Urszula Lip

APOLOGIA GRIMY ROBACZYWEGO JĘZYKA, DORADCY KTÓLA THEODENA



   Czcigodni i sprawiedliwi mieszkańcy Hobbickiej Norki, znani ze swej mądrości, wysłuchajcie mnie uważnie, bowiem sprawa dotyczy jawnej niesprawiedliwości, którą wyrządzono człowiekowi, a niesprawiedliwość należy zawsze dusić w zarodku, bo może - w sprzyjających warunkach - niczym pleniący się chwast zasłonić słońce prawdy. Człowiek ów nazywa się Grima, zwany - niesłusznie - Robaczywym Językiem. Został oskarżony przez Rohirrimów o kłamstwo, tchórzostwo i zdradę, a potem, jakby tego było mało - przez mieszkańców Shire - o kanibalizm i morderstwo. Zarzuty poparto zeznaniami świadków, którzy potwierdzili wszystkie wyżej opisane rzekome "przestępstwa".
   Sprawa nie jest prosta do osądzenia, tym bardziej że zaciemniają ją emocje, ale jedno jest pewne: Grima nie zasłużył na miano kłamcy, zdrajcy, kanibala i mordercy. Los, jaki go spotkał, jest wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności i niezrozumienia jego szczerych i prawych intencji. Być może zbłądził w którymś momencie, ale nie jest to jego wina, ale podłego czarodzieja Sarumana, z upodobaniem znęcającego się nad biedakiem fizycznie (kopniaki) i psychicznie (wyzwiska).
   Dlaczego, pytam, nazywa się Grima kłamcą? Czy dlatego, że z podziwu godną umiejętnością posługuje się retoryką? Czy dlatego, że umie dobierać przejrzyste argumenty w sprawie, w którą święcie wierzy? Czy dlatego w końcu, że bystrość umysłu pozwala mu formułować cięte riposty, na które jego adwersarze nie potrafią odpowiedzieć w sposób logiczny? Retoryka jest wszak sztuką, sztuką wymowy, ten, kto ją posiadł, ma władzę. Nie dziwi więc fakt, że umiejętności Grimy, mistrza wymowy, budziły powszechną zawiść wśród niewykształconych Rohirrimów, a zwłaszcza u Eomera, który - choć był siostrzeńcem króla Theodena - nie posiadł nawet podstaw tej trudnej sztuki.
   Oskarżenie Grimy o zdradę - zarzut bardzo, bardzo krzywdzący! - jest niedorzeczny z dwóch powodów. Po pierwsze, Grima był wiernym sługą króla Theodena, to nie ulega wątpliwości, miłował go szczerze. Nie dopuszczał do wojny z Sarumanem, bo wiedział, że jeśli Theoden zdecyduje się na walkę zbrojną, niechybnie zginie, prędzej czy później. I czy tak się nie stało? Po drugie - rzecz najważniejsza - nieszczęście Grimy polegało na rozdarciu wewnętrznym między miłością do ukochanego króla Theodena, a miłością do swego mistrza i mentora, Sarumana, którego Grima darzył absolutnym zaufaniem. Jak czas pokazał, niesłusznie. Teraz już wiemy, że Saruman okazał się podłym zdrajcą, który spiskował na zgubę Rohanu, ale Grima takiej wiedzy nie miał! Jak można winić ucznia, zapatrzonego w mistrza jak w obraz, za to, że wykonuje wiernie każdy jego rozkaz?
   Rzekoma "zdrada" Grimy polega więc na niezrozumieniu przez Theodena motywów, jakie doradcą kierowały, a jedyna jego wina na tym, że pochopnie zawierzył Sarumanowi, i - rozżalony brakiem zaufania i oszczerstwami, rzecz jakże ludzka! - opuścił króla Theodena. Uniósł się honorem, a każdy z nas na pewno tak samo by zareagował, gdyby oskarżono go o tchórzostwo i kradzież.
   Zarzut tchórzostwa wydaje się być zresztą wyssany z palca. Czy ktoś z was, szanowni mieszkańcy Hobbickiej Norki, będąc człowiekiem delikatnym, drobnym, schorowanym, ale mając prężny i światły umysł, stanąłby do walki, której sensu i celu nie widział? Grima niechybnie rzuciłby się w wir bitwy jak smok, gdyby nie fakt, że była to wojna z Sarumanem, jego ukochanym mistrzem, który tyle lat i z takim mozołem uczył go pięknej sztuki retoryki, z tym mistrzem, do którego miał absolutne zaufanie, z tym mistrzem, który był dla niego niemal bogiem!
   Nie można także nazywać Grimy złodziejem, tylko dlatego, że wziął na przechowanie miecz króla Theodena, który ten mu sam dał. Nie wymieniono także z nazwy "innych rzeczy", które (rzekomo) innym ludziom zginęły, co pozwala przypuszczać, iż kradzież ta została sfingowana, żeby skompromitować tego mądrego i uczonego człowieka, i pozbawić łaski króla Theodena.
   Chodziły w Rohanie słuchy, że oprócz kłamstwa i zdrady, tchórzostwa i kradzieży, Grima dopuścił się także rzeczy o wiele gorszej: wyrządził ponoć krzywdę siostrzenicy króla, Eowinie, sącząc jej do ucha jad kalumnii truciznę kłamstwa. Zarzut o tyle niedorzeczny, że wspomniana Eowina, kobieta młoda i piękna, od dawna cierpiała na postępującą depresję i miała myśli samobójcze z powodu tego, że nie jest mężczyzną i nie może iść na wojnę. Obwinianie mistrza słowa, że przyczynił się do choroby psychicznej tej dziewczyny, to twierdzenie bezsensowne, ponieważ Grima nie miał przecież absolutnie żadnego wpływu na to, że Eowina nie jest mężczyzną, a więc tym samym nie miał wpływu także na jej stan psychiczny! Wręcz przeciwnie: zacny Grima kochał Eowinę miłością głęboką, ale nieszczęśliwą, gdyż nieodwzajemnioną. Został odtrącony tylko dlatego, że w mniemaniu siostrzenicy króla był stary, brzydki i miał opuchnięte powieki, a czy godzi się z takiego powodu odrzucać kandydaturę mężczyzny, który posiada szereg innych zalet?
   Miłość niejednego człowieka doprowadziła do zbrodni. Grima nie był wyjątkiem. Wzgardzony przez kobietę, odtrącony przez ukochanego pana, znalazł się we władzy drugiego po Theodenie człowieka, któremu bezgranicznie ufał. Jak czas pokazał, był to najgorszy z możliwych wyborów - pamiętajmy, że Grima przypłacił go życiem. Ustawicznie poniżany, dręczony fizycznie i psychicznie, nieszczęśliwy, nie opuścił mimo wszystko swego pana, nawet wtedy, gdy pan ten znalazł się na samym dnie. Wierny do końca, zabił - przyznaję to ze ściśniętym sercem - hobbita Lotha, ale czyż winić możemy żołnierza, który wykonuje rozkaz dowódcy? Wierny sługa musi wykonywać rozkazy pana, choćby były sprzeczne z jego rozsądkiem i wartościami, które wyznaje. Nie wińmy więc Grimy za ten czyn, bo właściwym mordercą był Saruman, ten nikczemny i okrutny czarodziej. Nie wińmy też Grimy za kanibalizm, jakiego się dopuścił. Postawmy się, przyjaciele, w jego sytuacji: niegdyś wielki orator, doradca króla Rohanu, człowiek o światłym umyśle - teraz zrozpaczony, pozbawiony nadziei, bardzo, bardzo głodny... Kto z nas, będąc na bezludnej wyspie, pozbawionej życiodajnej zwierzyny, nie zrobiłby czegoś podobnego?
   Sprawiedliwi i mądrzy mieszkańcy Hobbickiej Norki, zwracam się do was z apelem: oczyśćmy pośmiertnie Grimę ze straszliwych oskarżeń, jakie stały się jego udziałem, spuśćmy zasłonę milczenia na czyny niegodne, jakich niewątpliwie się dopuścił, z miłości do swego króla, wielkiego wodza Rohanu, a także do księżniczki Eowiny, która go odtrąciła jakby był pospolitym człowiekiem, a nie wielkim, choć niedocenionym, mówcą. Niech ci, którzy patrzą na świat przez jedno oko, trwają dalej przy swoim - błędnym - przekonaniu, że Grima był podłym, tchórzliwym robakiem. My, obdarzeni spojrzeniem sokoła, znamy prawdę - Grima to wierny, światły, rozważny, obdarzony zdolnościami oratorskimi człowiek, którego niesłusznie oskarżono o szereg różnych zbrodni, a który poprzez swoją nieugiętą postawę pokazał, że godzien jest miana mędrca.

© Urszula Lip





wróć do spisu artykułów