Urszula Lip

DIALOG W FANTASY



   Dialog zbliżony do dialogu naturalnego, w takiej formie, w jakiej spotykamy go we współczesnych powieściach, w epice pojawił się stosunkowo niedawno, jeśli wziąć pod uwagę kilkusetletnią tradycję literacką. Wypowiedź naturalną cechuje bowiem o wiele mniejsza precyzja w formułowaniu zdań niż w dialogu fingowanym, liczne powtórzenia, mieszania myśli, elipsy, wyrażenia przyimkowe, onomatopeiczne, ozdobniki retoryczne - jeśli ktoś kiedyś tworzył protokół z nagrania magnetofonowego, wie, że jest to dość trudne zadanie. Przede wszystkim jednak, jak pisał Ford Madox Ford: "Istnieje jedna niezmienna zasada odtwarzania rozmów - jako że prawdziwe rozmowy to wymiany myśli, nie zaś przesłuchania czy konstatacje faktów, a mianowicie: żadna z wypowiedzi postaci nie może odpowiadać na poprzedzającą replikę. To właśnie zachodzi niezmiennie w realnym życiu, gdzie mało ludzi słucha, ponieważ przygotowuje zawsze swą własną następną wypowiedź"[1]. Abstrahując od kategorycznego tonu tego stwierdzenia, należy przyznać, iż jest w nim wiele racji - bardzo trudno jest w potocznej rozmowie utrzymać jej jednowątkowość.
   We współczesnych powieściach - pomijając ewidentne eksperymenty językowe - dialog dąży jednak do fingowania potocznej wypowiedzi, z różnym skutkiem. Jeśli chodzi o fantasy, to sprawa zaczyna się komplikować, ponieważ odchodzimy do mimesis i w wielu wypadkach okazuje się, że stylizacja językowa na język współczesny po prostu nie zdaje egzaminu, np. zupełnie nie pasuje do konstrukcji świata przedstawionego, łamie obraną konwencję, prowadząc do efektu groteski - nie na poziomie narracji, który zawsze jest nadrzędny w stosunku do dialogu, ale właśnie na poziomie dyskursu. Czasami taka zabawa z tekstem jest przeprowadzona celowo i niesie za sobą poważne ważne odniesienia pozatekstowe.
   I właśnie takie łamanie konwencji chciałabym pokazać na przykładzie opowiadania fantasy Rogera Zelazny'ego pt. Dilvish Przeklęty, a także przypomnieć - o czym często zapominamy - że oprócz funkcji informacyjnej, fabularnej i charakteryzującej, dialog pełni też inną ważną funkcję: dookreśla konwencję literacką, a czasem - jak w wypadku utworu, o którym chcę mówić - może ją złamać. Na pozór jest to rzecz oczywista, tym bardziej że wchodzi w to kwestia retoryki, ale nie do końca, jak się za chwilę przekonamy.
   Nie jest moim celem ukazanie ewolucji kategorii dialogu w toku jego przemian. Nie chcę tutaj także opowiadać o złożonych relacjach łączących dialog z innymi kategoriami świata przedstawionego, bo zajęłoby to znacznie więcej czasu, jaki jest przeznaczony na ten referat. Dodam tylko, że dialog bywa dość często pomijany w analizach, a jeśli się już nim zajmuje, to raczej pod kątem jego funkcji informacyjnej i to w powiązaniu ściśle z kategorią postaci. Oczywiście nie sposób tych dwóch kategorii rozdzielić, ale można na problem dialogu spojrzeć troszeczkę od innej strony. I to starałam się zrobić.
   Dialog we współczesnej powieści pełni przede wszystkim funkcję fabularną, tzn. jest takim samym elementem fabuły, jak wszelkie inne sytuacje i zdarzenia. Może wzbogacać akcję, może ją przyspieszać lub spowalniać. W horrorze bardzo często steruje emocjami, np. w wypadku, gdy narrator pokazuje emocje tylko jednej z postaci, a stan innych ujawnia dopiero w dyskursie poprzez nacechowaną emocjonalnie wypowiedź. U Mistrza Tolkiena także możemy znaleźć takie miejsca, w których dyskurs pełni rolę stymulującą napięcie - chociażby podczas wymiany zdań między Gandalfem a Wodzem Nazgulów w Bramie Minas Tirith.
   W opowiadaniu Rogera Zelazny'ego, którego konstrukcja nie odbiega od typowego utworu fantasy, dialog nie tylko pełni funkcję zdarzeniotwórczą, ale także inicjującą. Streszczę krótko początek tego opowiadania: Dilvish na swoim żelaznym koniu Blacku jedzie na południe, gdy nagle zostaje napadnięty przez desperata o imieniu Fly. Zacytuję fragment początkowego dialogu:

   Gdy wynurzył się zza zakrętu, ujrzał mężczyznę stojącego na drodze z wyciągniętym mieczem.
- Wędrowcze, ściągnij cugle! - zawołał. - Oddaj mi swą sakiewkę!
Dilvish rozejrzał się szybko dokoła. Wydawało się, że mężczyzna jest sam.
- Mam cię gdzieś! - odpowiedział mu i wyciągnął broń.
Jego wielki, czarny rumak nie zwolnił kroku, lecz poniósł go wprost na napastnika. Kiedy dostrzegł błyszczącą skórę Blacka, uskoczył z drogi i wziął zamach na przejeżdżającego Dilvisha.
Dilvish odparował uderzenie, ale sam ciosu nie zadał.
- Amator. Jeźdźmy dalej - nakazał Blackowi. - Niech go trafi ktoś inny.
Zostawiony z tyłu człowiek cisnął swą bronią o ziemię.
- Do diabła! - wrzasnął. - Dlaczego nie uderzyłeś?
- Stój, Black - mruknął Dilvish.
Black przystanął, a Dilvish odwrócił się i spojrzał za siebie.
- Bardzo przepraszam. Wzbudziłeś mą ciekawość - odezwał się. - Chciałeś, abym ciął ciebie?
- Każdy przyzwoity wędrowiec ściąłby mi głowę!
Dilvish pokiwał głową. - Myślę, że potrzebna ci jest dodatkowa instrukcja dotyczącą zasad napadu z bronią w ręku - stwierdził. - Chodzi o to, aby wzbogacić się kosztem innego, samemu nie odnosząc żadnych ran. Jeżeli ktoś ma być ranny, to powinien być to ten drugi.
- Wypchaj się! - odpowiedział mężczyzna z błyskiem chytrości w oku.
Potem następuje opis ponownej szarży desperata, którą Dilvish znowu odpiera.
- Jeżeli potrzebujesz trochę grosza lub chleba - oświadczył Dilvish - dostaniesz. Nie podoba mi się taka desperacja. Głupia desperacja.
- Nie interesuje mnie to! - wykrzyknął nieznajomy.
Dilvish wzmocnił uścisk, gdy mężczyzna próbował się wyrwać.
- A zatem o co, do cholery, ci chodzi?
- Chciałem, abyś mnie zabił!
Dilvish westchnął.
- Przykro mi, ale nie wyświadczę ci tej przysługi. Starannie dobieram tych, których zabijam. Nie lubię, jak ktoś mnie do tego zmusza.
- Zatem wypuść mnie!
- Nie zamierzam dalej grać w tę grę. Jeżeli tak bardzo chcesz zginąć, dlaczego sam tego nie zrobisz?
- Jeśli o to chodzi, jestem tchórzem. Próbowałem parę razy, ale zawsze zachodziły mnie nerwy.
- Mam przeczucie, że niepotrzebnie się zatrzymałem - rzekł Dilvish.[2]


   Przeczucie Dilvisha nie zawodzi, jak się dalej okazuje.
   W tym fragmencie dialog pełni funkcję zdarzeniotwórczą (ale także informacyjną), ponieważ poprzez dialog głównego bohatera z postacią drugoplanową zapoczątkowuje się akcja. Słowa, jakie wypowiada Fly, tak zaciekawiły Dilvisha, że postanowił wysłuchać do końca jego opowieści - chociaż ostrzegał go przed tym jego niesamowity towarzysz. Tym samym ujawniona zostaje motywacja Dilvisha - zwykła ludzka ciekawość, która kiedyś doprowadziła go do zguby i która może go zgubić i teraz.
   Jedną z ważniejszych funkcji dialogu w epice jest jego funkcja informacyjna - wprowadzenie w świat przedstawiony. Postaci w rozmowie opowiadają o świecie przedstawionym, informują o sytuacji panującej w tym świecie, opisują ten świat, historię tego świata itp. Bardzo często, jak to bywa u J.R.R. Tolkiena, dialogi pozwalają innym postaciom, nie uczestniczącym w wydarzeniach, a tym samym czytelnikowi, zorientować się w sytuacji, uzupełnić luki i zdobyć informacje, których nie przekazał narrator w toku opowieści. Przypomnę tylko, że o przeszłości Śródziemna dowiadujemy się z dialogów Froda z Gandalfem w rozdziale Cień przeszłości.
   W opowiadaniu Zelazny'ego złodziej Fly tak relacjonuje to, co mu się przydarzyło:

- [...] Kim jest Cabolus i dlaczego nazywasz to Pasem Cienia? [spytał Dilvish]
- Cabolus to jeden z pomniejszych bogów, z małą liczbą wyznawców, która kiedyś była nawet pokaźna - odpowiedział Fly. - Centrum wiary znajduje się w mieście Kallusan, na zachód stąd.
- Widziałem je na mapie, to o pół dnia drogi stąd.
- Mniej więcej. On jest w pewnym sensie gońcem i pośrednikiem wśród innych bogów. Zapewnia dobre zbiory swym czcicielom, pomaga im w bitwach. Na tym polega jego rola. Ma brata, z którym nie daje sobie rady - Salbacusa. Jego czczą w Sulvar, dzień jazdy w kierunku północno-wchodnim. Salbacus jest bogiem kowalstwa. Mieszkańcy Sulvaru to górnicy i kowale. Obaj wywodzą się...
- Doceniam twą dociekliwość, lecz co jeszcze z tego ma teraz znaczenie?
- Wybacz mi. Dałem się ponieść. Musiałem się tego nauczyć, aby się nawrócić.
- Na wiarę Cabolusa?
- Tak. To był najprostszy sposób, by poznać plan głównej świątyni w Kallusan.
- A pas?...
- Był przewiązany na biodrach posągu boga w świątyni.
- Kiedy go zabrałeś?
- Wczoraj.
- Co było potem?
- Najpierw nic. Szybko opuściłem miasto. Z tymi ponurymi bogami nigdy nie wiadomo, czy to tylko szachrajstwo dające zajęcie kapłanom, czy też nie.
- Rozumiem, że w tym przypadku nie było to szachrajstwo?
Fly pokiwał głową [...].
[3]

   Z tego dialogu dowiadujemy się nie tylko o tym, co wydarzyło się Fly'owi, ale także o świecie przedstawionym, o stosunkach panujących w tej okolicy, o wierze mieszkańców i o tym, że w świecie Fly'a ludzie bardzo poważnie podchodzą do spraw wiary. Ten krótki dialog wystarczy, żeby wyznaczyć główną oś akcji, która potem skupia się właśnie na konflikcie między zwolennikami obydwu bogów, a Dilvish staje się obiektem prześladowań zarówno jednych, jak i drugich, jako posiadacz Pasa Cienia.
   Warto też zwrócić uwagę, że właśnie poprzez dialogi bardzo często konstytuuje się kategoria czasu i przestrzeni. Fly dokładnie określa czas i miejsce swoich działań, Dilvish konfrontuje to ze swoją wiedzą. Stąd wniosek, że obaj przebywają w tej samej przestrzeni, natomiast z rozmów (i tylko z nich) Dilvisha z Blackiem dowiadujemy się, że diabelski koń jest istotą nadprzyrodzoną i żyje zarówno w rzeczywistym świecie, jak i świecie Cienia.
   Z problemem kontekstu wypowiedzi poszczególnych postaci wiąże się kwestia mowy niezależnej, zależnej i pozornie zależnej. Nie ulega wątpliwości, że przedstawiciele europejskiej i amerykańskiej epiki - celowo odstępuję od klasyfikowania ich do określonych nurtów - np. John Irving, Kurt Vonnengut, Salman Rushdie czy Kazuro Ishiguro, dla podkreślenia oralności swoich opowieści konstytuują wypowiedzi swoich bohaterów raczej w mowie zależnej i pozornie zależnej. W literaturze fantasy, w której kompozycja oparta jest na motywach quest, a akcja musi obfitować w perypetie, częstsze jest zastosowanie mowy niezależnej. Mowa zależna zarezerwowana jest dla opowieści wewnątrz opowieści: mitów, pieśni, ballad, chanson de geste itd. albo wtedy, gdy narrator opisuje uczucia i myśli postaci. W dialogu dominuje jednak bezpośredni dialog wyrażony w mowie niezależnej.
   Funkcją dialogu, związaną bezpośrednią ze stylizacją językową, jest tzw. funkcja charakteryzująca. Wypowiedzi bohaterów są często źródłem ich pośredniej charakterystyki - poprzez nie dowiadujemy się nierzadko o barwie głosu postaci, o tym, czy mówią szybko i nerwowo, czy wolno i spokojnie, czy wyrażają się w tonie patetycznym, czy wręcz przeciwnie itp. Indywidualizacja językowa jest ważnym elementem wzbogacającym tekst - przykładowo krasnoludy z Władcy Pierścieni mają ton nieco patetyczny, natomiast mowa entów jest powolna i majestatyczna; z kolei Barliman Butterbur bez przerwy robi dygresje nie na temat, dodaje zwroty retoryczne, gubi wątki - stąd wiemy, że jest to osoba roztargniona.
   W klasycznej fantasy - mam tutaj na myśli epigonów Tolkiena - paradoksalnie taka indywidualizacja językowa nie jest niezbędna, ponieważ konstrukcja opowieści nierzadko opiera się na strukturze zmierzającej w stronę klasycznego eposu i wpisuje się w jego schemat. Konwencja gra tutaj bardzo dużą rolę, np. postaci w sytuacjach prywatnych wypowiadają się stylem retorycznym, odpowiadającym danej sytuacji. Jednocześnie - rzecz typowa dla dialogu fingowanego - cechuje je podwyższona kompetencja językowa.
   Aby dookreślić problem, powróćmy na chwilę do wspomnianego na początku dialogu między Gandalfem a Wodzem Nazgulów.

[...] wjechał do grodu Wódz Nazgulów, a kto żyw umknął albo padł na twarz.
Z jednym jedynym wyjątkiem. Na pustym placu za Bramą czekał Gandalf na swoim Gryfie; spośród wolnych koni całej ziemi tylko Gryf nie ugiął się przed strachem, niewzruszony, spokojny, jak kamienny posąg rumaka z Rath Dinen.
- Nie wejdziesz! - powiedział Gandalf, a czarny olbrzymi cień zatrzymał się w miejscu. - Wracaj do swojej otchłani. Wracaj tam! Rozwiej się w nicość, która czeka ciebie i twojego pana. Precz stąd!
Czarny Jeździec zrzucił kaptur i oto ukazała się królewska korona; nie było jednak pod nią widzialnej głowy. Między koroną a ramionami, okrytymi szerokim czarnym płaszczem, świeciły czerwone płomienie. Z niewidzialnych ust dobył się śmiech mrożący krew w żyłach.
- Stary głupcze! - wyrzekł upiór. - Stary głupcze! Dziś wybiła moja godzina. Czy nie poznajesz śmierci, kiedy patrzysz w jej oblicze? Daremne są twoje zaklęcia. Umrzesz w tej chwili.
Podniósł swój długi miecz, płomienie przebiegły po klindze.
[4]

   Sytuacja opisana w tej mistrzowsko skonstruowanej scenie wymaga użycia patetycznych słów - jest to przecież spotkanie dwóch przeciwstawnych postaci, uosabiających dobro i zło. Gandalf, jako obrońca Minas Tirith i ten, który włada ogniem Anoru, musi wypowiedzieć słowa, których czytelnik od niego oczekuje, słowa kategorycznej odmowy i rozkaźniki. Po Wodzu Nazgulów także oczekujemy określonej reakcji, i nie zawodzimy się: upiór odpowiada obelgą i przechwałkami. Następuje chwila napięcia, czekamy na nieuniknione starcie dwóch potęg... I oto odzywają się rogi północy - jeźdźcy Rohanu przybywają z odsieczą.
   Wyobraźmy sobie przez chwilę, jaki miałaby wydźwięk ta scena, gdyby narrator zastosował mowę pozornie zależną albo gdyby ją po prostu opisał? Nie umniejszyłoby to wielkości tekstowi Tolkiena, ale pewnie nie wywołałoby tak dużej dawki emocji.
   Powróćmy jednak do opowiadania Zelazny'ego. Dilvish zostaje mimowolnym posiadaczem pasa, który zamierza zwrócić bogowi Calbusowi, ale zostaje zaatakowany przez zwolenników boga Salbacusa. Zabija większość, jednego rani śmiertelnie. A oto co mówi ranny człowiek:

- Wielu z nas wróci po niego! - ciągnął. - Kapłani Salbacusa czekają. Uciekaj! Potwory powrócą i pójdą twym tropem aż zgaśnie dzień! Jeśli starczy ci odwagi, weź pas z rąk umierającego - i bądź przeklęty! Będziemy go mieć! Moi towarzysze wkrótce będą świętować w Kallusan, a potem puszczą miasto z dymem! Uciekaj i niech cię diabli! Salbacus przeklina cię, a mnie zabiera ze sobą! [...]
- Niezła mowa pożegnalna - zauważył Black. - Posiada wszystkie klasyczne elementy: groźbę, klątwę, odpowiednią pyszałkowatość, inwokację bóstwa...
- Wspaniała - przyznał Dilvish - ale gdybyś zechciał zachować analizę literacką na później, chciałbyś się czegoś dowiedzieć: Czy przepędziłeś tego wielkiego, niewidzialnego potwora, który pożarł Fly'a? [5]

   W tym krótkim dialogu mamy sytuację podobną jak w wyżej cytowanym fragmencie Władcy Pierścieni: określony tekst w określonej sytuacji. Czytelnik oczekuje określonych reakcji na określone działanie i czytelnika nie dziwi, że umierający żołnierz wygłasza pożegnalną krótką przemowę, okraszoną ozdobnikami retorycznymi. Dziwi natomiast to, że Black ma świadomość konwencjonalności tej przemowy, że ma świadomość większą niż ta, którą postać literacka posiadać powinna. Jeśli porównać tę wypowiedź Blacka z jego wcześniejszymi komentarzami i stylizacją wypowiedzi bohaterów na język współczesny, to mamy sygnał, że pękają ramy konwencji. O ile bowiem sama stylizacja na język współczesny (np. wyrażenie "wypchaj się") jest ostatecznie dopuszczalna w obrębie indywidualizacji językowej, to już uwagi świadczące o podwyższonej świadomości postaci są wyraźnym zboczeniem z kursu.
   Dalej dzieją się rzeczy jeszcze dziwniejsze. Pojawia się kapłan Salbacusa, który namawia Dilvisha do oddania Pasa argumentując, że został on jeszcze wcześniej skradziony z jego świątyni. Za chwilę zjawia się kapłan Calbolusa i mówi dokładnie to samo. Obaj kapłani zaczynają pojedynek.

- Właśnie przyszło mi do głowy pytanie - krzyknął Dilvish - dotyczące identyfikacji. Mając do czynienia z tymi oddziałami i bogami poruszającymi się po okolicy, jak można rozróżnić posąg Cabolusa od posągu Salbacusa?
- Cabolus ma uniesioną prawą rękę! - wykrzyknął niski kapłan, waląc drugiego po ramieniu.
- Gdybyś zmienił zdanie - zawołał Izim podstawiając mu nogę - Salbacus trzyma w górze lewą rękę![6]

   Opowieść zatem zaczyna wyraźnie dążyć w stronę groteski, chociaż w sferze narracji narrator ani na jotę nie zmienia stylu i konwencji nie łamie. Gdy Dilvish znajduje w końcu posąg Cabolusa i okazuje się, że czciciele Salbacusa wymordowali eskortujących go żołnierzy, następuje krótka potyczka, którą narrator opisuje w sposób dość makabryczny i całkiem serio, tak jak wcześniej całkiem serio opisywał potwory zamieszkujący Wymiar Cienia. Po zwycięstwie Dilvish wiesza pas na posągu i dostaje podziękowania od kapłana Cobulusa:

[...] Dokonałeś wspaniałego dzieła, panie - wskazał na obozowisko. - Poświęciłeś sporo krwi, by ogrzać serce starego Cabolusa.
- Przyczyna była bardziej materialna niż duchowa - zauważył Dilvish.
- To nie ma znaczenia, żadnego znaczenia - mruczał kapłan. - Jestem pewien, że zdobyłeś jego łaskę. Skoro równowaga znów została naruszona, wkrótce będziemy świętować w Sulvarze. Miasto nie uniknie egzekucji, podpaleń i grabieży. Będziesz miał zaszczyt w tym uczestniczyć.
- Odzyskaliście pas. Dlaczego wszystkiego nie odwołacie i nie wrócicie do domu?
Kapłan uniósł brwi.
- Chyba żartujesz - powiedział. - To oni zaczęli. Muszą dostać nauczkę. Tak czy inaczej, teraz nasza kolej. Kiedyś oni zrobili to samo. A poza tym, oddziały czekają już w polu. Nie mogę odesłać ich w tej chwili do domu, bo będą kłopoty. To tak w skrócie. Niektóre z nich przybędą tu wkrótce. Możesz im towarzyszyć. Zaszczytem będzie przejazd z Cobulusem, a ty otrzymasz swą część łupu. [...]
- Dzięki za propozycję - rzekł Dilvish do wizerunku kapłana. - Ale mam przed sobą długą podróż i nie chcę się spóźnić. Zrzekam się mej części łupu.
- W taki razie, twą część przejmie świątynia - powiedział z uśmiechem kapłan.[7]

   W tym dialogu kończącym przygodę z Pasem Cienia groteskowe stwierdzenia kapłana przybierają poważny ton. Okazuje się, że wszystko jest względne, nie sposób się zorientować, która strona ma słuszność: czy zwolennicy Cobulusa czy Salbacusa, zwłaszcza że niczym się od siebie nie różnią. Prawdopodobnie proceder wykradania sobie nawzajem Pasa Cienia był praktykowany od dawna dając pretekst do wojny i grabieży. I znowu dowiadujemy się tego wyłącznie z dialogu, nic nie zostaje nam przekazane bezpośrednio przez narratora.
   Końcowy dialog podsumowuje opowiadanie w następujący sposób:
   Następnego popołudnia, gdy znaleźli się na szlaku wiodącym przez las na południe, spotkali na drodze młodą kobietę, która wybiegła im naprzeciw.

- Dobry panie! - krzyknęła do Dilvisha. - Mój ukochany leży ranny za tym wzgórzem! Napadli na nas rozbójnicy! Błagam, przyjdź mu z pomocą!
- Stój, Black! - polecił Dilvish.
- Naprawdę? - syknął prawie bezgłośnie Black. - To jeden z najstarszych tricków w tej książce. Pójdziesz za nią, a natychmiast wpadniesz w pułapkę uzbrojonych bandytów. Pokonasz ich, a kobieta wbije ci nóż w plecy. Śpiewają już o tym ballady. Czy wczoraj niczego się nie nauczyłeś?
Dilvish spojrzał w jej zapuchnięte oczy, spostrzegł pręgi na dłoniach.
- Ale ona może mówić prawdę - szepnął.
- Błagam cię, panie! Proszę! Chodź szybko! - zapłakała.
- Ten pierwszy kapłan trafił w sedno - zauważył Black.
Dilvish poklepał go po metalowym grzebiecie, wywołując cichy brzęk.
- Przeklęty, jeśli to zrobię. Przeklęty, jeśli odjadę - rzekł zsiadając na ziemię.
[8]

   I znowu mamy podobną sytuację jak w jednym z powyżej cytowanych dialogów: Black wykazuje się świadomością wykraczającą poza ramy postaci. Informuje towarzysza nie tylko o możliwości popełnienia przez niego złego wyboru, pokazuje mu przyszłość, przy czym nie wiadomo, czy jego wypowiedź ma charakter ironiczny, czy jest wypowiedzią serio. W pierwszym wypadku problem ogranicza się jedynie do tego, w jakim stopniu umysł Blacka wykracza poza rzeczywistość, w której obaj żyją. W drugim - autor osiąga znowu efekt groteski poprzez złamanie konwencji. I znowu to złamanie konwencji nie wykracza poza sferę dyskursu. Dilvish się waha, dokonując wyboru, ponieważ w odróżnieniu od Blacka jest zwykłą postacią, która - jakkolwiek obdarzona niespotykanym zmysłem obserwacji i rozsądkiem - nie może mieć innego układu odniesienia jak swój własny świat.
   Dialog jest więc w tym opowiadaniu jedynym miejscem, w którym zostaje złamana konwencja. Uważam, że dość trudno jest złamać konwencję utworu w taki sposób, żeby nie zniszczyć równowagi, która powoduje, że tekst jest spójny stylistycznie - a Zelazny'emu udaje się to, i to nie tylko w Dilvishu. Czytelnik nie ma wrażenia, że tekst jest tylko czystą zabawą - przeczą temu dość poważne przemyślenia, jakie się nasuwają po jego lekturze. Trzeba jednak zauważyć, że opowiadanie jest rzeczywiście zabawne, w dialogach często mamy do czynienia z zaskakującymi ripostami i stwierdzeniami:
   W mgnieniu oka liść owinął się wokół jego dłoni, a jego ząbki wbiły się w skórę [...].

- Znowu ta twoja ciekawość - zauważył Black. - Nie męcz roślin. One są bardzo wrażliwe.
Dilvish mruknął coś nieprzyzwoitego i potarł rękę. [...]
- Masz szczęście, że nie są trujące - zauważył Black.
- Szkoda, że nie odczuwam tego szczęścia - odparł Dilvish.[9]

   Konwencja dialogu fantasy zakłada, powtórzę to raz jeszcze, dopasowanie stylu wypowiedzi postaci do sytuacji, w jakiej ta postać się znajduje. Czytelnik tego oczekuje. Jednak im bardziej zindywidualizowany język postaci, tym bogatszy tekst. Manipulacja w sferze zindywidualizowanej wypowiedzi postaci daje dość szerokie pole do popisu autorowi i na tym właśnie polu można wprowadzić najwięcej innowacji, nie zaburzając warstwy stylistycznej utworu, a tylko ją wzbogacając. Taka manipulacja na poziomie narracji jest dość ryzykowana, ale zindywidualizować język postaci można na rozmaite sposoby, także w dialogu, a dialog który - choć dość lekceważąco traktowany - jest bardzo ważnym elementem świata przedstawionego.

© Urszula Lip


[1] F. Madox Ford, Joseph Conrad. Za H. Markiewicz, Wymiary dzieła literackiego, Kraków 1996, s. 83.
[2] Roger Zelazny, Dilvish Przeklęty. W: tegoż, Divish Przeklęty, Poznań 1991, s. 260.
[3] Roger Zelazny, op. cit. , s. 264-265.
[4] J. R. R. Tolkien, Władca Pierścieni, tłum. M. Skibniewska, Warszawa 1990, str. 127-128
[5] Roger Zelazny, op. cit., str. 269-270.
[6] Roger Zelazny, op. cit., str. 279-280.
[7] Roger Zelazny, op. cit., str. 288-289.
[8] Roger Zelazny, op. cit. , str. 290.
[9] Roger Zelazny, op. cit. str. 275-276.




wróć do spisu artykułów