Urszula Lip

MAGIA SŁOWA, CZYLI DLACZEGO WYCZAROWANE ŚWIATY SĄ PRAWDZIWE



Każda rzecz ma swoje źródło
Salman Rushdie

Życie jak powieść

   W filmowym hicie pt. Bridget Jones jest taka scena: tytułowa bohaterka na przyjęciu z okazji prezentacji nowej książki w jej wydawnictwie staje obok grupki żywo rozprawiających panów. Udając, że rozumie, o co w tej rozmowie chodzi, uśmiecha się promiennie i co jakiś czas kiwa głową z mądrą miną. W pewnym momencie niewysoki, łysiejący Hindus w okularach, który nienaganną angielszczyzną opowiada o teorii opowiadań i nowel Martina, zwraca się do niej z pytaniem: "Co pani o tym sądzi?" Zmieszana bohaterka odpowiada niezręcznie: "Czy wie pan może, gdzie jest toaleta?". W kilka minut później to samo pytanie zadaje Hindusowi przystojny szef Bridget, a Salman Rushdie, bo to on jest owym łysiejącym Hindusem w okularach, pokazuje mu drogę do toalety takim ruchem, jakby przez ostatnie pół godziny nie robił nic innego.
   I tak, z grubsza rzecz biorąc, wygląda fenomen Salmana Rushdie'ego: świat o nim mówi jako o jednym z największych pisarzy XX wieku, podziwiają go elity i hołubią masmedia jako kandydata - w odległej przyszłości - do literackiej Nagrody Nobla, a w rzeczywistości, jak sądzę, wśród tych pełnych zachwytów ludzi niewielu znalazłoby się czytelników, którzy mogliby się pochwalić, że rozumieją, o co tak naprawdę chodzi w jego książkach. Sam Rushdie to, jak widać na powyższym przykładzie, rozumie, i potrafi do swojej osoby podejść z dystansem i umie zaprezentować swoje słynne poczucie humoru. Doskonale zdaje sobie sprawę, co daje wyraz w licznych wywiadach, że jego twórczość nie jest lekka, i wymaga od czytelnika pewnej erudycji oraz wykształcenia w zakresie historii Europy i Azji, kultury, sztuki, a czasami nawet filozofii i teorii literatury, ale nie spędza mu to snu z powiek. Motywuje to tak w internetowym wywiadzie SALONU, odpowiadając na pytanie:
- Czy nie jest Panu przykro, że używanie tak wielu specyficznych odwołań kulturowych powoduje, że wielu czytelników nie jest w stanie zrozumieć, co Pan próbuje powiedzieć?
- Nie. Używam ich jak przypraw. Mogę czytać książki z Ameryki i nie zawsze znać slang. Amerykańscy pisarze zawsze zakładają, że cały świat mówi po amerykańsku, ale faktycznie cały świat nie mówi po amerykańsku. Amerykańscy pisarze pochodzenia żydowskiego używają często jidysz w swoich książkach i czasem nie wiem, co chcą powiedzieć. Czytam książki takich pisarzy, jak Philip Roth, gdzie ludzi się uderza w kishkes, i myślę: "w co?!". To zabawne czytać rzeczy, kiedy nie znasz wszystkich słów. Każde dziecko to kocha.
   W tym kontekście Harun i Morze Opowieści jest książką szczególną, i to z wielu względów. Z pozoru wydaje się być opowieścią przeznaczoną dla dzieci, ale tak wiele w niej odwołań, aluzji czy zabaw z konwencją, że biegłość autora w posługiwaniu się słowem przypomina żonglerkę. Z tego względu książka ta może być odczytywana na wielu płaszczyznach: (1) jako powieść-alegoria - ilustruje pewne ogólne prawidła ludzkiego losu, (2) jako obraz niemocy literackiej i próby jej przezwyciężenia, (3) jako wielka alegoria Literatury, jej źródeł, mechanizmów powstawania konwencji, prądów, nowych gatunków literackich, (4) a także próba dotarcia do istoty techniki pisarskiej i geniuszu pisarza. (5) Przede wszystkim jednak jest to wielka debata nad wolnością słowa i granicami wolności słowa - swoisty manifest Salmana Rushdie'go, który z powodu tego, co napisał, został napiętnowany i skazany na śmierć. Debata o tym, jak słowo kształtuje rzeczywistość i ile z tej literackiej rzeczywistości przenika do naszego życia.
   Nie jestem zwolenniczką biografizmu w badaniach literackich, ale w tym wypadku uważam, że nie można rozpatrywać Haruna i Morza Opowieści i zwartej w tej książce teorii na temat wielości światów i ich autotelicznego bytu, bez sięgnięcia do życiorysu samego pisarza. Harun był bowiem pierwszym utworem, który powstał po wydaniu Szatańskich wersetów. Jak wszyscy wiemy, Szatańskie wersety zostały w 1989 r. uznane przez świat islamu za utwór bluźnierczy, godzący w dogmaty religii, i za jego napisanie ajatollah Chomeini wydał na Rushdie'go klątwę fatwy, czyli wyrok śmierci. Od tej pory pisarz żyje w ukryciu pod stałą ochroną brytyjskich służb specjalnych, chociaż ostatnio irański rząd - zapewne pod naciskiem międzynarodowej opinii publicznej - wycofał swoje groźby. Fatwa nie została jednak cofnięta, ponieważ cofnąć ją mógł jedynie ten, kto ją wydał, czyli nieżyjący już Chomeini. Harun i Morze Opowieści, książka dla dzieci napisana w 1990 r., stała się więc w pewnym sensie reakcją na to, co przydarzyło się jej twórcy, a także - przede wszystkim - próbą odpowiedzi na pytanie, w czym przejawia się moc słowa i dlaczego niektórzy ludzie tak się jej obawiają.
   O problemie szkodliwości fikcyjnych opowieści słyszeliśmy ostatnio dość dużo w masmediach przy okazji wydania kolejnych książek I. K. Rowling o Harry'm Potterze. Uderzyła mnie tutaj dziwna zbieżność argumentacji przeciwników zarówno Szatańskich wersetów Rushdiego, jak i Harry'ego Pottera: i jedni, i drudzy starali się udowodnić, że fikcyjna rzeczywistość może stanowić niebezpieczeństwo dla czytelnika, że w jakiś sposób może wypaczyć światopogląd jednostki, zmusić ją do zmiany przekonań, do zanegowania takiego świata, w jakim dotychczas żył. Harun i Morze Opowieści może nam przybliżyć ten problem.

Wielość światów

   Rozważania na ten temat należy rozpocząć stwierdzeniem, że słowo w Harunie i Morzu Opowieści ma moc sprawczą, a rzeczywistość przez nie stwarzana staje się bytem autonomicznym. To zresztą jest od samego początku bardzo mocno podkreślane w Harunie:
   Nikt nigdy nie wierzył ani jednemu słowu polityków, chociaż ze wszystkich sił starali się udawać, że mówią prawdę. (I właśnie po tym poznawano, jak bardzo kłamią). Ale Raszidowi wierzono bez zastrzeżeń, bo zawsze z góry przyznawał, że wszystko, co powie, będzie kompletną nieprawdą, wziętą z głowy, czyli znikąd. [16]
   Z tego wniosek, że powieści snute przez Raszida Khalifę stają się rzeczywistością, np. Dolina K, do której przybywają ojciec i syn, okazuje się wymyśloną przez Mistrza Wodolejstwa Kapryśną Krainą, gdzie nastrój Raszida natychmiast obrazuje pogoda. Przygody Haruna na Kahani również są wymyślone przez Raszida, ale sam fakt opowiedzenia ich sprawił, że stały się rzeczywistością.
   Czy zresztą sama kraina Alifbaj, w której mieszka Harun i w której wszystkie miejscowości i punkty geograficzne są nazwane według alfabetu, jest krainą baśniową i magiczną? Być może, ponieważ ludzie nie zachowują się tam całkiem normalnie: kierowcy karetek pocztowych jeżdżą jak szaleni, w mieście Haruna produkuje się w fabrykach smutek, domy biedaków są zamiast zaprawy spojone rozpaczą. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Kiedy Raszid zachęca syna do wyjazdu do Doliny K, opowiada Harnowi, że są tam złote pola i srebrne góry. Potem okazuje się, że
   kiedy wyjechali z Tunelu I, pan Alle zatrzymał Karetkę, żeby wszyscy mogli się napatrzeć do syta, jak nad Doliną K zachodzi słońce, zalewając swym światłem złote pola (w rzeczywistości porośnięte szafranem), srebrne góry (pokryte po prostu lśniącym, nieskazitelnym śniegiem) i Jezioro Nudne (do którego ta nazwa wcale nie pasowała). [35]
   Jest więc to świat, w którym wszystko zależy od tego, w jaki sposób się na niego patrzy, czy może w jaki sposób Raszid o nim opowiada. Może to być wszędzie i nigdzie, co potwierdza fakt, że w Krainie Alifbaj wszystkie miejsca i punkty geograficzne są nazwane literami alfabetu i w związku z tym dochodzi do licznych pomyłek w adresach. Zatem kraina, w której mieszka Harun i ojcem i matką, jest niedookreślona. Ta niedookreśloność sprawia, że świat Krainy Alifbaj staje się nierzeczywisty, nierealny, a jednocześnie nabiera wymiaru bardzo uniwersalnego. Jest to świat nudny, nieciekawy, w którym neguje się zdarzenia, które wymagają choćby odrobiny wyobraźni. Dopiero nadanie imienia wszystkiemu na nowo sprawia, że rzeczywistość nabiera barw i kolorów, a wszystko zyskuje urok nowości. Jak mówi dżinn Jeśli:
   Nic nie bierze się z niczego, złodziejaszku, żadna opowieść nie wypływa znikąd; nowe rodzą się ze starych i tylko świeże kombinacje nadają im urok nowości. [84]
   Do tego generowania światów jeszcze wrócimy, tymczasem przyjrzymy się odbiciu krainy Alifbaj - Kahani, Krainie Morza Strug Opowieści, stąd biorą się wszystkie historie.
   Jedna strona Kahani jest zawsze słoneczna (Kraina Gup), a druga zawsze tonie w mroku (Kraina Chup); te dwie krainy dzieli Pasmo Zmierzchu. Sprawcami podziału są Jajogłowcy na czele z Sumem, a taki stan rzeczy jest możliwy przez Działanie Przez Swą Zawiłość Niewytłumaczalne - czyli, krótko mówiąc, magię. Kahani nie widać z Ziemi, gdyż porusza się po orbicie niewiarygodnie szybko. Kiedy Harun próbuje racjonalnie wyjaśnić niemożliwość istnienia takiego księżyca, mówiąc, że
   Skoro Kahani obiega Ziemię, to nawet jeśli krąży z nadzwyczajną prędkością, Ziemia musi go chwilami odgradzać od Słońca. Nie może więc być prawdą, że na jednej połowie księżyca wiecznie trwa dzień; znowu bajki opowiadasz - Dudek Alle odpowiada z rozbrajającą szczerością: - Jasne, że opowiadam bajki [...] Jeśli masz jakieś zastrzeżenia, zwróć się z nim do Suma. [78]
   W wielu miejscach opowieści różne postaci podkreślają niemożliwości faktu istnienia księżyca Kahani w tej rzeczywistości, jaka jest nam dana, ale jednocześnie ustawicznie zapewnia się nas, że to nie przeszkadza nam uwierzyć, że istnieje:

- Wodnego Dżina też zresztą nigdy w życiu nie widziałem - powiedział naburmuszony Harun.
Raszid wzruszył ramionami.
- Nigdy nie widziałeś mleczarza, bo za długo sypiasz. - odparł. - Ale mleko pijesz bez oporów. [14]
To samo mówi Wodny Dżin Jesli:
- Ile ty właściwie zdążyłeś w życiu zobaczyć? [...] Widziałeś może Afrykę? Nie? No, to czy ona naprawdę istnieje? [...] A czy jesteś pewien, że wszystkie wydarzenia z przeszłości rzeczywiście miały miejsce? I że nadejdzie w ogóle jakaś przyszłość? Kto wierzy własnym oczom, wpadnie w niezłe tarapaty i będzie miał się z pyszna jak śliwka w kompocie.
[61-62]
I Papla:
[...] tym facetom z miasta smutasów zawsze się wydaje, że wszędzie musi być nędznie i szaro jak w wiadrze z pomyjami, bo inaczej to nie jest rzeczywistość. [112]

   Jeśli zestawić to, co mówią bajkowe postaci z Kahani z tym, co narrator mówi o sile opowieści Rushdie'ego, po raz kolejny możemy powtórzyć, że słowo ma moc sprawczą. Świat otaczający nas jest zawsze ten sam, ale to my sami czynimy go albo kolorowym, albo szarym. Jest to bardzo spójne z tym, co mówiła dziś rano pani magister Agnieszka Kruszyńska, a także z tym, o czym J.R.R. Tolkien pisał w eseju O baśniach.
   Gwoli ciekawostki możemy zadać sobie pytanie, dlaczego Morze Opowieści Salman Rushdie umieścił właśnie na drugim księżycu Ziemi. Być może chodzi tu o stworzenie dystansu przestrzennego, co może zrekompensować brak dystansu czasowego. Kahani leży właśnie poza czasem. Choć Harun przebywa na niej kilka dni (chodzi ciągle ubrany w tę samą koszulę nocną, fioletową w czerwone łaty), na Ziemi mija tylko jedna noc. Nie ma to wielkiego znaczenia, gdyż tak naprawdę na Ziemi czas także nie płynie, zatrzymał się w miejscu na godzinie jedenastej, odkąd odeszła Soraja, żona Raszida, a matka Haruna. Być może w tym miejscu następuje rozdzielenie światów, które tak naprawdę stanowią jedność, a czas zaczyna płynąć dla Haruna subiektywnie. Nie istnieje także zależność między czasem a przestrzenią, co czyni rzeczywistość Kahani jeszcze bardziej podobną do baśni. W pewnej chwili czytelnik ma wrażenie, że pobyt Raszida i Haruna na Kahani jest tylko snem - ale potem te wrażenie się rozwiewa. Nie może tu być mowy o śnie, ponieważ przez cały czas narrator sugeruje nam prawdziwość tej opowieści. Gdyby przygoda Haruna okazała się tylko snem, słowo w opowieści nie zyskałoby mocy sprawczej.

Magia imienia

   Słowo jest narzędziem pracy pisarza. Salman Rushdie w swoich książkach zawsze używa słów nieznanych przeciętnemu czytelnikowi: fraz zaczerpniętych z dialektów indyjskich, z hindustani, z języka hiszpańskiego, włoskiego, francuskiego, używa aluzji pozaliterackich, nawiązań, cytatów z dzieł kultury Wschodu i Zachodu, zawiłych metafor. Bawi się słowami, żongluje słowami, używa języka jako materii podlegającej ciągłej transformacji.
   W Harunie i Morzu Opowieści także spotykamy się z grą słowami, z wieloznacznością nazw. Przykładem może być Raszid Khalifa, zwany Mistrzem Wodolejstwa - Shah of Blah; angielska nazwa oddaje wieloznaczność zarówno jednego, jak i drugiego określenia: Szach Bla (po angielsku bla bla nie musi mieć znaczenia tylko pejoratywnego). Mamy tu pierwsze odwołanie do Baśni z tysiąca i jednej nocy, a tych odwołań będzie więcej, chociażby w szeregu bajkowych postaci, np. dżinów, rajskich ryb, pływających ogrodów itd., jak również ustawicznie wykorzystywany motyw liczby 1001 - przewija się on przez całą opowieść. Innym przykładem aluzji i nawiązań pozaliterackich jest użycie nazwy autentycznego kaszmirskiego jeziora Dull jako nazwy własnej (Dull Lake, czyli Jezioro Nudne). Ponadto imiona Ryb Mnóstych (Goophy i Bagha) są imionami postaci z pewnego popularnego filmu indyjskiego reżysera Satyajita Raya. Jako zabawną ciekawostkę dodam, że w jednym z artykułów poświęconych Harunowi przeczytałam informację, że postać księżniczki Beatchet (której imię oznacza "trajkotać") jest swoistą autokarykataurą, gdyż opis tej postaci odpowiada opisowi autora (ten wielki nochal, i te zębiska...).
   Imiona postaci stanowią w Harunie ciekawy przykład aluzji literackich i pozaliterackich, ponieważ są zapożyczeniami z różnych źródeł: z Baśni z tysiąca i jednej nocy, np. imiona Haruna i Raszida, jak też z języka hindustani, i mają określone znaczenie: Bolo - mów! (tryb rozkazujący od czasownika "mówić"), Mudra - to każdy z gestów składających się na mowę gestów (Abhinaja) w indyjskim tańcu klasycznym, Gup: plotka, bzdura, kłamstewko, Chup - cichy. Ciekawym zabiegiem są imiona będące partykułami w języku angielskim: Butt [double -t-], w polskim tłumaczeniu Jeśli [bez zmiękczonego -ś-], Iff [dobule -f-], tłumaczone jako Alle [z podwójnym -l-]. Nadanie imienia jest tutaj bowiem równoznaczne ze stwarzaniem. W momencie, gdy miasto Haruna odzyskuje nazwę - Kahani (opowieść) - następuje szczęśliwe zakończenie dla jego mieszkańców, gdyż jest to stworzenie tego miasta na nowo. Kiedy Wodny Dżinn Jesli prosi Haruna, żeby wybrał sobie ptaka, który poniesie go na Kahani, mówi:
   Nadać istocie miano, przydomek, ksywkę, uratować ją przed anonimowością, wyrwać z przestrzeni Bezimienności, krótko mówiąc, ustalić jej tożsamość... no cóż, to poniekąd to samo, co stworzyć rzeczoną istotę [...]. [61]
   Dopiero pod koniec książki dowiadujemy się, iż historia, którą czytamy, jest opowieścią snutą przez Raszida Khalifę podczas spotkania wyborczego w Dolinie K. Nie mamy tu jednak do czynienia z typową pętlą narracyjną (Raszid opowiada o sobie w trzeciej o sobie, żeby opowieść wydawała się bardziej prawdziwa), gdyż na ostatnich stronach pojawia się narrator auktorialny wszystkowiedzący. Związek tego narratora z autorem Haruna..., Rushdie'em, jest bardzo silny - poczynając od dedykacji dla synka Zafara (sugerującą, iż mamy do czynienia z pewnym typem oralności) poprzez zadziwiającą zbieżność imienia Raszida z nazwiskiem Rushdie'ego, na sytuacji samego Raszida (cudowna umiejętność snucia opowieści i żonglowania słowami, brak natchnienia, odejście żony, zagrożenie życia itd.) kończąc.
   Zatrzymajmy się na chwilę przy owej dedykacji:

Zembla, Xanadu, Bergamoty, Zenda
Abrakadabra! Każdy ziścić się sen da.
Fajnie jest bać się przy baśniach, legendach,
Ale gdy to czytasz, ojciec twój zgłębia
Rzeki, morza, noce bez dna

   Dedykacje książkowe są zazwyczaj jednozdaniowe, wyrażające podziękowania czy wyrazy miłości. Tutaj mamy wierszyk-zaklęcie, którego zakończenie zestawione z pierwszymi dwoma wierszami jest dość zaskakujące: brzmi niezwykle poważnie, nawet "mrocznie". Wydaje się, że tkwi w nim pewna sugestia: choć jest to książka dla o dziecku i pisana dla dziecka, zawiera o wiele więcej treści, niż się z pozoru wydaje. Być może Rushdie chciał także w ten sposób stworzyć opowieść o sobie samym, o swojej sytuacji, o tym, jak się czuje "w niewoli"; napisać ją w taki sposób, aby mogło to zrozumieć dziecko. Tę tezę potwierdzają w niejako słowa samego Rushdie'go w wywiadzie dla magazynu internetowego SALON. Rushdie mówi:
   [...] kiedy ktoś dołącza do rodziny - rodzi się dziecko, ktoś się żeni - wtedy te nowe osoby stopniowo są wtajemniczane w sekrety rodzinnych opowieści. A gdy w końcu znasz je wszystkie, należysz do rodziny.
   Zgodnie z tą koncepcją, Harun byłby jeszcze jedną opowieścią rodzinną. Stąd mamy w dedykacji złowrogie słowa: Ale gdy to czytasz, ojciec twój zgłębia rzeki, morza, noce bez dna.

Zwierciadło i projekcja

   Wróćmy teraz do kwestii budowy świata Haruna i świata Kahani. Są to dwie paralelne rzeczywistości, w których rzeczy wzajemnie się odbijają, bardzo często w sposób karykaturalny czy nawet groteskowy. Przykłady: (1) Miasto, w którym mieszka Harun, zapomniało własnej nazwy. Drugi księżyc Ziemi to Kahani (opowieść). Okazuje się, że nazwa księżyca jest również nazwą miasta Haruna. (2) Matka Haruna, urodziwa Soraja, która zawsze pięknie śpiewała, znika wraz z panem Senguptą. Księżniczka Beatchet o wielkim nochalu i zębiskach, która śpiewać nie umie, zostaje porwana przez Khattam-Shuda (lub jego Cień, nie jest to do końca jasne), który wyglądem przypomina pana Senguptę. (3) Podobny do ptaka kierowca karetki pocztowej o imieniu Alle przywozi Haruna do Doliny K. Stworzony przez Haruna Dudek Alle zawozi Haruna do Miasta Gup. (4) W Jeziorze Nudnym żyją Ryby Mnóste i Pływający Ogród, w Morzu Opowieści również żyją Ryby Mnóste i Pływający Ogrodnik o imieniu Mali, etc. Jak widać, elementy ze świata Haruna nakładają się na siebie w jakiś sposób, światy - mimo że od siebie odległe - przenikają się nawzajem. Wynika z tego, że rzeczywistość Kahani jest w jakiś sposób zdeterminowana poprzez świat Haruna, a w świetle mocy sprawczej słowa wręcz projektowana przez Raszida do naszej rzeczywistości.
   Przestrzeń w obu światach jest także odpowiednio waloryzowana - dopóki miasto nie odzyskało nazwy, jego ulice były szare i smutne, domy ponure i sklejone rozpaczą, fabryki produkowały smutek. Na Kahani, dopóki istniał podział na Ciemną i Jasną stronę, Ocean był ustawicznie zatruwany, i to nie tylko za sprawą Khattam-Shuda i jego niecnych praktyk, ale także z powodu zaniedbania Starej Strefy. Kiedy Harun wraz z Dudkiem Alle, dżinem Jesli oraz ogrodnikiem Malim przybywaj w to miejsce w poszukiwaniu Najwyższego Herezjarchy, okazuje się, że Stara Strefa, czyli prastare opowieści, potwornie zarosła chwastami. Baśniowe postaci z Kahani doskonale zdają sobie z tego sprawę:
- To wszystko nasza wina - szlochał [Jesli]. - Jesteśmy przecież Strażnikami Oceanu, aleśmy go nie ustrzegli. Patrzcie, jak wygląda, no sami spójrzcie! Patrzcie, jak wyglądają najstarsze z ludzkich opowieści. Pozwoliliśmy im zapleśnieć, poniechaliśmy ich na długo przedtem, nim zatruto Ocean. Straciliśmy wszelką styczność z tym, co było naszym początkiem, z własnymi korzeniami, ze Źródłem, z Krynicą. Niechodliwe nudziarstwo, mówiliśmy. Podaż większa niż popyt. No i sami widzicie! Ani barw, ani życia, ani nic. Wszędzie tylko zniszczenie! [144]
   Gdy Khattam-Shud zostaje zniszczony, a równowaga świata Kahani przywrócona za sprawą Jajogłowców, Suma i Działań Przez Swą Zawiłość Niewytłumaczalnych, Ocean Strug Opowieści stał się znowu czysty, a Raszid odzyskuje natchnienie - które tak naprawdę nigdy go nie opuściło. I w końcu, kiedy wraca Beatchet, a Harun prosi w nagrodę za bohaterskie czyny o szczęśliwe zakończenie swoich przygód i historii swojego smutnego miasta, wraca także Soraja.
   Najbardziej przekonywającym dowodem na kreacyjną moc słowa jest właśnie szczęśliwe zakończenie całej opowieści dla Haruna i jego ojca. Sum, nie bez racji, przyznaje, że:
   Szczęśliwe zakończenia w opowieściach, a także w życiu, zdarzają się dużo rzadziej, niż się ludziom wydaje. Można by właściwie powiedzieć, że szczęśliwe zakończenie to wyjątek, a nie reguła. [198]
   Mamy tu dalekie echa słów samego Salmana Rushdie'go, którego przygoda z magią słowa wcale nie zakończyła się szczęśliwie. Tym niemniej w tym wypadku narrator zastosował receptę Bilba Bagginsa: Książki powinny kończyć się dobrze i Sum opracował dla Haruna w Gmachu D/SZ(n)W metodę sztucznej syntezy takich zakończeń, czyli po prostu je sfabrykował. To sfabrykowanie świadczy o sile słowa, które powołuje do życia rzeczywistość i nieustannie ją kształtuje. W każdej opowieści kryje się potencjalny byt niezależny, wolność i tego właśnie obawia się Khattam-Shud.

Wolność słowa

   O wolność słowa trzeba walczyć. Od samego początku w Harunie jest eksponowany silnie wątek mowy i milczenia, niewoli i wolności, od samego początku bohaterowie starają się uciec od przymusu i przyziemnego, nudnego życia. Bardzo ładnie jest to pokazane, kiedy Harun i jego ojciec jadą pocztową karetką do Dolina K, a Alle mówi:
   O, mus to naprawdę ptaszka-dziwaczka: pod jego naciskiem ludzie posuwają się do kłamstwa. Wszystkich on gnębi, ale ale ale nie zawsze się do tego przyznają. [32]
   To, że Chupwalowie milczą, nie jest najpotworniejsze, ponieważ w gruncie rzeczy nie oznacza to braku komunikacji - mają przecież swój język gestów, Abhinaję, którymi się porozumiewają, maje swoje cienie, coś w rodzaju Pullmanowskich dajmonów (o których jutro będzie mówiła pani magister Katarzyna Woźniak), które są w pewnym sensie wyrazem ich uczuć. Zresztą sam Harun w pewnym momencie, snując rozważania na temat wojny Mowy z Milczeniem, dochodzi do wniosku, że:
   [...] cisza też nie jest pozbawiona wdzięku i piękna (tak jak mowa może być nieskładna i brzydka); że Czyny bywają równie szlachetne jak Słowa, a istoty żyjące w mroku okazują się nie mniej urodziwe od dzieci światła. "Gdyby Gupcy i Chupwalowie nie pałali do siebie taką nienawiścią - myślał dalej - "to może nawet wydaliby się sobie nawzajem dość interesujący. Podobno przeciwieństwa się przyciągają". [123]
   Najgorsze jest to, że Chupwalowie nie mogą być wolni w swoim milczeniu, ponieważ nie ich potworny przywódca zakazuje w ogóle używania jakichkolwiek słów, nawet w formie gestów, gdyż każde słowo kryje w sobie potencjalną groźbę stworzenia osobnego bytu. Dlatego właśnie Khattam-Shud zatruwa Ocean Strug Opowieści - żeby najpierw spowodować chaos w strukturach historii, by potem je całkiem zniszczyć. Jednocześnie jednak jest świadomy, że aby całkowicie zniszczyć Kahani, musi zatkać Źródło Opowieści, ponieważ jeśli zostanie ono otwarte, ocean z czasem sam się oczywiści.
   Widzimy tutaj oczywistą analogię: Khattam-Shud, Najwyższy Herezjarcha Sekty Bezabana, którą postać niektórzy badacze twórczości Rushdie'ego kojarzą z ajatollahem Chomeinim, jest cherlawym, szmatławym, zasmarkanym, zaplutym, nędznym, zrzędnym, wątłym, skąpym, lepkim i śliskim urzędasem, Wielkim Cenzorem, Chwalupowie zaś są początkowo jego zwolennikami. Gupcy natomiast to zwolennicy nieograniczonej wolności słowa. Oto obraz wojska Gupców ruszającego do bitwy:
   Harun zauważył, że sam Generał Kitab przemyka wśród ptasiej floty na skrzydlatym koniu mechanicznym, podobnym do rumaka, na którym jechał Bolo i przysłuchuje się kilku dyskusjom równocześnie. Stronnicy oraz inni obywatele Państwa Gup cieszyli się najwidoczniej taką swobodą, że stary Generał bez mrugnięcia okiem znosił obelżywe, buntownicze tyrady. Haurunowi wręcz się zdawało, że dowódca sam często prowokuje dysputy, a potem z entuzjazmem i rozkoszą się do nich włącza, prezentując już to jeden pogląd, już to (dla czystej rozrywki) zdanie całkiem przeciwne.

- To mi dopiero armia! - zdumiał się chłopiec. - Gdyby na Ziemi żołnierze tak się zachowywali, w okamgnieniu oddano by ich pod sąd wojskowy.
- Ale ale ale po co przyznawać obywatelom Wolność Słowa - zakrzyknął Dudek Alle - jeśli potem zabrania im się z niej korzystać? A czyż Moc Słowa nie jest najpotężniejszą z wszystkich Mocy? Trzeba jej dać jak najszersze pole do popisu, prawda? [117]
I w końcu to właśnie zjednoczeni słowem Gupcy zwyciężają w bitnie, odbijając nieszczęsną Beatchet, której śpiewu nota bene Chwalupowie mają serdecznie dosyć.
Okazuje się więc, że wszelkie próby ograniczenia wolności słowa są z góry skazane na niepowodzenie, gdyż nikt nie ma władzy nad ludzkim umysłem, który wciąż produkuje nowe opowieści, tworzy nowe teksty. Trzeba by było najpierw zniszczyć źródła, czyli mity i baśnie, głęboko zakorzenione w świadomości społeczeństw, a i tak, gdyby jakimś cudem taka rzecz by się udała - dopóki istnieją ludzie, którzy mają wyobraźnie, dopóty będą powstawać nowe światy, czy to się cenzorom podoba, czy nie. Khattam-Shud rozumie to niebezpieczeństwo i dlatego, zapytany przez Haruna, dlaczego nienawidzi opowieści, których tak przyjemnie się słucha, odpowiada:
- Świat nie istnieje dla niczyjej przyjemności [...] Świat istnieje po to, żeby nim Władać.
- Który świat? - zdołał spytać Harun.
- Twój, mój i każdy inny - padła odpowiedź. - Wszystkie istnieją po to, żeby nimi Władano. Tymczasem w każdej opowiastce, w każdej Strudze Oceanu kryje się osobny świat, baśniowa rzeczywistość, a ja nie mam nad nią żadnej Władzy.
[159]
   Brak przymusu i nieograniczoną możliwość wypowiedzenia się możemy porównać ze słowami Khattam-Shuda:
   Trzeba było stąpać obiema nogami po ziemi, ale ty wolałeś chodzić z głową w chmurach. Trzeba było trzymać się faktów, ale ty się nałykałeś opowieści. Trzeba było siedzieć w domu, ale ty się wybrałeś na księżyc. Opowieści czynią zamęt. Ocean Opowieści to Ocean Zamętu. Wytłumacz mi, co komu po opowieściach, które nawet nie są prawdziwe? [153]
   To ostatnie pytanie jest zasadnicze w tej książce, to pytanie o sens pisania w ogóle. Zadaje je pan Sengupta, zadaje je Harun, zadaje je wreszcie Khattam-Shud. Wydaje się, że odpowiedzi należy szukać w Strugach Oceanu Opowieści.

Czym jest Ocean?

   Ocean (czy Morze) Opowieści to alegoria Literatury złożonej z niezliczonej ilości słów i struktur językowych, a Stara Strefa symbolizuje źródło wszystkich opowieści - mity i baśnie. Jest to skądinąd pogląd bliski Jungowskiej koncepcji archetypu, a sam Rushdie dość często w książkach do tej właśnie koncepcji nawiązuje, stwarzając przy okazji własną teorię językowego poznania świata, zbieżną w pewnym punktach z kognitywistyczną. Język determinuje sposób myślenia człowieka, a nie odwrotnie (teza Sapira-Whorfa). Właśnie w strukturach językowych, na poziomie elocutio, uzewnętrznia się cała historia świata, mity, myśli wielu pokoleń, przetworzone niezliczoną ilość razy, toposy i figury retoryczne, schematy fabularne. Najważniejszą cechą tego niezgłębionego obszaru ludzkiej egzystencji jest to, że język ciągle ewoluuje, zmienia się, mutuje, tworząc ze starych tekstów nowe, diametralnie różne od tych, z których powstały. Z tej nieskończenie pojemnej skarbnicy człowiek, obdarzony umiejętnością żonglowania słowami, czerpie jak ze studni i poprzez odpowiedni ich dobór może powoływać do życia opowieści. A każda opowieść, jak to już było wcześniej powiedziane, kryje w sobie autonomiczny świat, nad którym nie ma zewnętrznej władzy - i nikt nie jest w stanie tego zmienić.
   Oceanem Strug Opowieści nie można rządzić - Gupcy są strażnikami i opiekunami Oceanu, ale nie pretendują do władzy nad nim - nie można go też zniszczyć. Khattam-Shud, zatruwając ocean, przyczynia się do mutacji, które nie są powszechnie akceptowane, ale które dzisiejsi krytycy uznaliby, być może, za groteskę lub postmodernizm, w ostateczności zaś za literaturę niskiego lotu (np. opowieści o gadających helikopterach). Gorzej, gdy tworzy anty-opowieści:
   Musimy wytworzyć wiele rozmaitych trucizn, bo każdą opowieść z Oceanu niszczy się inaczej. Żeby zniszczyć opowieść radosną, należy ją zatruć smutkiem. Żeby zniszczyć utwór sceniczny, trzeba nadmiernie spowolnić akcję. Żeby zniszczyć kryminał, należy sprawić, że nawet najgłupsza publiczność z góry odgadnie, kto popełnił przestępstwo. Chcąc zniszczyć opowieść o miłości, trzeba ją przerobić na historię narodzin nienawiści. Chcąc zniszczyć tragedię, należy doprowadzić do tego, żeby budziła w odbiorcach przemożny śmiech. [158]
   Ale mimo tych niszczycielskich zabiegów, i tak jest to wciąż Literatura.
   Jak więc widać, teoria Salmana Rushdie'go dotycząca kreacji nowych światów jest w wielu miejscach zbieżna z tym, co mówili moi poprzednicy.

Wolność w niewoli

   Pytanie, jakie zadaje Harun w chwili wielkiego gniewu: Co komu po opowieściach, które nawet nie są prawdziwe? odebrało natchnienie jego ojcu i zamknęło mu drogę do Wody ze Źródła Opowieści. Bardzo podobne pytanie zadaje sobie wielu z nas w momentach zwątpienia: Jaki jest sens tego, co robię? Zarówno Salman Rushdie, jak i Raszid znaleźli w końcu odpowiedź. Jeśli snucie opowieści komuś, kto ich słucha (lub czyta), przynosi radość i sprawia, że choć na chwilę osoba ta może przenieść się w inny świat - cel został osiągnięty. Moc słowa bowiem sprawia, że ludzie zaczynają żyć zarówno w naszym, realnym świecie, jak też jednocześnie w wielu światach naraz, i tam są wolni od wszelkich nakazów, które nakłada na nich życie w społeczeństwie. Siła tej mocy zależy od tego, kto opowiada historię oraz w jaki sposób ją opowiada. Jak mówi dżinn Jeśli, każdy umie snuć, ale nie każdy umie opowiedzieć ją w sposób kreacyjny. Salman Rushdie to potrafi. Potrafi także śmiać się z samego siebie, czego dowodem jest występ w Bridget Jones, romantycznej i zabawnej komedii o miłości.
   W czym zatem tkwi niebezpieczeństwo? Jakieś niebezpieczeństwo musi bowiem istnieć, skoro tak wielu ludzi uważa książki takie jak Szatańskie wersety czy Harry Potter za niebezpieczne dla młodych i słabych umysłów. Wydaje mi się, że chodzi tutaj o totalne pomieszanie fikcji z realnością. Przeprowadziłam kiedyś z koleżanką, z wykształcenia historykiem, dyskusję na ten właśnie temat. Powiedziała mi, że według niej książki mogą nieść ze sobą pewne niebezpieczeństwo, z racji tego, że ludziom o słabym charakterze mogą podsunąć pewne szkodliwe pomysły, o których ci ludzie nawet by nie pomyśleli, nie przeczytawszy książki. Wcześniej ta sama koleżanka mówiła mi o szkodliwości takich książek jak Imię róży Umberto Eco, która to książka wypacza obraz średniowiecza, wprowadzając duży element fikcji, którego zwykły, niewykształcony czytelnik nie jest w stanie odróżnić od prawdy historycznej. Przez to średniowiecze w umysłach ludzi czytających Imię róży jawi się zupełnie inaczej niż było w rzeczywistości.
   Te argumenty opierają się zatem na założeniu, że słowo tworzące nową rzeczywistość jest w stanie tak na nas oddziaływać, że będziemy na wszystko patrzeć poprzez pryzmat właśnie tej fikcji. To założenie jest z gruntu błędne. Czytelnik sięgający po Imię róży nie czyta tej książki po to, żeby zasięgnąć informacji, tak samo jak dziecko, które czyta Harry'ego Pottera nie czyta książek z tego cyklu, zwłaszcza ostatniego tomu, jako podręcznika do czarnej mszy, choć na pewno jakieś wiadomości uzyskuje. Wierzący głęboko muzułmanin po przeczytaniu Szatańskich wersetów będzie zgorszony i obrażony w swoich uczuciach religijnych, tak samo jak żarliwy katolik może dostać zawału serca czytając Ostatnie kuszenie Chrystusa Kavanzackisa czy oglądając Żywot Briana Monthy Pythona, ale to nie znaczy, że obaj zaczną się zastanawiać nad porzuceniem wiary i faktem, czy Mahomet czy Jezus istnieli naprawdę. Równie dobrze można powiedzieć, że Mistrz i Małgorzata M. Bułhakowa jest kłamliwym oszustwem. Wydaje mi się, że większą szkodę i chaos informacyjny wyrządzają masmedia, podając komentarze i opinie jako fakty, albo, co gorsza, fakty te przeinaczając, usiłując wykreować w naszym realnym świecie nieprawdziwy obraz rzeczywistości.
   Salman Rushdie uważa, że jesteśmy wolni w niewoli poprzez dwie rzeczy: literaturę i miłość. Jesteśmy stworzeni po to, żeby szukać, odkrywać i stwarzać - i w tej mocy kreacji podobni jesteśmy do Boga. Narrator Szatańskich wersetów w pewnym momencie mówi:
   Anioły łatwo da się uciszyć, zmienić ich w instrumenty [...]. Ludzie są twardszym orzechem do zgryzienia, potrafią wątpić we wszystko, nawet w świadectwo swoich oczu. Tego, co za-ich-własnymi oczami. Tego, co przenika spoza zamkniętych ślepiów, kiedy ludzie z ociężałymi powiekami zapadają w sen... aniołowie, nie dano im dużo, jeśli chodzi o posiadanie woli. Chcieć oznacza nie zgadzać się; nie podporządkowywać się; mieć inne zdanie.
   Na początku było słowo. A Galaktyka Gutenberga nie ma końca.

© Urszula Lip



Tekst został wygłoszony jako referat na konferencji poświęconej literaturze fantastycznej w Warszawie w maju 2002 roku.


wróć do spisu artykułów