - pień leżał po prostu na ziemi. Nigdy tego nie zapomniałem". Bezsensowne ścinanie drzew było dla pisarza barbarzyństwem. Kiedy kilkadziesiąt lat później w Northmoor Road, sąsiadka zetnie rozłożystą topolę naprzeciwko sypialni Tolkienów, jakoby stanowiącą niebezpieczeństwo dla jej dachu podczas burzy i nie wpuszczającą światła do jej ogrodu, Tolkien powie: "Każda wichura, która mogłaby wyrwać to drzewo i rzucić na dom, zniszczyłaby go bez najmniejszej pomocy ze strony drzewa. Teraz jest już ścięta, co jest mniej barbarzyńską karą za wszystkie zbrodnie, o które mogła zostać oskarżona, takie jak bycie dużą i żywą. Nie sądzę, by miała jakichkolwiek przyjaciół poza mną i parą psów".
       O czasach zamieszkiwania w Sarehole Tolkien wspominał, że były to zaledwie cztery lata, lecz wydawały się najdłuższą częścią jego życia, i były okresem, który najbardziej go ukształtował. Po latach, ten wewnętrzny krajobraz małej, sielankowej wioski, powróci w wyobrażonym Shire: "Kraj jednak zdawał się coraz mniej dziki, coraz lepiej zagospodarowany. Po jakimś czasie znaleźli się wśród porządnie uprawionych pól i łąk, zobaczyli żywopłoty, furtki, groble i rowy odprowadzające wodę. Wszystko tutaj tchnęło ładem i spokojem, jak w zwykłym, cichym zakątku Shire'u."
       Shire jest wyidealizowanym i przetworzonym przez wspomnienia Sarehole, miejsce, za którym pisarz tęsknił, i gdzie chciał mieszkać. Niestety, ku rozpaczy małego Johna, konieczność posłania chłopców do szkoły skłoniła Mabel Tolkien do przeprowadzki do Birmingham. Była to pierwsza przeprowadzka Tolkiena, a jej efekty, wywarły na pisarza głęboki wpływ. Wspominał miasto jako okropność. "Matka wynajęła niewielki dom przy głównej ulicy (...) i widok z okna stanowił smutny kontrast z krajobrazem Warwickshire: pnące się pod górkę tramwaje, bezbarwne twarze przechodniów, a w dali dymiące kominy fabryk".
       Wytchnieniem dla chłopców były okazjonalne wyprawy pod wodzą Ojca Morgana do miejsc wciąż nieskażonej, angielskiej przyrody a także spacery po parku, gdzie zabierała ich matka. Prowadziła dla nich lekcje botaniki w bezpośrednim kontakcie z naturą, a młody John, z pomocą matki robił szybkie postępy. Interesował się jednak bardziej kształtem i fakturą rośliny niż jej charakterystyką botaniczną. Obaj chłopcy kochali przyrodę głęboko: Hilary został farmerem a John lubił rysować krajobrazy i przez całe życie kochał drzewa.
       Kiedy po czterdziestu jeden latach, w 1933, Tolkien przyjechał w odwiedziny do krewnych w Birmingham, bardzo się przejął zniszczeniami w krajobrazie Sarehole. "Dom Białego Ogra" (młynarza) zmienił się w stację benzynową, a większość rosnących przy Short Avenue wiązów zniknęła. Dróżka, która prowadziła do młyna zmieniła się w ruchliwe skrzyżowanie. Przygnębiony profesor powie potem, że zazdrości ludziom, którym droga im w młodości okolica, nie została poddana gwałtownym zmianom.
       Obraz zniszczeń i wizja industrialnego środowiska, odżyją jeszcze na kartach Władcy Pierścieni. Wskutek działalności Sarumana, kwitnąca wcześniej kotlina Isengardu, zostaje zniszczona: "Lecz w późniejszym okresie panowania Sarumana wszelka zieleń zniknęła stąd bez śladu. Drogi wybrukowano czarnym, twardym kamieniem i obsadzono nie drzewami owocowymi, lecz rzędami słupów z marmuru, miedzi i żelaza, łącząc je ciężkimi łańcuchami. Domy, komnaty, hale i korytarze wykuto w ścianach górskich od wewnętrznej strony tak, że krągłą kotlinę otaczały wokół niezliczone okna i drzwi. Mogły się tam pomieścić tysiące mieszkańców, robotników, sług, jeńców i wojowników, a także wielkie zbrojownie. W głębokich jamach u podnóży ścian trzymano wilki. Cała kotlina była zryta i podziurawiona. Daleko w głąb ziemi sięgały szyby, których wyloty nakryto niskimi kopcami lub kamiennymi kopułami; (...)Nieustannie obracały się żelazne koła i stukały młoty. Nocą pióropusze dymu i pary unosiły się znad szybów, oświetlone od spodu czerwonym, niebieskim lub jadowicie zielonym blaskiem."
       Opis ten współgra z charakterystyką rozwijającego się Birmingham, podobnie zniszczenia w Shire zdają się być poetyckim zwielokrotnieniem wspomnienia zmienionego Sarehole: "Wielu znajomych domów brakowało. Niektóre, jak się zdawało, spłonęły. W północnym stoku wzgórza Nad Wodą miłe hobbickie norki opustoszały; ogródki, dawniej zbiegające barwnym kobiercem aż na brzeg, były zapuszczone i pełne chwastów. Co gorsza, tam gdzie przedtem droga do Hobbitonu ciągnęła się tuż nad stawem, wyrósł rząd szpetnych nowych budowli. Niegdyś wzdłuż drogi szumiały drzewa. Dziś wszystkie zniknęły. Patrząc z rozpaczą w stronę Bag End ujrzeli w oddali wysoki komin z cegły. Pluł czarnym dymem pod wieczorne niebo."
       Odpowiedzialnością za dewastację środowiska, Tolkien obarcza Sarumana, uosabiającego w utworze postać nikczemnego naukowca. Saruman jest podwójnym zdrajcą, bo niszczy przyrodę, która mu zaufała, a także sprzeniewierza się celowi, z którym został wysłany do Śródziemia, mianowicie pomocy wszystkim wolnym istotom Śródziemia. Jak mówi Drzewiec: "Nieraz z nim rozmawiałem. Był taki czas, gdy lubił przechadzać się po moim lesie. Grzecznie pytał wtedy zawsze o pozwolenie, przynajmniej jeśli mnie spotkał; słuchał pilnie wszystkiego, co mówiłem, a ja mu powiedziałem wiele rzeczy, których by sam na pewno nie odkrył. Nigdy mi jednak nie odwzajemniał się szczerością za szczerość. Nie pamiętam, żeby mi cokolwiek powiedział." Saruman, co charakterystyczne jest także technokratą, ma "w głowie metale i kółka, o żywe stworzenia wcale nie dba, chyba, ze może się nimi posłużyć chwilowo.(...) Zbratał się z najpodlejszym plemieniem, z orkami. (...) Ten niegodziwiec i jego sługi pustoszą las. Na skrajach rąbią drzewa, dobre, zdrowe drzewa. Niektóre zostawiają zwalone, żeby gniły na miejscu, po prostu ze zwykłej orkowej złośliwości. Ale większość zabierają ze sobą, żeby nimi podsycać ognie Orthanku. Znad Isengardu stale teraz wzbijają dymy. Przeklęte niech będą jego korzenie i gałęzie." Dlatego to właśnie przyroda wymierza mu karę. Marsz entów na Nan Kurunir, dolinę Sarumana, to spełnienie marzeń Tolkiena o drzewach, powstających przeciw ich ciemięzcom. Siła Entów, Pasterzy Drzew jest tak wielka, że Saruman nie potrafi jej się przeciwstawić. Entowie, zalewając kuźnie, podziemne lochy, przeganiając ludzi, umożliwiają dolinie odrodzić się ze zniszczeń. Hobbitom również, dzięki hojności Sama i darowi Galadrieli, udaje się naprawić Shire i doprowadzić je na nowo do rozkwitu.

       Być może takie szczęśliwe zakończenie przemian w Sarehole było marzeniem pisarza. Rozumiał on, że człowiek nie jest sobą bez harmonijnego kontaktu z naturą. Zaborczy, eksploatacyjny stosunek do przyrody jest złem, i Tolkien to wyraźnie podkreślał. Niszcząc naturę, umniejszamy samych siebie i stajemy się zdegenerowaną rasą orków, tracimy również coś najistotniejszego, mianowicie poczucie bezpieczeństwa, wynikające z faktu, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego i harmonijnie ukształtowanego.







© Wszystkie prawa zastrzeżone. Praca nie może być użyta bez pisemnej zgody autorki.
Wykorzystane zdjęcia i grafiki zostały przeze mnie znalezione za pośrednictwem wyszukiwarki internetowej i nie byłam w stanie określić ich autora. Jeżeli jesteś autorem którekolwiek z nich, proszę o kontakt.