Karolina Stopa

Trudne dzieciństwo



   Witamy serdecznie wszystkich czytelników Hobbiton News and the Bywater Gazette! Naszemu korespondentowi udało się podsłuchać dialog Golluma ze Smeagolem. Jak wszyscy pamiętają, był to ten sam nieszczęśnik, który włóczył się po Bree i koło Wody, oskarżając wszędzie pana Bilba Bagginsa o kradzież, co dało niektórym asumpt do przypuszczeń, iż nieoczekiwane zniknięcie obu panów Bagginsów i paru innych obywateli oraz sprzedaż Bag End, mogły być spowodowane ucieczką przed sprawiedliwością. Wszyscy pamiętamy burzliwy rok 1419, zakończony przywróceniem starych, dobrych porządków w Shire przy pomocy tychże uznanych już dawno za zaginionych pana Froda Bagginsa i jego przyjaciół. Słyszeliśmy też pogłoski o wielkich wydarzeniach na południu, zakończonych, jak mówią, powrotem Króla, w których to, według opowieści naocznych świadków, Smeagol-Gollum odegrał znaczącą rolę. Niniejszy tekst rzuca więcej światła na tę zagadkową i jakże tragiczną postać, wskazując równocześnie rodzicom i krewnym, jak nieodzownymi w życiu hobbiciąt w naszych trudnych czasach są miłość i właściwe wychowanie. Pokazuje również, jakie pokusy czyhają na hobbicką młodzież, która skłonna, jak każda młodzież, częściej do dziwactw i buntu niźli spokoju i posłuszeństwa opiekunom oraz do filozofowania niż zdrowego osądu, łatwo może ulec niewłaściwym wpływom.


GOLLUM: Kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze mieszkaliśmy nad rzeką Gladden, byliśmy inni, mój ssskarbie. Szybcy, zwinni. To nam zresztą zostało do dzisiaj. Nikt nie potrafi tak zręcznie złapać ryby albo ptaszka jak Smeagol. Niewielu widzi tak dobrze w ciemności i niewielu się tak porusza bez szmeru. Kiedy pływał łódką po podziemnym jeziorze, wiosłując dłońmi i stopami, to nawet woda nie plusnęła. Taką sztuczkę znał, mój ssskarbie. Och, mój ssskarbie, był dociekliwy, mój ssskarbie, i spragniony wiedzy; interesowały go początki i korzenie wszystkich rzeczy, to co jest skryte w ziemi i w głębi wody. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to sprawiło, że stałeś się taki, jaki stałeś, morderca, kłamca, intrygant, ale to nieprawda, sss. Pragnienie wiedzy nikogo nie uczyniło złym. Zresztą to i tak wina ssskarbu. Gdybyśmy go nie dostali, nie byłoby tak...!

SMEAGOL: Akurat, dostali. Ukradli. Zabili Deagola.

GOLLUM: I co z tego? Nie chciał nam dać prezentu urodzinowego, chociaż go bardzo prosiliśmy. "Bardzo chcielibyśmy to dostać" - tak powiedzieliśmy, tak. Odpowiedział niegrzecznie. "Co mnie to obchodzi?" - powiedział " To, co znalazłem zatrzymam sobie" Zdenerwowaliśmy się, glum, glum.

SMEAGOL: Ale dał nam już prezent tamtego dnia. - "Dałem Ci już urodzinowy prezent, nawet bardzo hojny - tak powiedział.

GOLLUM: Czy to były słowa przyjaciela? Mój ssskarbie - czy tak postępuje przyjaciel? Przyjaciel powinien dzielić się z przyjacielem tym, co ma, a w potrzebie nawet ostatnią kruszynę chleba oddać. A on był chciwy, tak! Chciał ssskarbu dla siebie.

SMEAGOL: Ale nie powinniśmy go zabijać. Jeśli on okazał się złym przyjacielem, to i ja nie byłem dobrym. A co powiesz o moim pragnieniu posiadania skarbu?

GOLLUM: Mój kochany, to tym bardziej nas rozgrzesza! Bo to ssskarb miał tę przeklęta moc. Każdy, kto na niego spojrzał, pragnął go. Nawet dobry hobbit, pan ssskarbu, nie mógł mu się oprzeć. A jeśli nie mogliśmy się oprzeć ssskarbowi, jeżeli śmiertelna istota nie może się oprzeć ssskarbowi, a i nieśmiertelne mają z tym problemy, to co z nami? To ssskarb nas sprowokował.

SMEAGOL: Ale możemy się bronić, mogłem się bronić przed jego wpływem.

GOLLUM: Bronić? Jak mój ssskarbie? Ani siła, ani dobra wola nie ostanie się w końcu i wcześniej czy później ciemne moce go pochłoną.

SMEAGOL: Mogliśmy go nie używać. Nie podsłuchiwać cudzych sekretów, nie wykorzystywać ich.

GOLLUM: To prawda, mój ssskarbie. Ale dlaczego to robiliśmy? Może nie wiedzieliśmy, że źle robimy? Gdyby ktoś nam powiedział, mój ssskarbie, powiedział, że źle robimy - ale nie miał kto. Unikano nas, dawano kopniaki, przeklinano. Ukryłem ciało Deagola, bo się bałem, wiedziałem, że źle zrobiłem i że mnie ukarają. Ale gdyby mnie lubiano, gdyby mnie kochano, nie bałbym się. Przedstawiłbym to jako wypadek, bo to był wypadek. Mój ssskarbie - rozżaliłem się, zezłościłem. Coś mnie opętało. A cała rodzina traktowała mnie źle. Byli ograniczeni umysłowo. Nie rozumieli, jakie wspaniałe rzeczy można znaleźć u korzeni ziemi. Interesowały ich wyłącznie przyziemne sprawy. Tylko moja babka była inna. Uczyłem ją wysysać ptasie jajka, w dawnym mieszkaniu nad skarpą. Ale i ją nastawili przeciwko mnie inni krewni. Tylko ssskarb mnie rozumiał. Uciekłem, schowałem się pod Górami. Myślałem, że znajdę tam rozwiązanie wszystkich zagadek. Ale nic nie było oprócz ciemności, wstrętnego, jedzenia, samotności. Wciąż, dzień po dniu. A potem przyszedł Baggins i oszukał nas. Ukradł nam nasz urodzinowy dar, glum, glum!

SMEAGOL: Ale chciałeś go pożreć. Zaproponowałeś mu grę w zagadki, ale chciałeś go zjeść.

GOLLUM: Pewnie tak. A może nie. Może po prostu chciałem porozmawiać z kimś mądrzejszym od ryb i moich krewnych, z kimś, kto przypominał mi dawne czasy. Ziemię, sssłońce, ssstokrotki, sss... Skarpę nad rzeką. Ale on grał nieprzepisowo. Ssspytał: " co ja mam w kieszeni?" A miał mój ssskarb, włożył go na palec i uciekł nam.

SMEAGOL: Ale nie ukradł go przecież. Znalazł w tunelu...

GOLLUM: Nawet jeśli - to znaczy, że sam ssskarb nas oszukał. Jak wszyscy. Ześlizgnął się nam z palca. Glum, glum. A Baggins, gdyby był uczciwy, zwróciłby go. Krzyczałem przecież - "zginął mój urodzinowy skarb!". Powinien się domyśleć.

SMEAGOL: Nie miał do Ciebie zaufania. Po prawdzie, gdyby mnie ktoś chciał zjeść też bym nie miał.

GOLLUM: Byłem głodny! Nic nie trafiło mi się do jedzenia od dawna! Ależ ty masz pomysły mój ssskarbie - mieliśmy umrzeć z głodu? Glum! Zawsze wszyscy byli przeciwko mnie. Skarb odszedł, zdradził mnie. Tęskniłem za nim. To był mój jedyny przyjaciel, glum, glum!

Gdyby ktoś mnie zrozumiał, byłoby inaczej. Ale nikt nie chciał. Najpierw ten wssstrętny czarodziej. Nie pozwolił mi opowiedzieć mojej historii, twierdził, że jestem kłamcą, glum.

SMEAGOL: Bo trochę przesadziłeś. Trzeba było powiedzieć prawdę, a nie łgać o babce, która rozdawała czarodziejskie pierścienie!

GOLLUM: Prawdę, prawdę! Chciałem powiedzieć. Ale pomyśl tylko! Jesteś zupełnie sam, nie masz do kogo się odezwać. Ukradziono Ci skarb. Chcesz się wypłakać, wyżalić. A odzwyczaiłeś się od mówienia do innych. Rozmawiałeś tylko ze sobą. Potrzebowałeś kogoś wyrozumiałego, cierpliwego. A on - zaraz zaczął straszyć ogniem. Potem ten strażnik, Aragorn. Związał mnie, zakneblował, potraktował okrutnie. Tak jak Tamten. I dziwisz się, że jestem, jaki jestem?

SMEAGOL: Nie. Ale pan skarbu, nie był zły, a ty go oszukałeś.

GOLLUM: Nie był zły. Pan był dobry. Zawsze mówił do Smeagola grzecznie. I Smeagol przyrzekł, że będzie dobry i nie chciał skrzywdzić dobrego pana. Przysiągł, że nie dopuści by Tamten dostał skarb. I dotrzymałem słowa. I byłem nawet lepszy niż pan, ten drugi Baggins, który mnie w końcu oszukał. Szukałem ryb w jeziorku, bo byłem głodny, a pan zszedł i kazał mi iść ze sobą. Poszedłem, a tam byli ludzie, źli ludzie. Złapali Smeagola i związali, i ich kapitan mówił, żeby mi nie ufać. Że boi się zdrady z mojej strony.

SMEAGOL: Ale pan go nie posłuchał. Zaufał nam. A myśmy go zaprowadzili do Szeloby.

GOLLUM: Tak, tak. Na oszustwo odpowiedzieliśmy oszustwem! Znowu komuś zaufaliśmy, glum, glum, a on nas zdradził. Byliśmy rozgoryczeni. Ale pan, to nie Deagol. Nie zaprowadzilibyśmy go do Szeloby, gdyby nie ten zły, drugi hobbit. On nam nie wierzył, nazwał nas złodziejem. Była chwila, kiedy się cofaliśmy, żal nam było dobrego pana. A on na nas popatrzył i mówi: "Wymknąłeś się jak złodziej i jak złodziej wróciłeś, stary łajdaku". Wtedy dopiero się źle poczuliśmy. A pan nie zbeształ Sama, niedobrego hobbita. I zrobiło nam się wszystko jedno. Ale i tak dotrzymaliśmy naszej obietnicy. Nie dotknąłem, nie skrzywdziłem pana, Szeloba to zrobiła. A jeśli nawet uważasz, ze to wykręt... Przyrzekliśmy nienawidzić Bagginsa na wieki. Przysiąg się dotrzymuje mój ssskarbie, z tego nikt nam nie zrobi zarzutu. A jeśli będziesz wciąż twierdził, że przecież to był inny Baggins, nie ten, który nam ukradł ssskarb, to czyż nie był jego krewnym i spadkobiercą ? I czy naprawił uczynek wuja, sss, i zwrócił ssskarb Smeagolowi? My i tak okazaliśmy się lepsi, mój kochany, sss.

Skarb nas przyciągał. Odrzucił nas, ale my wciąż mieliśmy nadzieję, że nas przyjmie z powrotem. Tak, tak było, jak Ci mówiłem na początku: gdybyśmy na niego nie trafili, bylibyśmy inni. A przecież, gdyby nie my, Tamten dostałby skarb. Złożyliśmy przysięgę na skarb, a on, oszukawszy nas, sam się oszukał, kiedy spadliśmy z Nim w Ogień. Nie chcieliśmy Go zniszczyć, ale zniszczyliśmy i ocaliliśmy dobrego pana. I tego drugiego wstrętnego hobbita też. Sam widzisz, ze mamy szlachetne serce, mój drogi, tak, szlachetne serce.

SMEAGOL: Nie zniszczyliśmy pierścienia z własnej woli - gdyby nie klątwa pana , nic by z tego nie wyszło. On nam powiedział, że w ostatecznej potrzebie włoży skarb na palec, skarb, który nami władał tak długo i gdy wyda mi rozkaz, posłucham go, choćbym miał skoczyć w przepaść, czy rzucić się w ogień - a taki da rozkaz. Nie byłbyś w stanie go zniszczyć, mój drogi. Czy nie starałeś się przeszkodzić panu, kiedy niósł pierścień na Górę? "Nie wolno iść tam!" - krzyczałeś -"Nie wolno gubić skarbu! Oddaj go Smeagolowi"

GOLLUM: Mój ssskarbie, to, co powiedziałeś nie zaprzecza Naszym słowom. Pan sam nie dałby rady zniszczyć skarbu. Czy nie powiedział, ze bierze go sobie na własność? Stałby się taki jak Nieprzyjaciel, tak, tak. My się rzuciliśmy na niego, mój ssskarbie i chcieliśmy odebrać pierścień; i udało się to nam, bo jesteśmy silni, tak silni., glum, glum.

SMEAGOL: Odebrać nie po to, żeby zniszczyć, ale zatrzymać sobie.

GOLLUM: No i co z tego, mój ssskarbie? I tak został zniszczony. Bez nas cała historia źle by się skończyła. Sam pan to przyznał, tak. "Bez niego nie zniszczyłbym pierścienia" - tak powiedział.

SMEAGOL: Byliśmy tylko narzędziem!

GOLLUM: Tak, tak, mój skarbie, byliśmy narzędziem, a czy narzędzie odpowiada za swoje czyny? Wszyscy nas wykorzystywali - najpierw skarb, później pan i jego przyjaciele - chcieli wyciągnąć od Smeagola, co się tylko da, posłużyli się Smeagolem do własnych celów, nie pozwolili mu samemu decydować o sobie. A Smeagol mimo to przyczynił się do szczęśliwego zakończenia. Czyż to nie piękne mój ssskarbie? Zasłużyłem co najmniej na dobrą rybkę, na mnóstwo dobrych ryb! Glum, glum.

© Karolina Stopa





wróć do spisu artykułów