Kinga Kwaterska

TERRY'EGO PRATCHETA IMPERATYW NARRACYJNY



   "W odległym, trochę już zużytym układzie współrzędnych, na płaszczyźnie astralnej, która nigdy nie była szczególnie płaska, skłębiona mgiełka gwiazd rozstępuje się z wolna.../ Spójrzcie../ Wielki A'Tuin, żółw, zbliża się płynąc powoli przez międzygwiezdną otchłań." (Kolor magii, s.7). W ten sposób w pierwszej książce z niezwykle popularnego cyklu Świata Dysku Pratchett zaprasza czytelników do stworzonego przez siebie świata. Jest to pierwszy podany fakt, fakt niezwykle ważny - chcąc poznać snute przez pisarza opowieści musimy najpierw przyjąć do wiadomości, że dzieją się one w zupełnie innej niż nasza rzeczywistości, zrozumieć, że należą do porządku innego świata. A jest to świat wsparty na grzbietach czterech gigantycznych słoni stających na grzbiecie jeszcze większego żółwia. Świat płaski, na którym wprawdzie wierzono kiedyś, że jest okrągły, ale później, wobec oczywistości faktów odrzucono tę tezę.
   To wskazuje na pierwszą wielką różnicę między światem przedstawionym w powieściach a naszym. Dalej różnice się mnożą. Czytelnika, który po raz pierwszy sięgnął po tę książkę zaskakuje niezwykłość wszystkiego, co jest opisywane. Czyta on o Ankh-Morpork ,mieście, które jest najgorszym z możliwych do pomyślenia miast: brudne, zatłoczone, zamieszkane przez szumowiny, dziwaków i przestępców. Przy najbogatszych ulicach w wielkim przepychu piętrzą się budynki Gildii Kupców, Złodziei, Skrytobójców i Żebraków, a obok nich wznosi się trochę biedniejszy budynek Gildii Błaznów, sprawiający nieco ponure wrażenie. W tle majaczy budynek Niewidocznego Uniwersytetu - siedziby magów. Kradzież i morderstwa są dozwolone tak samo jak handel, a często zdecydowanie bardziej dochodowe. Trzeba jednak przestrzegać zasad gildii: nie można kraść bez licencji, ani zabijać bez nagrody i oficjalnego zlecenia. Najsmutniejszą ze wszystkich profesji jest profesja błazna - błaźni to ludzie nieszczęśliwi, często pozbawieni poczucia humoru. Strażnicy miejscy to ludzie tchórzliwi, którzy wolą nie wtrącać się w życie miasta: w czasie bijatyki interweniują dopiero wtedy, kiedy nie pozostaje już nic do zrobienia poza wyniesieniem ciał i aresztowaniem tych, którzy przeżyli, ale są nieprzytomni. Istnieje także część miasta gdzie nie zapuszcza się nikt o zdrowych zmysłach - Mroki, zamieszkiwane i odwiedzane przez wszelkiego rodzaju opryszków.
    Także bohaterowie, o których losach czytamy budzą nasze zdziwienie. Rincewind, jedna z najczęściej pojawiających się postaci, jest magiem, który nie umie czarować. W czasie nauki na Niewidocznym Uniwersytecie oblewał wszelkie testy i nie mógł opanować najprostszych nawet zaklęć. Jakby tego było mało, w wyniku głupiego zakładu, zajrzał do jednej z najbardziej magicznych książek na świecie (świecie Dysku oczywiście), a jedno z najpotężniejszych zaklęć wykorzystało tę okazję aby wyskoczyć ze stronić księgi i zagnieździć mu się w głowie. Zaklęcie to jest tak potężne, że inne boją się przebywać w jego towarzystwie. Nie dość jednak, że Rincewind nie potrafi czarować - w końcu większość magów ma problemy z choć trochę skomplikowanymi zaklęciami - jest jeszcze niezwykle tchórzliwy i, nie ma co ukrywać, mało inteligentny. Nie potrafi nawet poprawnie zapisać nazwy swojej profesji na kapeluszu, obnosi się wiec z wyszytym cekinami napisem "maggus". Ma jednak i to czyni go uczestnikiem wielu niebezpiecznych przygód, niezwykłą zdolność do pozostawania przy życiu i wychodzenia cało z każdej opresji. Jest jak sam mówi "nałogowcem życia", do tego stopnia, że wytwarza u Śmierci Dysku coś w rodzaju hobby - hobby polegającego na zabiciu nieudanego maga.
    Towarzysz Rincewinda - Dwukwiat, pierwszy turysta w Ankh-Morpork, jest małym, ogromnie naiwnym i przesadnie optymistycznym człowieczkiem podróżującym z dużą sumą pieniędzy, które przyczyniłyby się niechybnie do jego śmierci, gdyby nie osobliwy Bagaż - kufer podróżny podążający wszędzie za swym właścicielem i chroniący go od śmierci. Mort, wybrany przez Śmierć na terminatora ma ciało "które robi wrażenie jakby właściciel z trudem nad nim panował." I które zdaje się być zbudowane z samych kolan i łokci" (Mort, s.9-10). Początkujący barbarzyńca, Nijel nosi wprawdzie ubranie składające się jedynie ze skórzanej przepaski na biodra jak przystało na barbarzyńcę, pod spód wkłada jednak bawełnianą bieliznę (bo mama go prosiła), nie potrafi się bić i jest przesadnie grzeczny.
   Przykłady można mnożyć jednak już na podstawie tego, co zostało powiedziane widać, że w niezwykłym świecie mamy do czynienia z niezwykłymi bohaterami. Nie jest jednak tak, że wszystko w Świecie Dysku wydaje nam się nowe i nieznane. Wręcz przeciwnie, siłą nośną tych książek jest odwoływanie się do motywów, postaci i konwencji, doskonale znanych czytelnikowi. Przedstawione postacie wydają nam się dziwne i budzą nasz śmiech, dlatego, że są jakby antybohaterami, odwrotnością postaci jakie powinny się pojawić. A wiemy to dlatego, że opisywane przez Pratchetta sytuacje są nam doskonale znane skądinąd: jak w wielu innych powieściach fantasy trzeba uratować miasto, świat, przywrócić porządek wszechświata, a do tego jest potrzebny prawdziwy bohater - prawdziwy heros, tylko, że... w powieściach ze świata Dysku prawdziwy heros się nie pojawia. A jeśli nawet to zachowuje się jak Cohen barbarzyńca - to znaczy ratuje dziewice i zgrabia skarby, a ratowanie wszechświata nie bardzo go interesuje. Chciałoby się po Pratchettowsku powiedzieć, że w takiej sytuacji świat musi sobie poradzić wykorzystują dostępne środki, a te środki to Rincewind, Marchewa, Mort i inni.
   Łatwo zauważamy jednak, że pewne elementy charakterystyczne dla opowieści fantastycznych, a także charakterystyczne dla baśni, pojawiają się w znacznie mniej zmienionej formie i urastają do rangi reguł, rządzących w tym świecie. I tak trzy wiedźmy, które pod wieloma względami odpowiadają stereotypowemu wizerunkowi wiedźmy, wiedzą, że choć mogłyby problemy pojawiające się w ich królestwie rozwiązać same i przywrócić zaburzony porządek, to nie wolno im tego zrobić. Posługują się więc, aczkolwiek z pewną niechęcią, arsenałem dostępnym wiedźmom w takich przypadkach: udają handlarki jabłek żeby się dostać do pałacu albo staruszki zbierające w lesie chrust, żeby udzielić potrzebnych rad powracającemu na swoje dziedzictwo królewiczowi.
   Znajomość innej zasady skłania bohaterów "Straż! Straż!", stojących w obliczu konieczności stoczenia wali ze smokiem i przekonanych, że mają szansę jedna na milion, żeby zwyciężyć, do niezwykłej dyskusji:

"- Coś mi przyszło do głowy." - stwierdza jeden z nich - "a jeśli to nie jest szansa jedna na milion?"
" - Co pan ma na myśli?" - pyta drugi i otrzymuje wyjaśnienie, że zasada jest bardzo szczegółowa: szansa musi być dokładnie jedna na milion, inaczej się nie uda. Postanawiają więc poprawić swoje szanse i po pewnym czasie:
"Wygląda obiecująco"- ocenia jeden z nich - "Chyba mamy to, o co chodzi Szansa, że człowiek z twarzą umazaną sadzą, z wysuniętym językiem i śpiewający Pieśń o jeżu trafi smoka w czułe miejsce będzie jakaś... Jak myślisz Marchewa?
- Myślę, że jedna na milion".


   Po poprawieniu w ten sposób swoich szans, zadowoleni bohaterowie wygłaszają niezbędne w takiej sytuacji zdanie: To szansa jedna na milion, ale może się udać.
   Podobnie grupa barbarzyńskich herosów przeczytawszy, z pewnymi problemami zresztą, ogłoszenie o nagrodzie za zabicie smoka stwierdza z niesmakiem, że pięćdziesiąt tysięcy nagrody to za mało: Jeden z nich oświadcza, że to "Tania robota. Poniżej stawki. Powinna być połowa królestwa i ręka jego córki." (Straż! Straż!, s.109)
   To tylko niektóre z zasad i prawd znanych mieszkańcom Świata Dysku. Wiedzą oni, że powracającego króla poznaje się po truskawkowym znamieniu, a ósmy syn ósmego syna ósmego syna będzie czarodzicielem. Każdy monarcha liczy się z ryzykiem, że ktoś nakłuje mu córkę i ona zapadnie w sen na sto lat, a poza tym wiadomo, że będzie musiał zużyć ogromne ilości ziarnek groch i materacy. Wygląda to tak, że nieokreślone i nieco mgliste zasady które zazwyczaj obowiązują w bajkach i przygodach herosów ratujących świat, to zostają dookreślone i wpisane w sposób funkcjonowania świata.
   Bo też świat Dysku podporządkowany jest pewnej nadrzędnej zasadzie, którą Pratchett określa jako narrativum. Wszystko podporządkowane jest nie tyle opowiadaniu, co dzianiu się opowieści. Autor tłumacząc sposób istnienia tego świata w "Nauce Świata Dysku" stwierdza: "Świat Dysku nie podąża drogą nauki. Po co udawać, że mógłby? Smoki zioną ogniem nie dlatego, że mają azbestowe płuca - zioną ogniem, ponieważ wszyscy wiedzą, że tak właśnie powinny się zachowywać". (s.8). Gwiazdy w świecie Dysku to nie rozżarzone kule oddalone o miliardy kilometrów, a przynajmniej nikomu nie przychodzi do głowy, żeby wysunąć taką hipotezę. Gwiazdy istnieją, żeby niebo ładniej wyglądało w nocy: to, jeśli nie jedyny, to na pewno najważniejszy powód. Dlatego też magowie Świata Dysku pomysł, że może istnieć inny świat - Świat Kuli podporządkowany zupełnie innym prawom i nie zawierający pierwiastka narrativum uważają za niedorzeczny, a rzeczony, domniemany kulisty świat za wyjątkowo nieudany.
   Pratchett bawi się z nami: przedstawia dobrze nam znane wątki i konwencjonalne sytuacje, a nawet własne wersje powszechnie znanych historii dzięki czemu mamy miłe uczucie znajomości tematu. W tę materię wplątuje jednak wątki i postaci zupełnie nowe, albo we właściwy mu sposób przeobrażone. To tworzy jakby zniekształcony obraz świata baśni i fantastycznych historii - stają się śmieszne i nie tak heroiczne, bohaterowie są, zdaje się, bohaterami tylko z przypadku, a nie ze względu na przeznaczenie. To fantasy w krzywym zwierciadle. Jednak... Pratchett nie byłby sobą gdyby po ustaleniu nowych reguł i podporządkowaniu baśniowych prawideł swojej wizji Świata Dysku, ich także czasem nie złamał. I tak tchórzliwy i myślący tylko o sobie Rincewind wykrzesze z siebie odrobinę heroizmu i nie tylko uratuje wszechświat, ale także życie małego czarodziciela. A szansa jedna na milion, która sprawdza się zawsze, raz zawiedzie. No cóż, być może akurat bogowie byli zajęci i nie spojrzeli w tę stronę...
   Świat stworzony przez narrativum jest niezwykle konsekwentny, ale także zaskakujący, kiedy myślimy już, że zrozumieliśmy sposób jego funkcjonowania zaskakuje nas na nowo. Ten szkic jedynie ociera się o powierzchnię skomplikowanej tematyki jaką jest twórczość Terry Pratchetta. Miał na celu pokazanie jak wiele może kryć się w tej literaturze i zachęcić do badań nad nią. A także do podróży do Świata Dysku.

© Kinga Kwaterska





wróć do spisu artykułów