Agnieszka Szurek

NIESZKODLIWY, UŻYTECZNY KOT - DOBRO I ZŁO W UTWORACH CONNIE WILLIS



   Connie Willis, właściwie Constance Elaine Trimmer, po mężu Willis, jest amerykańską pisarką, urodzoną w 1945 roku. Jej dorobek obejmuje powieści i opowiadania; wiele z nich zdobyło liczące się nagrody (m.in. 8 razy nagrodę Hugo i sześć razy nagrodę Nebula). W Polsce zostały przetłumaczone jej powieści: Przewodnik stada (Bellwether, 1996; 1997), Nie licząc psa (To Say Nothing of the Dog, 1997; 1999) i Przejście (Passage, 2001; 2003), Księga Sadu Ostatecznego oraz opowiadania, określane też jako mikropowieści - Praktyka dyplomowa (Fire Watch 1982, 1996), Dylemat (1992) i Remake (1998)[1]. Zawodową pisarką Willis jest od 1980 roku, wcześniej pracowała jako nauczycielka wychowania początkowego. Mieszka w Greeley w Colorado i nigdy nie mieszkała w Anglii (często pytają o to czytelnicy jej powieści, zwłaszcza po lekturze Nie licząc psa). Jej mężem jest fizyk Courtney Willis, a jednym z ulubionych zajęć Connie Willis jest śpiewanie w chórze parafialnym, gdzie jak stwierdziła w jednym z wywiadów, można dowiedzieć się wszystkiego, co należy wiedzieć o świecie.
   Dobro i zło w utworach Connie Willis to temat trudny, bo o ile możemy się zgodzić, że faktycznie "dobro" i "zło" istnieją w światach utworów, o tyle może się wydawać, że nie ma tam "dobrych" i "złych" bohaterów. Zwłaszcza tych ostatnich trudno by było znaleźć.
   Literatura popularna zazwyczaj zakłada jasny konflikt między "naszymi" a "wrogami", między dobrymi a złymi. Mówi się, że świat utworów jest czarno-biały, wartości i oceny jednoznaczne.
   Czy powieści Connie Willis można zaliczyć do literatury popularnej? W zasadzie nie powinno być tu żadnych wątpliwości. Tak określa je sama autorka, która zresztą nie kryje swojego upodobania do seriali i mydlanych oper. W jej utworach z pewnością można wskazać cechy charakterystyczne dla literatury masowej -przede wszystkim powtarzalne schematy fabularne (para naukowców boryka się z problemem), kompozycyjne (motta rozdziałów); obecność tych samych typów bohaterów (wykształcona, niezależna kobieta koło trzydziestki, naukowiec-pasjonat, starszy profesor, serdeczny przyjaciel/przyjaciółka) i tych samych motywów (podróż w czasie, wątek romansowy, eksperyment naukowy). Utwory Connie Willis są konwencjonalne i -przynajmniej na poziomie fabuły -dość przewidywalne. Moim zdaniem jest to jednak świadomy zamysł autorki, który można by nazwać stylizacją na powieść popularną.
   Z drugiej strony, wiele rzeczy w jej utworach nie przystaje do tej konwencji -pojawiają się odwołania do klasyki literatury wysokiej, a także złożona symbolika i metaforyka.
   Do schematów literatury popularnej nie pasuje również brak złych bohaterów. Nie należą do nich przecież ani lady Schrapnell ani kamerdyner Baine z Nie licząc psa, a choć niektórzy czytelnicy uznali za czarny charakter Flip z Przewodnika stada, wszystkie jej działania i spowodowane przez nią zamieszanie miały, jak się okazuje na końcu powieści, wyłącznie dobre skutki. W Przejściu pan Mandrake wydaje się również raczej uciążliwą przeszkodą, kimś, kogo trzeba omijać na korytarzu, a nie poważnym wrogiem. Bohaterowie utworów Connie Willis nigdy nie walczą Z KIMŚ. Walczą O COŚ.
   Jeżeli nie ma złych postaci, czy w światach powieści istnieje zło? Sam schemat fabularny zakłada, że bohaterowie będą w swoich działaniach napotykać przeszkody. Skąd zatem te przeszkody się biorą, jeśli nie są wynikiem intryg wrogów?
   Pierwsze, pobieżne spojrzenie podsuwa już jedną odpowiedź. Być może nie istnieją ludzie źli, ale istnieją ludzie pełni wad. Najbardziej dokuczliwą z nich jest głupota. Willis jest bardzo bliska sokratejskiego punktu widzenia: zło pochodzi z niewiedzy. Flip i pan Mandrake nikomu nie chcą zaszkodzić, nie wyrządzają świadomi krzywdy, mają nawet często dobre intencje, ale są ograniczeni, zaślepieni, nie kierują się rozumem. Złem jest zatem porzucenie światła rozumu; wszystko to, co w człowieku zaciemnia rozum, wypacza jego działanie -przesądy, stereotypy, ślepe uleganie modom, wierzeniom. Ludzie czynią źle, bo nie wiedzą, co jest dobre.
   Główni bohaterowie utworów to ludzie mądrzy w świecie głupców. Ci głupcy jednak tak naprawdę nie są w stanie im zaszkodzić. To, co w Przewodniku stada wydaje się katastrofą spowodowaną przez Flip (zgubienie dokumentów doktora Bennetta) przynosi same dobre skutki. Jeszcze bardziej wyrazisty przykład odnajdujemy w Przejściu. Joanna zostaje zabita przez młodego narkomana -ale w zasadzie nie można powiedzieć, że on wyrządził jej zło. Okazuje się, że "śmierć także jest wielką przygodą". Joanna, mimo cierpienia, strachu, zwątpienia, ostatecznie znajduje się tam, gdzie -czujemy -chciała się znaleźć, bada to, co chciała zbadać. Jest tak, jak twierdził Sokrates: (...) gorszy człowiek "nie ma prawa" zaszkodzić lepszemu[2] i (...) do człowieka dobrego nie ma przystępu żadne zło, ani za życia, ani po śmierci, a bogowie nie spuszczają jego sprawy z oka[3].
   Powieści Willis tchna takim właśnie optymizmem -jest to chyba wyczuwalne dla każdego czytelnika. Ale ten optymizm ma głębsze źródła, nie wynika jedynie z tego, że otrzymujemy wizje świata, w którym zło nie istnieje, istnieja tylko dokuczliwe wady.
   W światach wykreowanych przez Connie Willis istnieją bowiem zagrożenia. Bardzo realne i bardzo przerażające, chociaż w odróżnieniu od utworów fantasy, nieprzedstawiane w katastroficznych wizjach. W jej powieściach nieustannie powraca motyw utraty i braku. Praktyka dyplomowa i Nie licząc psa pokazują obraz przyszłego świata -świata, w którym wiele rzeczy przestało istnieć: od kotów do katedr. To, czego istnienie przyjmujemy za oczywiste, nagle ginie. Pozostałe dwie tłumaczone w Polsce powieści bardzo dyskretnie, ale wyraziście wykorzystują ten sam motyw -nieodebrane telefony, nieskończone rozmowy, niezałatwione sprawy, pominięte okazje -to wszystko drobiazgi, ale drobiazgi, które przekonują o żarłocznej sile czasu.
   Giną książki z bibliotek: nie ma już dzieł Browninga; w kawiarni nie ma sernika po wiedeńsku. Giną rzeczy z pamięci [Wciąż gubię mój dziennik (...) i nie mogłem sobie przypomnieć imion córek Leara[4]). Nie ma nic, co do czego człowiek mógłby być pewny, że uda mu się to zatrzymać. W utworach Willis powracają zatem w starej, klasycznej postaci motywy wanitatywne -najwyraźniej w Przejściu, powieści, której tematem jest śmierć i umieranie. Śmierć jest zawsze nieoczekiwana -nie tylko śmierć Joanny czy Kevina, który ginie w dzień swojego ślubu, ale nawet śmierć starej, schorowanej pani Woollam. Śmierć jest nieoczekiwana, ale dla każdego w inny sposób.
   Bohaterowie mają zatem przeciwnika, bardzo groźnego: czas, konieczność losu, śmierć. Jest to przeciwnik bardzo bezlitosny, który niszczy ludzi, dzieła sztuki, państwa, a nawet nieszkodliwe, użyteczne koty. Walka z nim to zawsze walka przegrana. Wizja zła w utworach Willis nie jest może zatem do końca sokratejska, a przypomina tę z Dżumy Alberta Camus, gdzie doktor Rieux również jest świadom, że jego zwycięstwa nad chorobą zawsze będą tymczasowe ale uważa, że to nie powód, aby zaniechać walki[5].
   Podział między dobrem a złem zaznacza się może zatem najwyraźniej w kodeksie etycznym bohaterów. Podejmują oni walkę, o której wiedzą, że będzie przegrana. Wiedzą przecież, że nie uratują katedry w Coventry, Titanica, wszystkich chorych przywożonych do izby przyjęć, wszystkich książek przeznaczonych do wycofania z biblioteki. Willis bardzo wyraźnie podkreśla jednak -i w tych momentach jej utwory, lekkie i humorystyczne, osiągają prawdziwie wysoki ton -wartość takiego heroizmu, heroizmu polegającego na ocalaniu drobiazgów, ratowaniu tego, co da się uratować, niezależnie od tego, jak małe i nieznaczące mogłoby to się wydawać. Bohaterami dla niej są urzędnicy pocztowi z Titanica, którzy przenosili worki z listami na wyższe miejsca, żeby uchronić je przed zalaniem, ludzie, którzy na tonącym statku wypuścili z klatek psy, albo którzy z płonącej katedry wynieśli przypadkowe, niewiele warte przedmioty. Podobnie Kit z Przejścia będzie się opiekować chorym na Alzhaimera wujem [Wiem, że go nie uratuję (...). Zdaję sobie sprawę, że w końcu będzie musiał trafić do zakładu opiekuńczego, ale... -Muszę spróbować. Ocalił mi życie. Chcę zostać z nim jak najdłużej.[6]] a Bartholomew z Praktyki dyplomowej będzie gasić kolejne bomby spadające na i tak skazana na zagładę katedrę Świętego Pawła. Wszystkie te starania są bezskuteczne, ale -tu Willis bardzo wyraźnie zbliża się do Tolkienowskiej "teorii odwagi" -jej bohaterowie nie godzą się na zło nie pytając o szanse na zwycięstwo.
   Tu właśnie ma źródło głębszy optymizm utworów Connie Willis. Bo ostatecznie COŚ zostaje ocalone -i jest to ważne, nawet jeśli tym "czymś" jest garstka drobiazgów. Tak naprawdę wysiłki bohaterów nie są daremne. Joanna chciała zginąć ratując kogoś - i rzeczywiście, ratuje Maisie, Kit, a pośrednio jej będą zawdzięczać szczęście Vielle (która pewnie poślubi przystojnego policjanta) i Richard (który, jak możemy się domyślać, ożeni się z Kit). W zakończeniu Przewodnika stada następuje triumfalny powrót skazanej na zagładę mrożonej herbaty. Nie licząc psa przynosi prawdziwą - używając Tolkienowskiego określenia - eukatastrofę, kiedy okazuje się, że dzięki podróżom w czasie można uratować to, co zginęło: od zniszczonych dzieł sztuki po topione kocięta.
   Jak dotychczas kwestia dobra i zła sprowadzała się do etycznych wyborów bohaterów, ich wewnętrznego kodeksu. Można się zastanowić, czy w światach utworów istnieje dla niej również odgórna, religijna sankcja? Czy w ogóle istnieje tam świat nadprzyrodzony?
   W Nie licząc psa słyszymy o "samokorekcie kontinuum". Willis nie stwierdza tego jasno, ale najwyraźniej zakłada, że istnieje jakiś plan, celowość w historii? Kto lub co ten plan ułożył? Odpowiedzi nie padają, ale możemy się domyślać, że istnieje jakiś wyższy ład, coś, co jest normą, co porządkuje rzeczywistość.
   W Przewodniku stada dobro zwycięża na zasadzie deus ex machina, za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Shirill, "asystentka łącznika komunikacji międzywydziałowej" i - pozornie - nałogowa palaczka okazuje się dobrą wróżką, typowo baśniowa postacią, co zresztą Willis wyraźnie sygnalizuje (Gdy byłam mała, bardzo lubiłam tę baśń (...). Opowiada o dziewczynce, która spotyka dobrą wróżkę, tylko tego nie wie, bo wróżka jest w przebraniu...[7]). Może to zbytek czytelniczej podejrzliwości, ale czy Shrill, która ma tak wiele z matki chrzestnej Kopciuszka, na pewno jest zwykłym człowiekiem? Czy nie jest rzeczywiście wróżką? Lub może aniołem - ostatecznie wzmianki o nich pojawiają się w całej powieści, a u Willis trzeba być wyczulonym na tego rodzaju delikatne sygnały. W Nie licząc psa cały czas słyszymy, że "zawsze winny jest kamerdyner".
   I wreszcie Przejście - tutaj najtrudniej rozstrzygnąć wątpliwości. Czy część trzecia powieści jest opisem życia po śmierci, czy tylko wrażeń, jakie powstają w umierającym mózgu? Czy Maisie naprawdę podczas swych "doświadczeń granicznych" spotkała Joannę? Ona sama, mimo swego zwykłego sceptycyzmu, jest o tym przekonana. Czy Joanna rzeczywiście spotkała na Titanicu pana Briarley'a i Kevina? Chcielibyśmy wierzyć, że tak. Chociaż dla wszystkich zawartych w powieści zdarzeń dałoby się znaleźć racjonalne wyjaśnienie, nie sposób ignorować bardzo głęboko, lecz dyskretnie wplecionej symboliki religijnej.
   Na pozór autorka nie opowiada się po stronie żadnego wyznania, a zaślepienie i fanatyzm religijny są skrytykowane w postaci siostry Joanny i scenie pogrzebu głównej bohaterki. A jednak odwołania do chrześcijaństwa pełnią w utworze bardzo ważną role. Ostatni, zamykający powieść obraz to lotniskowiec Yorktown.

Joanna podniosła wzrok, obawiając się, że ujrzy pokład zapełniony trumnami i przygotowanego do pracy balsamistę. Statek wciąż znajdował się daleko, lecz ma tle rdzawego nieba wyraźnie było widać jego sylwetkę. Joanna od razu zorientowała się, że zamiast komina na statku znajduje się pomost wyspowy, najeżony masztami i antenami, a pod nim rozciąga się szeroki, płaski pokład i wklęsły, trójkątny dziób.
- Czy to Carpathia? - dopytywała się Helen.
- Nie - zamyśliła się Joanna. - To Yorktown.
- Yorktown? - powtórzyła dziewczynka. - Wydawało mi się, że Yorktown zatopiona na Morzy Koralowym.
- To prawda - potwierdziła Joanna. Dostrzegała teraz kabinę radiotelegrafisty, znajdująca się wysoko na pomoście wyspowym, oraz przypominające krzyże anteny. Naprawiono go w trzy dni.
(Marynarze wznosili okrzyki, wymachiwali białymi czapkami w powietrzu. Za nimi, nad wieżą, wyszło słońce, oślepiająco jasne, pozłacające krzyże i dowódcę.[8]

   Te odwołania są bardzo czytelne, aczkolwiek nie narzucające się; sama autorka zostawia do końca otwarte dwa sposoby interpretowania tego ostatniego obrazu - i całej powieści: To może być jeden z ostatnich rozbłysków synaps, ostatnia próba zrozumienia śmierci i umierania, ostatnia metafora. Albo coś zupełnie odmiennego [9].W obu przypadkach jednak warto by się zastanowić, kim w utworze jest pan Wojakowski? Czy na pewno człowiekiem? A może faktycznie kimś, kto mógł na raz przebywać w Pearl Harbor, na Morzy Koralowym i w Ameryce? Widzimy, jak pod pozorem błahej gadaniny i opowiastek z czasów wojny ostrzega bohaterów, przestrzega ich, doradza. Kim jest? Kimś, kto najwyraźniej czuwa nad porządkiem świata.
   Bo ten porządek istnieje: we wszystkich omawianych tu utworach Willis dobro zostaje nagrodzone. Baśniowa formuła wymagałaby jeszcze dopowiedzenia, że zło zostaje ukarane; a skoro ostatni obraz Przejścia może być wizją raju, czy mamy tam także wizję piekła? Piekło to obecnie, nawet w kościelnych kazaniach, temat bardzo niemodny, ale Willis z pewnością nie skłania się w stronę beztroskiej, płytkiej, "amerykańskiej" religijności, obiecującej wszystkim "pójście do nieba". Taka postawa jest sparodiowana w postaci pana Mandrake'a. W Przejściu piekło istnieje - pod pokładem tonącego Titanica, za drzwiami, za którymi kryje się mrok i zniszczenie, gdzie jest tylko woda. - I ciemności. I chłopak z nożem [10]. Kto trafia do piekła? Złoczyńcy, jak ten, który zabił Joannę, ale także ludzie tacy jak Greg Menotti, którego winą było tchórzostwo, prymitywizm, skoncentrowanie na sobie. Może się to wydawać okrutne: w końcu Greg wydaje się przede wszystkim żałosny i "nikogo nie krzywdzi". Ale jego egoizm, głupota i zamykanie oczu na prawdę są niebezpieczne. To one w końcu prowadzą go do piekła.
   Wydaje się, że twórczość Connie Willis można by podsumować bardzo banalnym powiedzeniem: "bawiąc uczyć". I tak jest: w lekkich, pełnych poczucia humoru opowieściach widać tu przedstawioną grozę czasu, grozę współczesnego świata, grozę głupoty - ale także wiarę w ludzi i nadzieję.

© Agnieszka Szurek


[1] W pracy odwołuje się tylko do czterech pierwszych wymienionych utworów.
[2] Platon, Obrona Sokratesa, przeł. W.Witwicki, PIW, Warszawa 1992, s. 32.
[3] ibid., s. 44.
[4] C.Willis, Przejście, przeł. P. Budkiewicz, Zysk i S-ka, Poznań 2003, s. 571.
[5] A.Camus, Dżuma, przeł. J.Guze, PIW, Warszawa 1965, s. 126.
[6] C.Willis, Przejście, przeł. P. Budkiewicz, Zysk i S-ka, Poznań 2003, s. 534.
[7] C. Willis, Przewodnik stada, przeł. G.Grygiel. P.Staniewski, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 120.
[8] C.Willis, Przejście, przeł. P. Budkiewicz, Zysk i S-ka, Poznań 2003, s. 894-895.
[9] ibid. s. 895.
[10] ibid., s. 781.




wróć do spisu artykułów