Protokół ze spotkania
Sekcji do Badań Kultury i Literatury Popularnej
Polskiego Towarzystwa Retorycznego
6.03.2002 r.


Dyskusja na temat filmu Petera Jacksona Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia - cz.2


Spotkanie odbyło się we środę 06.03.2002 r. na Wydziale Polonistyki. Rozpoczęło się o godzinie 1700. W spotkaniu tym, oprócz członków Sekcji Badania Literatury i Kultury Popularnej Polskiego Towarzystwa Retorycznego, uczestniczyli studenci IV i V roku polonistyki i innych wydziałów.

Katarzyna Aust: Dzisiaj będziemy kontynuować wątek rozpoczęty na ostatnim spotkaniu, czyli omawianie filmu Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia Petera Jacksona. Raz jeszcze pozwolę sobie wrócić do sugestii, abyśmy w czasie dyskusji starali się rozdzielać dwie rzeczy: ocenę filmu jako filmu i porównanie filmu z książką, ponieważ to może zapobiec chaosowi. Dobrze byłoby oceniać film jako film, jako dzieło samodzielne, i osobno - porównywać książkę. To, co omówiliśmy ostatnio, to głównie bardzo techniczne różnice kompozycyjne między filmem a książką. Tylko Agnieszka Szurek poruszyła wątek różnicy między tymi dziełami w wymowie filozoficznej. Rzeczywiście, jaka jest wymowa filozoficzna filmu? Tutaj pozwolę sobie na pewną refleksję. Po obejrzeniu filmu miałam okazję rozmawiać z kolegą, nieco młodszym ode mnie, amatorem głównie powieści "graczowskich", np. Dragonlance itd., ale książki J.R.R. Tolkiena nie zna. Kolega stwierdził, że sfilmowane przygody [...] dałyby równie dobry efekt. Oczywiście staraliśmy się go ze znajomymi zakrzyczeć, ale w końcu doszłam do wniosku, że on ma w pewnym sensie rację. Zadał mi pytanie: o czym jest ten film? Zdałam sobie sprawę, że jeśli zacznę mówić o wymowie filozoficznej, to zacznę mówić o książce. Bardzo trudno jest mówić o filmie w tym kontekście. W końcu doszliśmy do pewnej zgody: film jest o walce dobra ze złem. Dlatego chciałabym teraz zadać takie pytanie: o czym jest ten film?

mgr Agnieszka Kruszyńska: Sądzę, że trudno jest opowiedzieć na to pytanie. Jeśli czytaliśmy książkę, nieświadomie dokonamy nadinterpretacji idąc w stronę tekstu. Chciałabym zauważyć coś innego - jedną z ważnych zalet filmu jest to, że dużo osób sięgnęło po książkę. Wczoraj w internecie znalazłam kilka francuskich artykułów - recenzji filmu i nieznani mi autorzy mają takie samo zdanie. Jako króliki doświadczalne posłużyli mi moi uczniowie z I i II klasy gimnazjum. Dzięki dzieciom możemy zobaczyć, jak patrzą na to osoby, które nie czytały tekstu. Dzieci, które obejrzały film, dostały ankiety. Okazuje się, że niektóre z tych osób - na ponad trzydzieści 6-7 - nie rozumie działania Pierścienia. Odpowiedzi na pytanie "Jak działa Pierścień?" brzmią: nie wiem, nie rozumiem, dobrze. Jest też kilka odpowiedzi bardzo trafnych: Pierścień działa na człowieka tak, że człowiek chce rządzić światem; Pierścień rządzi człowiekiem, a nie człowiek Pierścieniem albo - Pierścień działa jak narkotyk, uzależnia - im bardziej się go używa, tym bardziej jest się zmuszonym, aby go używać. Wszyscy widzą jedną sprawę: Pierścień daje niewidzialność, czyli zewnętrzną, bardzo krótkotrwałą właściwość. Jednocześnie dzieci dziwią się, że znika się z pola widzenia, ale jest się ranionym. Nie widzą, że ten, który zadaje cios, jest kimś ze świata zła, który widzi osobę, która ma Pierścień na palcu. Albo to jest niejasno wyłożone to w filmie, albo młodzież tego nie rozpoznaje. Nie chcę krytykować filmu, bo wiem, jak wygląda adaptacja zwykłego, prostego tekstu, np. na lekcji.

Katarzyna Aust: Wpadnę tutaj w słowo. Wydaje mi się, że ktoś, kto "otrzaskał się" z literaturą fantasy, rozróżnia pojęcia niewidzialności i niematerialności.

Tomasz Dylewski: To kwestia dwóch światów. Ta niewidzialność powoduje, że przechodzi się do innego wymiaru.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Ogólne oceny filmu są bardzo dobre ze względu na: krajobrazy, scenariusz i muzykę. Ulubione postacie (najlepsza rola to...): dla dziewczynek Frodo ewentualnie Legolas (bo są przystojni). Scena, która robi największe wrażenie to zdecydowanie walka Gandalfa z Balrogiem na moście w Khazad-Dűm. Jeżeli idzie o pytanie: co zmieniłbyś czy poprawił w filmie, jak i dlaczego, nie mieli pomysłów, ale zdarzyła się jedna odpowiedź osoby, która nie czytała Władcy Pierścieni, ale czytała Hobbita: zmieniłbym tylko to, żeby Gandalf miał większą moc magiczną. Ostatnie pytanie dotyczyło tego, co przewidujemy, że zdarzy się dalej. Zwykle odpowiadano: Frodo zniszczy Pierścień, ale także: Frodo zniszczy Pierścień, ale wszyscy jego przyjaciele zginą. Natomiast jeśli chodzi o pytanie o przesłanie filmu, dzieci zauważyły ideę przyjaźni, bycia razem, wierności w przyjaźni. Tyle jeśli idzie o wypowiedź młodzieży.

Kinga Baur: Miałam okazję rozmawiać z osobami, które nie czytały książki, i na pytanie, jak myślą, dlaczego Frodo nie chciał oddać Pierścienia, często padała odpowiedź: dlatego, że miał takie zadanie, taki cel. Zaznaczam, że były to osoby dorosłe.

Natalia Tokarska: Została poruszona kwestia, że po filmie sięga się po książkę. Wydaje mi się, że działanie marketingowe zostało bardzo dobrze przeprowadzone przy tym filmie. Informacja o filmie dociera do naprawdę małych miejscowości. Ja również pochodzę z małej miejscowości i wszyscy o tym filmie wiedzą i wszyscy chcą tę książkę przeczytać. To bardzo dobrze.

mgr Urszula Lip: Chciałabym poruszyć kwestię narracji w filmie. Kilka osób, które nie czytały książki, zwróciło mi uwagę, że nie wiedzą, w jakich czasach dzieje się akcja. Nie widzą dystansu czasowego. Być może dlatego, że nie został w filmie podkreślony fakt, że elfy są nieśmiertelne i długowieczne. Elrond pojawia się na samym początku, w czasie bitwy na stokach Ognistej Góry, a potem okazuje się, że mieszka sobie w Rivendell i wygląda tak samo jak na początku. Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawę, Elrond opowiada Gandalfowi o bitwie, Isildurze i Pierścieniu właśnie w Rivendell

Tomasz Dylewski: Tym bardziej że tylko w dwóch miejscach wspomina się, że to wydarzenia te miały miejsce dwa tysiące lat temu: narrator na początku i w którymś momencie Elrond.

Radosław Nowaczewski: Bardzo mnie interesuje, jak to wygląda w czterogodzinnej wersji filmu, być może tam będzie coś więcej. Słyszałem, że będzie przygotowana taka czterogodzinna wersja. Ciekawe, czy wycięto sceny bitewne albo takie, które wnoszą różnice merytoryczne?

Katarzyna Aust: W tej wersji ma się pojawić Tom Bombadil.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Ale to nie ma sensu.

Kinga Kwaterska: Obejrzawszy film, a potem słuchając różnych bardzo podobnych wypowiedzi znajomych, którzy nie czytali książki, odniosłam wrażenie, że uczyniono parę założeń, że ci, którzy będą oglądali film, będą wiedzieli, o co chodzi. Przynajmniej ja to tak odebrałam, oglądając, np. te wszystkie sceny, kiedy Frodo zakłada Pierścień i przenosi się do innego świata. Nie jest w żaden sposób wyjaśnione, że jest to pole działania złych sił, że królowie są upiorami i itd. Podobnie z elfami: nie zostało wyjaśnione, że są wieczne, że elfy z krasnoludami się nie lubią (pokazują to na przykładzie, ale nie jest podkreślone, że spór nie dotyczy tylko Legolasa i Gimliego, że to spór odwieczny). To błąd tego filmu: zakładanie znajomości przez widza pewnych rzeczy. Ale są to założenia, które powinno się wyjaśnić, bo jeśli ktoś nie czytał książki - nie zrozumie niektórych scen, np. chociażby dlatego że nie czytuje i nie ogląda fantastyki.

Tomasz Dylewski: To wynika z faktu, że nie jest wyjaśnione w filmie, że dziewięciu władców ludzi, którzy dostali pierścienie od Saurona, to dziewięć upiorów. Spotkałem się ze zdaniem: kim są te upiory, które ranią Froda? Nikt nie kojarzy dziewięciu nazguli z dziewięcioma władcami i nie wiadomo, po co ich na początku przedstawiono.

Kinga Kwaterska: Tym bardziej że nazgule pojawiają się w różnych liczbach i nigdzie nie jest powiedziane, że ich jest dziewięciu.

Tomasz Dylewski: Jakieś wyjaśnienie się pojawia, ale fragmentaryczne. Fragmentaryczne w tym sensie, że uleciało.

Radosław Nowaczewski: Jest jeden moment, kiedy w gospodzie w Bree Aragorn mówi o Upiorach Pierścienia, że byli kiedyś ludźmi. Ale widz to może przegapić.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Gwoli uzupełnienia mogę powiedzieć tylko tyle, że moja żona, która nie czytała książki, pomyliła w pewnym momencie Boromira z Aragornem i do końca nie była przekonana, kto na Parth Galen zginął. Musiałem jej długo wszystko tłumaczyć. To oznacza, że postaci są niezindywidualizowane, chociażby kostiumami. Teoretycznie Boromir nosi tarczę, ale w boju głównym ta tarcza nie zostaje użyta, więc jest jakby troszkę bez sensu: targa przez całą podróż, żeby o niej zapomnieć w ostatnim momencie. Niby zbiera drzewo... W ogóle scena szaleństwa Boromira jest motywacyjnie źle zrobiona. To chyba wszystko z takich nieporozumień, reszta nie stanowiła dla żony problemu, przy czym ja nie wyjaśniałem niczego jej przed obejrzeniem filmu, dopiero po. Natomiast ta pomyłka z Boromirem była dla mnie szokująca.

mgr Urszula Lip: Tak się stało, ponieważ nie wytłumaczono porządnie motywacji Boromira. Nie wiadomo właściwie, kim on jest. A przecież Gondor w trzeciej części jest terenem, gdzie dzieje się akcja. W Drużynie Pierścienia jest tylko raz pokazane miasto Minas Tirith i chociażby przy tej okazji, kiedy Gandalf ogląda manuskrypy, można było powiedzieć słowo na temat królestwa Gondoru, pokazać Boromira w retrospekcji, zaznaczyć, że Gondor nie ma króla - zrobić coś takiego, żeby widzowie wiedzieli, skąd on pochodzi, bo to później będzie bardzo ważne.

Kinga Kwaterska: To by się bardzo ładnie dało zrobić w tej scenie, ponieważ Gandalf idzie szukać wiadomości na temat Pierścienia, a Gondorczycy to najbliżsi sąsiedzi Mordoru.

mgr Urszula Lip: Wtedy też można by napomknąć, że w Gondorze rządzi namiestnik, a nie król, a tymczasem tylko raz czy dwa pada ta informacja.

Kinga Kwaterska: Tak, Boromir raz tylko mówi: Gondor nie potrzebuje króla.

Katarzyna Aust: Boromir też nie jest zindywidualizowany. Aragorn i Boromir to po prostu dwóch rosłych gwardzistów przydanych Frodowi do opieki.

Anika Radzka: Jest taka sytuacja, kiedy Aragorn opiera się sile Pierścienia, że widać różnicę między Aragornem a Boromirem. Aragorn mówi: Bierz sobie Pierścień, ja go nie chcę. To ma pokazać, że Aragorn jest taki silny fizycznie i psychicznie...

Katarzyna Aust: Jeśli chodzi o Aragorna, to nie jest kwestia siły - on jest tak poczciwy, że Pierścień go nie kusi. I tak samo ta scena jawiła się dla kolegi, który Władcy Pierścieni nie czytał - Aragorn jest poczciwym rangerem.

Radosław Nowaczewski: Aragorn jest słabo zarysowany. Przede wszystkim nie widać w nim jednego: że on jest królem ludzi. Oglądając film, miałem wrażenie, jakby Aragorn bał się tego wszystkiego bardziej niż Frodo. I nie jest to strach przed dziedzictwem, według mnie on się boi tego, że zaraz z krzaków wyskoczy ork, że coś się stanie złego. On powinien się bać swojego przeznaczenia, tego, że w finalnym starciu może przegrać. Według mnie to jest inny strach - że coś się zaraz stanie...

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Coś w tym jest. Powiem szczerze, że ostatnio oglądałem Conana. W pewnym momencie obaj aktorzy odtwarzający Conana- to jednak majestat króla został tutaj pokazany. Tutaj to zginęło, muszę się z panem całkowicie zgodzić. Arnold Schwarzenneger "błysnął" ze swoim przeznaczeniem, tak samo później aktor, który go zastąpił - te sceny z powoływaniem się na Croma itd... Coś z tego wychodzi. Czuje się, że to będzie przyszły wielki władca. A u Aragorna jakoś tego nie widać.

Tomasz Dylewski: To jest problem. Chyba ze dwa razy dowiadujemy się, że Aragorn jest synem króla. On tak naprawdę nie ma tego królewskiego majestatu, nie widać, że jest potomkiem wielkiego króla, nawet jak siedzi na straży miecza.

Katarzyna Aust: Tu jest znacząca zmiana. W książce Aragorn ma ten miecz, w filmie on sobie leży bezpiecznie w Rivendell. Potem widzimy miecz, rękojeść wystaje mu zza pleców.

Kinga Kwaterska: Zastanawiam się, czy nie jest to jedna z tych scen, które zostały wycięte. Po co mu ten miecz? Wydaje mi się, że scena pobytu u Galadrieli w Lothorien również jest bardzo pocięta w montażu.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Kto z państwa oglądał tę wersję, która została przygotowana przez National Geographic i dołączono ją do "Focusa"? Jest tam kilka nowych scen. Jest także biografia J.R.R. Tolkiena zrobiona troszkę inaczej, ale zupełnie niezłe. Twórcy ujawniają tam kilka sekwencji, jak mi się wydaje, które nie weszły do pierwszej części, m.in. rozdanie darów. Samej sceny nie ma, ale są sekwencje poprzedzająca i następująca, które zostały wycięte - to widać wyraźnie. One służą do czegoś innego.

Katarzyna Aust: Chciałabym poczekać, choć długie to czekanie, na dalsze części, bo być może Jackson poszedł śladem motywu: "dojrzewający przez trudy młodzieniec".

Radosław Nowaczewski: Oglądając część pierwszą miałem wrażenie, że reżyser ma zamiar w jakiś sposób zająć się wszystkimi bohaterami. W pierwszej części zajął się Boromirem, bo on ginie, więc nie może zająć się nim później. Pod pojęciem "zajmie się" rozumiem, że będzie w jakiś sposób pokazywał go bardziej - bo jednak Boromir jest trochę bardziej niż inni eksponowany. On ma charakter, to widać w pewnych jego zachowaniach. Zresztą Sean Bean jest bardzo dobrym aktorem i tutaj ujawnia swoje możliwości. W kolejnych częściach na ruszt będą brani i rozpracowywani kolejni bohaterowie. Gdy Gandalf wróci, bardziej podkreśli się różnicę między Szarym Gandalfem a Białym, Aragorn na pewno w trzeciej części, kiedy ujawni się jako król.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: On już w drugiej części musi się ujawnić.

Radosław Nowaczewski: Uważam, że w drugiej jeszcze nie, w drugiej wyeksponowana będzie przyjaźń elfa i krasnoluda. Zobaczymy.

Katarzyna Aust: Pytanie, gdzie będzie Frodo.

Radosław Nowaczewski: Pewnie w trzeciej części.

Tomasz Dylewski: Kiedy Frodo będzie przedzierał się przez most i wrzucał Pierścień, wtedy zobaczymy, jaki naprawdę ma charakter.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Jeszcze Kirith Ungol i Szeloba - ta scena musi być, bo bez niej historia będzie bez sensu.

Tomasz Dylewski: Pytanie, jak oni to okroją i wpasują do filmu. Na razie film w porównaniu do powieści nie zapowiada się dobrze jeśli chodzi o niektóre rzeczy.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Najważniejsze jest jedno: czy będzie w ogóle scena z Faramirem? Proszę zauważyć, że jeżeli scena Aragorn:Frodo:Pierścień robi wrażenie trochę sztucznej, to dlatego, że pamiętamy identyczną scenę z Faramirem. Jeżeli zabraknie sceny z Faramirem, to może być źle, bo wtedy w ogóle łamie się pewien wątek. Jestem ciekaw, jak oni to zrobią. Mogą wyciąć walkę z Haradrimami i słoniami (nie pamiętam, żebym widział słonia na planie filmowym), natomiast czy będzie Henneth Annűn, cała historia przyjaźni i drogi? Jak to zrobią? Czy Frodo prosto z Emyn Muil pójdzie do Minas Morgul, czy zrezygnują z próby podejścia do Morannonu? Wrócę jeszcze do jednej kwestii: nie wiem, czy państwo mieliście takie samo wrażenie: po obejrzeniu po raz kolejny tego filmu mam coraz bardziej dojmujące wrażenie, że w tym filmie występuje to samo, co mnie drażniło w pierwszej części Gwiezdnych wojen (ep. I): za szybkie tempo narracji. W międzyczasie obejrzałem Ran - i ta cudowna, długa narracja Kurosawy, gdzie wszystko jest powiedziane, gdzie wszystko jest proste, długie ujęcia...!

Tomasz Dylewski: I o to chodzi. Film Jacksona jest tak szybki, że takie kwestie jak nieśmiertelność elfów czy odległość czasowa (minęło dwa tysiące lat) - umykają. To nie tylko moje zdanie. Gdy ktoś nie znając książki zacznie oglądać film, wtapia się w tło, ogląda pejzaże, widzi zmagania Drużyny, ale nie widzi szczegółów. Chyba że obejrzy film trzy razy.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Dokładnie to samo czytałam we francuskiej recenzji, którą znalazłam w internecie. Recenzja jest obszerna, obejmuje 18 stron i jest dosyć rzeczowa. Po pierwsze autor na początku stwierdza, że jest to próba przełożenia na film książki niemożliwej do adaptacji; Jackson zmierzył się z czymś takim jak kwadratura koła. Poza tym autor zauważa to, o czym mówiłyśmy: w książce mamy przeplatanie się alternatywy: burza - cisza, wydarzenie - odpoczynek. Tego w filmie nie ma. Nie ma pieśni jako interludium w strukturze przygody. Oczywiście trzeba by dziesięciu godzin, żeby przełożyć taką książkę na film...

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Prosta sprawa: nie ma ballady o Eärendilu. Teraz dopiero widać wielkość Mistrza, że wymyślił poezję.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Autor recenzji zauważa także, że scena na moście w Khazad-Dűm nie wybrzmiała z tego względu, że przed ostateczną walką nie było chociażby odrobiny ciszy, która by czytelnika ustawiła w takiej sytuacji psychicznej, że scena wywołałaby emocje. Mówi także o sposobie filmowania - do tego filmu pożądany jest sposób filmowania przyjęty w tradycyjnej szkole filmowania epiki klasycznej, taki jaki u Kurosawy. Polegałoby to na tym, że kamera musi pozostawić zawsze pewne wolne miejsce w kadrze. Natomiast Jackson wybiera nowoczesny sposób filmowania, tzn. realizacja z perspektywy wielu punktów, zaczyna się w jednym punkcie, potem przechodzi do następnego - autor nazwał to "demonicznym przyspieszeniem", w którym jest wielki dynamizm, ale nie pasuje do kina epiki klasycznej, czego bez wątpienia wymaga filmowanie Władcy Pierścieni. Niestety, taki sposób filmowania sprawia, że opowiadanie bardziej przyspiesza tam, gdzie powinno być zwolnione - czyli ta sama opinia, o której tutaj mówiliśmy. Ponadto autor recenzji stwierdził, że dobrze udało się pokazać motywację Froda, wysokie uzasadnienie moralne jego decyzji, ale co do pokazania zła - to jest to, o czym mówiliśmy ostatnio - jak się można było obawiać, przedstawiono zło w sposób tradycyjny: jest ono w miarę jednoznaczne, a przecież Saruman to nie marionetka w rękach Saurona. O Sauronie nawet mówimy, że nie był taki zawsze. Zło w filmie pokazane jest sposób zupełnie jednoznaczny, czarno-biały i są to tendencje kina tradycyjnego, współczesnego, które zaciążyły na realizacji Władcy Pierścieni. Poza tym autor posądza ten film wprost o manicheizm. Mówi, że jest w nim pewna filozofia - w tym przesunięciu ciężkości na stronę zła, które tryumfuje, które ma dużo więcej do powiedzenia. Jest w tym pewna filozofia, psychologia - nie chcemy wierzyć, że coś złego jest w nas, chcemy wpisać to w pewną negatywną postać, w postać Sarumana, Saurona i tak jest też w filmie. Stąd postaci czarne są w miarę jednoznaczne.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Jeśli państwo pamiętacie filmy Akiry Kurosawy - ja praktycznie znam je wszystkie, a żeby było śmieszniej, Ran i Tron we krwi oglądałem wyłącznie w wersji oryginalnej, w związku z tym patrzyłem na narrację zupełnie inaczej. Kompletnie nic nie rozumiałem z dialogów, słuchałem tylko muzyki języka. Kiedy kamera stoi w miejscu, np. w Ran, mamy ujęcia nawet dziesięciominutowe., Słynne zejście "króla Lira" z płonącej wieży, kiedy on przechodzi pomiędzy rozstępującymi się żołnierzami - trwa ono około czterech czy pięciu minut i później przechodzi na drugie ujęcie, zrobione z drugiej strony. Teraz on jest prowadzony - nic się nie dzieje, żołnierze rozstępują się i on idzie środkiem - kamera pokazuje go z góry i pomalutku, bardzo pomalutku jedzie przez około trzy do czterech minut. I nic się nie dzieje. Później on wchodzi w bramę, a kamera nadal stoi. Potem on wychodzi, wychodzi w czasie realnym. Podobnie było, kiedy walczył Toshiro Mifune (nota bene mistrz aikido), to ujęcia były robione także ze stojącej kamery, były bezmontażowe. Jego współpartnerzy mieli pewne kłopoty, które zostały wyrażone w Rudobrodym: Czy nie byłem zbyt brutalny? Słynna scena w tym filmie pojedynku judo jest także kręcona z jednego ujęcia. Kamera jest u Kurosawy niedynamiczna. Zwróćcie Państwo uwagę: dlaczego Shire nam się podoba? Dlatego że tam są dwa czy trzy ujęcia niedynamiczne, kamera stoi i my możemy spokojnie obserwować. I muzyka. A później, przy pościgu... ten pościg jest zbyt dynamiczny i ja się chwilami bałem, że Arewna wykopyrtnie się ze swoim koniem, tak wzięła ostro zakręt. Ta dynamika jest niepotrzebna. Tam jest jedna scena, kiedy w czasie pościgu nazgule gonią ją półksiężycem - to ujęcie kręcono chyba z helikoptera. I to jest bomba, ta scena dość długo trwa, około czterdziestu sekund - chwila odpoczynku, mimo że jest pościg, dlatego że mamy szeroki plan. Sceny pojedynków nie robią wrażenia, bo są chaotyczne. Proszę sobie przypomnieć jakąkolwiek scenę pojedynku, kiedy walczy Mifune. Człowiek w pewnym momencie rzeczywiście odczuwa grozę, bo się zastanawia, czy on rzeczywiście nie rżnie naprawdę mieczem. Miecz samurajski służy do zabijania, to nie jest szpada do pojedynku. Mifune walczył autentycznym mieczem, co wahało się na granicy bezpieczeństwa aktorów, którzy grali w filmie - może to byli fenomenalni kaskaderzy, którzy jednocześnie byli także mistrzami? Inaczej on by ich po prostu pozabijał. Proszę zauważyć, że to jest szermierka, w której nie ma zasłon, w związku z tym nie ma możliwości zatrzymania ciosu. Jeśli państwo wyprowadzacie cios, to po to, żeby zabić. Tutaj jest ale jest chaos. W filmie mamy jedną scenę, w której Aragorn okazuje mistrzostwo rycerza dobrze wyszkolonego: kiedy zatrzymuje orków na Amon Hen. Ale ponieważ scena jest kręcona z dwóch kamer i są przynajmniej trzy cięcia - państwo tego nie widzicie. Tutaj, moim zdaniem, sceny nie wychodzą, ale trzeba jeszcze popatrzeć.

Katarzyna Aust: Sceny kaskaderskie są nieźle zrobione, ale źle sfilmowane, przyznaję. Kolejna rzecz: walka z trollem jaskiniowym - moment, w którym troll się zamierza na krasnoluda, a trafia orka. Tego nie "normalnie" nie widać, dopiero kiedy film oglądałam w domu w zwolnionym tempie, widzę, że cios był przeznaczony dla krasnoluda, a ork znalazł się w tym miejscu. Ale widać to dopiero, kiedy film oglądamy w zwolnionym tempie.

Tomasz Dylewski: Jeśli już mówimy o Morii, to cała scena walki w tej wielkiej komnacie, kiedy już się pojawia Balrog, właśnie przez ten dynamizm jest "skopana". Bohaterowie wbiegają - mamy ujęcie od przodu, potem przeskok na lewo od nich, a prawo od kamery - z boku. Potem od góry - orkowie schodzą ze słupów, potem mamy znowu od góry i wybiegają z prawej. Wygląda to świetnie. Ale w tym momencie, jeśli widzę scenę, w której armia tak atakuje, to jakie na mnie robi wrażenie Balrog? Nie robi na mnie żadnego wrażenia, bo na mnie wrażenie robiła ta armia.

Anika Radzka: A propos Balroga - jest taka gra Dungen of Keepen, gdzie była postać z wielkimi rogami, umięśniona. Balrog jest taki sam.

mgr Urszula Lip: Nie znam tej gry, więc ja sobie tego nie skojarzyłam. Uważam, że scena z Barlogiem robi bardzo duże wrażenie, kiedy orkowie schodzą ze słupów i wychodzą z dziur, otaczają drużynę i nagle zatrzymują się, słysząc pomruk, a daleko widać migające płomienie. Sama postać Barloga również robi na mnie wrażenie. Natomiast scena późniejsza - to zbieganie po schodach, rzeczywiście jest przesycona szczegółami i nie robi wrażenie.

Anika Radzka: Wracając do postaci Balroga - ponieważ mój brat gra w tego typu gry jak Balur's Gate czy Diablo, bardzo często pojawiają się tam różnego rodzaju demony. I jakby zebrać te demony do kupy, to Balrog nie różniłby się od nich. Na osobach, które grają w tego typu gry, Balrog na pewno nie zrobi żadnego wrażenia.

Katarzyna Aust: To jest ślepa pętla. Na osobach, które grają w RPG komputerowe... Znowu wrócę do mojego znajomego, na którym Władca Pierścieni nie zrobił wrażenia, bo on to zna z powieści "graczowskich" Dunegons and Dragons. To nie jest wina ani J.R.R. Tolkiena, ani realizatorów filmu.

Anika Radzka: Jeśli ktoś nie czytał książki i najpierw zobaczył film, to będzie miał problem z wyobrażeniem, nie będzie wyobrażał sobie po swojemu, będzie wyobrażał sobie Aragorna jako filmowego Aragorna itd.

mgr Urszula Lip: To już jest kwestia odbioru i dopełniania miejsc niedookreślonych i nie możemy w to wchodzić.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Wrócę na chwilę do pomysłu, który zgłosiłem na poprzednim spotkaniu, że jest to ekranizacja księgi Barahira, syna Faramira. Gdyby rzeczywiście Jackson zaryzykował taki żart, że dzieło filmowe jest oparte na powieści Tolkiena, ale na początku któryś z bohaterów mocno by podkreślił, że jest wiele wersji tej opowieści i my przedstawiamy tylko jedną z nich, czy wtedy nie udałoby się uniknąć paru pułapek, w które wpadł siłą rzeczy i w które nas, jako odbiorców, wepchnął? Skróty były nieuniknione, rozwiązania pewnych rzecz też są nieuchronne dla filmu. Mnie bardziej męczy problem inny: czytelnik, który zacznie czytać tę książkę, będzie liczył na to, że w momencie, kiedy Frodo podejmuje decyzję o wyjeździe, zdziwi się, i zapyta, dlaczego w powieści to się tak ciągnie?

Tomasz Dylewski: Gorzej. Dlaczego pierwszy tom i pierwsze rozdziały się tak ciągną?

prof. dr hab. J.Z. Lichański: I nie ma wcale całego nerwowego napięcia. Przepraszam, po co Bilbo wita się z Grubasem Bolgerem? Mnie chodzi o taki drobiazg, który dla filmu jest bardzo istotny: jeżeli jakaś postać zostaje wprowadzona, to ona odegra jakąś rolę. Być może w trzeciej części Grubas Bolger powróci. Ale to nikt nie będzie pamiętał, że Bilbo się z nim witał w pierwszej części - to będą trzy lata. Po co to?

Tomasz Dylewski: To jest zrozumiałe: są Brandybuckowie, Pippinowie...

prof. dr hab. J.Z. Lichański: To są rodziny, to się mieści w pewnej konwencji. Bilbo dziękując za przyjęcie wita całą rodzinę - wszystko w porządku. Ale po co wita postać, która nie ma żadnego znaczenia? Nie rozumiem tego.

mgr Agnieszka Szurek: Myślę, że jest wiele scen "włożonych" do filmu po to, żeby ci, którzy czytali książkę, wiedzieli, o co chodzi, a tym, którzy nie czytali, to nie przeszkadza. Pojawia się jezioro Kheled-Zâram - tylko nie jest w żaden sposób skomentowane. Czyli można mieć satysfakcję, że jakieś jezioro jest, tylko nie wiadomo jakie - trzeba wtedy przeczytać książkę. Mają przechodzić przez Nimrodel - i przechodzą przez jakiś strumyk.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Oni nie przechodzą przez strumyk, oni sobie biegną.

mgr Agnieszka Szurek: Ale przy odrobinie dobrej woli można przyznać, że przechodzą. Tak samo z darami Galadrieli: członkowie Drużyny mają szare płaszcze. Są jeszcze inne takie szczegóły, których czytelnicy zauważą, a reszcie są obojętne.

Kinga Kwaterska: Chciałabym powiedzieć jeszcze jedną rzecz na temat postaci negatywnych. Z uporem maniaka dopytywałam się wszystkich, którzy byli na filmie, o ich zdanie, i usłyszałam coś ciekawego. Wypowiadała się pani doktor z naszego wydziału, która czytała Władcę Pierścieni, ale nie czytała Silmarillionu. Ona generalnie nie przepada za fantastyką, ale akurat ta książka się jej podobała, więc poszła na film. Powiedziała, że postaci złe jej wcale nie przerażały, wręcz przeciwnie: Sauron był bardzo charyzmatyczny. W takim razie to by oznaczało, że udało się oddać klimat książki. Sauron początkowo był przecież charyzmatyczną postacią i zwodził tym innych. Bardzo się tym zdziwiłam i pytałam innych osób. Bardzo wiele usłyszałam takich opinii, że Sauron jest charyzmatyczny i piękny.

Radosław Nowaczewski: Sauron piękny?

Katarzyna Aust: Piękna złota figura w pełnej zbroi... Jest przerażający, to prawda, ale jest estetycznie zrobiony, choć występuje tylko w migawkach. Aragorn, który jest obecny przez cały film, nie ma za grosz majestatu.

Hubert Zienkiewicz: Sauron ma jeszcze tą zaletę, że kiedy idzie w stronę armii ludzi i elfów, to oni rzeczywiście robią się bladzi i zbierają się ku sobie...

Katarzyna Aust: Już o tym mówiliśmy. Wcale nie przeraża moment, w którym Sauron macha na dziesięć metrów Numenorejczykami. Jest przerażający przez moment, kiedy się widzi twarz Elronda.

Kinga Kwaterska: To właśnie mnie dziwi, że Sauron został odebrany jako postać niesamowicie piękna, pełna majestatu, charyzmy - najbardziej w całym filmie. I jest to opinia kilku osób.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Lucyfer też był jednym z najpiękniejszych aniołów.

Kinga Kwaterska: To właśnie zostało zgrabnie pokazane. Mało tego, wiele osób, które czytało Władcę Pierścieni, a nie czytało Silmarillionu, mówiło, że to wprowadzenie na początku jest niezwykle istotne. Faktycznie wyjaśnia się bardzo wiele rzeczy.

Radosław Nowaczewski: Mnie osobiście w prologu brakuje jednej rzeczy: nie ma ani Gil-galada ani kilku jeszcze innych postaci, nie ma czegoś bardzo ważnego... W Kronikach jest wyraźnie napisane, że Sauron zostaje pokonany przez Gil-galada, a potem Isildur szczątkami miecza ojca odrąbuje Sauronowi palec z Pierścieniem. To powinno być pokazane! Sauron w filmie emanuje wręcz potęgą - tę potęgę się czuje w tej postaci i tu nie chodzi o jakieś ostre, wystające elementy zbroi. A jednak zostanie zwyciężony.

Hubert Zienkiewicz: Wychodzi na to, że łatwo było go pokonać: wystarczyło mu tylko przypadkowo obciąć palce.

Anika Radzka: Tak, wyszło na to, że Isildur przypadkiem obciął Sauronowi palce.

Katarzyna Aust: Powiedzmy, że liczyliśmy, że walka z Sauronem będzie oparta na pojedynku Fingolfina z Morgothem, a została oparta na scenie: hobbit dźga nazgula nożem w plecy, to znaczy - przypadek.

Tomasz Dylewski: Ja wiem, dlaczego nie ma postaci Gil-galada: bo on po prostu jest w filmie niepotrzebny. Jest Elrond i on wystarczy.

Katarzyna Aust: Tak jak nie ma Glorfindela, zastępuje go Arwen.

Tomasz Dylewski: Postać Arweny jest istotna - wprowadza wątek miłosny.

Katarzyna Aust: Elrond także jest istotny, więc zastąpił Gil-galada. Elrond jest wodzem.

Radosław Nowaczewski: Liczyłem na to, że reżyser pokaże to, że elfy były w stanie pokonać Saurona w pewnym sensie wręcz, a ponieważ odchodzą ze Śródziemia, są za mało liczne i słabe, to dlatego trzeba postawić na ludzi. Liczyłem na to, że w prologu będzie pokazane, że era elfów się kończy, że kiedyś problemy rozwiązywano w inny sposób. Teraz trzeba posłać biednego hobbita z Pierścieniem do Mordoru, ponieważ innej drogi już nie ma.

Tomasz Dylewski: W tym filmie nie jest w ogóle pokazane, że elfy odchodzą. To jest właśnie problem Władcy Pierścieni: film jest za bardzo szybki i dynamiczny. Spotkałem się ze zdaniem takim, że osoba nie pójdzie na ten film następnym razem, ponieważ jest przydługi. Ja się nie dziwię. Na początku jest sielankowo, spokojnie, potem mamy najazd nazguli, zaczyna się rozwijać akcja, przerwa u Elronda, potem mamy Morię i już wszystko zaczyna pędzić, pędzić, pędzić. Przerwa u Galadrieli to nie jest przerwa. Sceną najważniejszą jest, jak Galadriela opiera się Pierścieniowi, ale to też wprowadza grozę. Tu jest taki problem, że reżyser mógłby trochę wziąć z Hitchcocka, jeśli chciał zrobić film grozy i akcji.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tak, wystarczyłoby wyciąć całkowicie ostatnią bitwę, zostawić nawet tych biegnących orków jako przebitkę, nie pokazywać bitwy, ta cała bijatyka jest bez sensu. Zyskalibyśmy wtedy około pięciu - dziesięciu minut. I słychać tylko dźwięk rogu, jakieś wrzaski z offu, a potem wchodzimy na polanę, leżą sobie te poszlachtowane orki i umierający Boromir - pod drzewem, nie leżący, tylko oparty plecami.

Anika Radzka: A propos dłużyzn i szybkiego tempa. Spotkałam się z taką opinią osoby młodej, wychowanej przede wszystkim na grach komputerowych: oglądając scenę, w której Drużyna płynie czółnami elfickimi, odnosi się takie wrażenie: oni płyną - orki biegną, orki biegną - oni płyną. Taka dłużyzna, że już chciałem wyjść z kina, powiedziała ta osoba.

Hubert Zienkiewicz: Ta scena wygląda tak, jakby orki biegły wzdłuż rzeki i patrzyły, kiedy Drużyna będzie lądować. Ork, który ryczy, oni tam coś słyszą, Legolas tak jakby nasłuchuje, a orki biegną sobie koło rzeki, oni lądują, zasadzka...

Tomasz Dylewski: Oczywiście, dłużyzny dłużyznami - są, oczywiście, ale one miałyby sens, jeśli akcentowałyby napięcie, które by opadało i wzrastało. W filmach Hitchocka teoretycznie są dłużyzny, ale te momenty, w którym napięcie opada, są ważniejsze niż momenty, w których napięcie rośnie.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Ciągle wracam do sceny w Morii. Zrobili w komnacie Mazarbul jatkę, dobrze, ale powinni wyjść drugimi schodami, natomiast w filmie nie ma drugiego wyjścia. Powinni zejść, tak jak jest w powieści, wyjść do drugiej hali Morii i zobaczyć tę jedną szczelinę, która oddziela ich od dalszej części - orkowie tam się kotłują i nie mogą przejść, trolle przychodzą, rzucają kładki... I dopiero wtedy pojawia się Balrog. Oni zbiegają, wszystko jest OK., przed nimi most. I nagle robi się cisza i wychodzi Balrog.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Jak słucha się muzyki filmowej, to jest ten moment ciszy.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Balrog powinien być bez tych czerwonych kolorków. Balrog najpierw jest czarny. W momencie, kiedy staje nad przepaścią, ogień przygasa - Tolkien to wyraźnie mówi, dlatego że jest to czarny ogień Udűnu, w związku z tym nie może być wybuchu płomieni, ponieważ wybuch płomieni zawsze musi wskazać na słońce, czyli na władcę płomieni Anoru, na Gandalfa. A płomienie na widok Balroga opadają, robi się ciemno.

Tomasz Dylewski: W Silmarillionie jest opisane, jak są stwarzani balrogowie. Opis jest trochę obszerny, ale generalnie są to bestie cienia, żyją w cieniach ziemi.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Bo ogień jest wewnątrz nich, one płoną jakby od wewnątrz.

Tomasz Dylewski: Lepszy efekt można by uzyskać, jakby Balrog był ciemną postacią, zapłonąłby, ale jakby od wewnątrz. W tym momencie nie robimy kontrastu do lawy, która jest czerwonożółta.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tutaj ma pan rację, scena ucieczki jest bardzo dynamiczna, ale w gruncie rzeczy jest straszliwie teatralna, jest nieumotywowana.

Hubert Zienkiewicz: Tak, scena, kiedy oni wybiegają z komnaty, a schody kończą się przepaścią: Boromir zatrzymuje się (jak w typowym amerykańskim filmie) na krawędzi, chwilę balansuje... i któryś go wciąga z powrotem.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: ...a potem skręcają na lewo i biegną dalej. To jest tak, jak w naszym Potopie: ludzie idą przez kałużę, ale kamera pokazała dalej, gdzie było sucho i widzowie zastanawiali się, po co oni szli przez środek kałuży?

Tomasz Dylewski: Ja cały czas widzę Morię pod kątem narastającego napięcia - to napięcie rośnie, mamy kolumnową komnatę, potem na schodach znowu napięcie, potem armia orków, potem Balrog - i nie ma uspokojenia.

Hubert Zienkiewicz: Scena zaczyna się tak: do studni wpada szkielet i od razu pojawiają się orki. W książce jest tak, że Pippin rzuca kamień i potem przez parę dni Drużyna idzie, słysząc tylko dalekie werble. I potem dopiero dochodzi do sali Mazarbul.

Tomasz Dylewski: To wykorzystanie bębnów na pewno bardzo dobrze wpłynęłoby na wzrost napięcia.

Radosław Nowaczewski: Napięcie można było także osiągnąć w ten sposób, że nie ma pewności, czy krasnoludy w Morii zostały wytępione. Gimli mówi: "W Morii powita nas mój kuzyn Balin i zobaczycie jak wygląda krasnoludzka gościnność"... Wchodzą, widać szkielety i wiadomo, że teraz już niespecjalnie krasnoludy szykują się na przyjęcie.

mgr Urszula Lip: Może lepiej byłoby, żeby szli do opuszczonej kopalni. Opuszczona kopalnia jest straszniejsza. W książce wiadomo, że Moria od wielu lat cieszy się złą sławą, a co najmniej od pięciu nie ma wieści od Balina i jego kompanii, którzy tam weszli, i wiadomo, że mieszka tam jakaś zła istota.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Gimli mówi, że przez pierwsze pięć lat dostawali od nich wiadomości, a potem zapadła cisza. I przybył w końcu posłaniec, ale nie z Morii, tylko z Mordoru.

mgr Agnieszka Szurek: Chciałabym się zastanowić nad przesunięciami w chronologii i geografii w filmie. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to, że w filmie oni wychodzą z Rivendell jesienią, a nie w Boże Narodzenie, jak powinni, czyli w środku zimy. Potem jest komentarz, że muszą iść czterdzieści dni do Gór Mglistych. To mnie od razu uderzyło: jakie czterdzieści dni? Ile szedł Frodo do Mordoru? Czterdzieści dni to jest nieproporcjonalnie długo. Ale to zostało tylko wprowadzone po to, żeby było przejście od jesieni do zimy.

mgr Urszula Lip: Skoro mieli tak dużo czasu, mogli iść spokojnie przez Bramę Rohanu.

mgr Agnieszka Szurek: Tak, to jest kolejna rzecz. Mój ojciec, który oglądał film, a nie czytał książki, mówi, że nie rozumie, po co się pchali na tą ośnieżoną górę? Od razu było wiadomo, że się nie przejdzie przez zaśnieżoną górę, trzeba było przejść przez przełęcz.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Ma pani rację, nie zwróciłem na to uwagi. Drużyna wyrusza na Karadhras zimą. Kiedy wchodzą do Hollinu, jest słońce i Gandalf wtedy mówi: Za nami zima ścisnęła świat, a my jesteśmy daleko poniżej Shire. Kiedy ruszają na Karadhras, dopiero po przejściu iluś tam metrów zaczyna padać śnieg. Nie ruszają jak idioci w góry po śniegu, nie pchają się tam, bo to rzeczywiście jest samobójstwo. Oni się boją śniegu, ale śnieg jeszcze nie pada. No tak, ale gdzie byłaby ta wspaniała scena z Pierścieniem na śniegu?

Katarzyna Aust: Malutka wersja tej samej sceny, przy samym końcu: Aragorn przebiega przez strumyczek, który w tym miejscu tworzy rozlewisko, dość szerokie i głębokie. Trzy metry dalej strumyczek się zwęża i ma metr szerokości. Rozumiem, że Aragorn lubi mieć mokre buty.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: W dodatku nieszczęście polega na tym, skoro mówimy o geografii: od bram Morii w drugą stronę także prowadzi droga, która kończy się z jednej strony w Lórien, a z drugiej zakręca i wzdłuż Nimrodel biegnie przez pola Gladden aż do Fangornu i dalej, obok Sarn Gebir itd. Innymi słowy oni idą drogą, nie dziką trasą, idą normalną krasnoludzką drogą. A potem rzeczywiście najpierw przechodzą przez Nimrodel, ale później trafiają na drugą odnogę, przez którą muszą przejść po linie.

Hubert Zienkiewicz: Jeśli chodzi o nienaturalne zachowanie postaci, to szarża orków na Aragorna na Parth Gallen to ma niewiele wspólnego z bezmyślnym atakiem -podbiegają do niego po dwóch albo pojedynczo, tak żeby się nie zmęczył, żeby mógł ich zdejmować po kolei. Potem część przebiega bokiem. To nie ma sensu - jeżeli już dopadli jednego, to powinni go zabić, jest ich więcej.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Ma pan rację. Znowu kłaniają się filmy Kurosawy. Na jakimś filmie, nie pamiętam jakim, jest scena, w której Toshiro Mifune gra samuraja, który też musi "załatwić" taką grupkę ludzi. Wychodzi naprzeciw, oni się rozbiegają, otaczają go, Mifune się rozgląda, rusza do przodu i (to jest jedno ujęcie!) widać, jak pochyla się, wydobywa miecz - i w ciągu dwunastu sekund ich nie ma, bo taki czas jest potrzebny samurajowi do zabicia około dwudziestu osób. Zadaje ciosy nie patrząc, bo każdy cios zabija, i rzuca się na następnych. I tamci wpadają w panikę, zaczynają uciekać - normalna, zdrowa reakcja. A tutaj tego nie ma. Orkowie zwyciężyliby Aragorna masą.

Hubert Zienkiewicz: Tak, a potem ork, główny dowódca, wyjmuje łuk, zabija Boromira, idzie na Aragorna z mieczem - i już ten ork nie wpadł na pomysł, żeby zastrzelić pierwszą osobę, którą spotkał.

Radosław Nowaczewski: Widziałem tę scenę w jakimś reportażu z planu filmowego: kiedy orkowie szli czwórkami, byłem pewien, że w tej scenie ginie Boromir.

Anika Radzka: Wracając do głupoty złych postaci. To jest bardzo częsty hollywoodzki chwyt, że negatywne postaci są takie głupie, że i tak przegrają. W tym momencie biedny Gandalf, który musiał się bardzo starać, żeby przechytrzyć przeciwników, traci bardzo wiele, przede wszystkim swoją mądrość. On wcale nie musi być mądry, bo jego wrogowie są tacy głupi, że i tak się dadzą zabić.

Katarzyna Aust: Gandalf jest podwójnie głupi, bo już Balroga sobie odpuścił, a Balrog go wciąga.

Hubert Zienkiewicz: A propos głupoty. Postać Legolasa - elf wbiega z łukiem w sam środek bijatyki. Jaki łucznik będzie wbiegał w sam środek bijatyki, gdzie wszyscy machają mieczami?

Katarzyna Aust: To jest poważny błąd, mówiłam to na poprzednim spotkaniu. Kwestia techniki: z łuku nie da się strzelić z bezpośredniej odległości - łuk musi mieć miejsce, aby refleksy mogły pracować. Inaczej strzała w ogóle nie wejdzie w cel.

Tomasz Dylewski: Elfy są bardzo mądre, bardzo szybkie, ale właśnie ta scena z łukiem: Legolas nakłada jedną strzałę, a z łuku już mu wypadają dwie. On jest bardzo szybki - szybszy niż oko! Specjalnie się przyglądałem - przy uważnym oglądaniu widać, jak Legolas nakłada strzałę, ale nie widać drugiego nałożenia, choć następna strzała wylatuje.

Anika Radzka: A propos braku realizmu: ktoś zwrócił uwagę na liście dyskusyjnej, że Legolas ma kołczan ciągle pełen strzał. A przecież po drodze ich nie strugał ani nie ma zapasowych.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tolkien podkreśla, że Legolas zbierał strzały, kiedy mu zabrakło ich w kołczanie.

Tomasz Dylewski: Spotkałem się z takim zdaniem osoby, która nie interesuje się fantasy: Gimli został odebrany jako Indianin - on rzuca toporkami! W sali Mazarbul rzuca toporkiem. Jedyny moment, w którym używa topora bojowego, to wtedy, gdy chce rozwalić Pierścień.

Hubert Zienkiewicz: Kiedy walczy w Morii, najpierw są dwa machnięcia ręką, jakby rzucał sztyletami, potem znika z kadru - i nie widać, że walczy, jak prawdziwy, dobry krasnolud.

Tomasz Dylewski: Kogoś wyższego, np. Uruk-hai, Gimli przeciąłby toporem na pół.

Radosław Nowaczewski: Jeśli patrzymy na film pod tym kątem, to scena na Amon Sűl też jest niewiarygodna. Nazgule są tak powolne, jakby od dawna były na emeryturze.

Tomasz Dylewski: I tak są ukazane upiory w wymiarze Pierścienia: oni naprawdę są staruszkami.

mgr Urszula Lip: Tak, a poza tym niedowidzą. Bo dlaczego, kiedy Frodo leży pod kolumną na Amon Sűl, upiór wbija mu miecz nie w serce, a w ramię? W książce mamy wytłumaczenie: Frodo nie dostał nożem morgula w serce, ponieważ się do ostatka opierał. Machnął mieczem, odciął kawał płaszcza Wodzowi Nazgulów i krzyknął: "O, Elbereth, o Githoniel" - i to dopiero odstraszyło upiora.

Radosław Nowaczewski: W filmie nie padło imię Elbereth?

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Nie. Nie było przecież w ogóle pieśni o Elbereth, którą elfowie śpiewają w Rivendell.

Kinga Kwaterska: Chciałabym wrócić do scen walk. Z punktu widzenia kogoś, kto się zupełnie na walkach nie zna, to - nie da się ukryć - główną postacią, która tak naprawdę coś robi, jest Legolas. On wszystkich ratuje, to po pierwsze. Po drugie, Gimliego z toporkiem praktycznie nie widać, Aragorna tylko wtedy, kiedy rozgania nazgule i ratuje hobbitów, a potem odchodzi w cień. W czasie walk naprawdę widać tylko jednego Legolasa. To pewna dysproporcja.

Hubert Zienkiewicz: Problem z nazgulami na Amon Sűl jest taki, że one oprócz wzroku nie mają także słuchu, ponieważ Aragorn staje za nimi, zaczyna ich walić mieczem, a oni nie reagują.

Radosław Nowaczewski: Tata mojego kolegi podzielił się ze mną refleksjami z filmu. Zapytał: dlaczego właściwie oni tak bardzo się tych upiorów bali, mogli przecież wziąć w Bree kilku chłopów z cepami...

mgr Urszula Lip: One na początku były przerażające: przeraźliwy głos, nie widać twarzy, dekapitacja jednego z wieśniaków...

Radosław Nowaczewski: Ale jeśli jeden człowiek jest w stanie ich pokonać, to dlaczego tym bardziej nie kilku?

mgr Urszula Lip: Właśnie, od momentu napaści na Froda na Amon Sűl nazgule przestają przerażać. Pojawiają się dopiero w pościgu przy brodzie...

Hubert Zienkiewicz: Potem ścigają Arwenę, pomimo tego, że ją mają na odległość miecza...

Tomasz Dylewski: W scenie, w której nazgul ściga hobbitów do promu, jest pewna groza. A jaka jest groza w Bree? Biednego odźwiernego przycisnęli drzwiami i to wszystko.

Anika Radzka: Spotkałam się z taką opinią: nazgule to straszne "pierdoły" - poduszki pocięły... Czego tu się bać?

mgr Urszula Lip: Tak, ta scena została "skopana". Zachowanie nazguli świadczy, że były one ślepe i głuche. W książce ta scena ma uzasadnienie: Tolkien wyraźnie pisze, że nazgule nie zaatakują ludnej, jasno oświetlonej gospody, bo najsilniejsi są na pustkowiu i w ciemności. I w książce nazgule posłużyli się ludźmi.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Oczywiście, i dlatego pojawił się Bill Ferny i jakiś podejrzany południowiec...

Tomasz Dylewski: Nie pamiętam, ale czy przypadkiem to Sauron nie pozwolił nazgulom za bardzo się ujawniać? Może dlatego nie zaatakowali gospody, bo za wcześnie nie pozwolono im ujawnić całej swojej potęgi?

prof. dr hab. J.Z. Lichański: W wersji uzupełniającej, w którymś z późniejszych tomów, jest taka rozmowa, którą przeprowadza Wódz Nazguli z Sauronem.

Hubert Zienkiewicz: Z nazgulem jest jeszcze problem: kiedy hobbici chowają się pod drzewem, zaczyna węszyć, patrzy nad nimi - w tym momencie wylatuje plecak, prosto spod tego pnia, na którym on stoi. Ten nazgul musi być ślepy, żeby nie zobaczyć, że pół metra od niego leci plecak...

Tomasz Dylewski: I tu jest jeszcze jeden problem: nie widać, kiedy hobbici się boją. Każdy, kto się boi, to się poci. Upiór powinien ich wyniuchać z odległości co najmniej stu metrów.

Anika Radzka: Tym bardziej że oni przed chwilą także bardzo się bali, kiedy spadali ze skarpy.

Tomasz Dylewski: Jeśli więc te upiory mają tylko i wyłącznie węch, to i tak go nie wykorzystują.

mgr Agnieszka Szurek: Mnie jeszcze zastanowiło w scenie na Amon Sűl, że właściwie nie ma tam napięcia, a dokładnie: nie ma pokazania pokusy założenia przez Froda Pierścienia. W tym momencie scena wgląda tak: Aragorna nie ma, gdzieś sobie poszedł, hobbici są już roztrąceni na boki, upiór, który zamierza się mieczem na Froda... Co mu pozostaje, oprócz włożenia Pierścienia? Właściwie było to jedyne rozsądne wyjście. Natomiast w książce jest pokazany ten moment wahania. Może gdyby Frodo nie włożyłby Pierścienia, to cała przygoda mogła się jeszcze dobrze skończyć? Jeszcze była szansa.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: A w dodatku w książce atakuje tylko Wódz Nazgulów - reszta stoi, jak gdyby blokując wyjście. I też jest taki makabryczny opis: oni wyglądali jak pięć dziur wybitych w czerni. Czerń w czerni. I tylko ten blady król, jak później woła Frodo, rusza na niego. Ale rusza w momencie, kiedy Frodo zakłada Pierścień.

Kinga Kwaterska: Tak, to jest bardzo dobra uwaga z tym Pierścieniem. Mnie rzuciło się w oczy, że w filmie Frodo zakłada Pierścień ciągle.

mgr Urszula Lip: W filmie, jak już mówiliśmy, Pierścień jest o wiele bardziej kuszący i złowrogi, więc o wiele trudniej oprzeć się pokusie.

Kinga Kwaterska: Tak, ale w takim razie nie jest wyjaśnione dostatecznie, dlaczego uczestnicy Narady u Elronda pozwolili Frodowi nieść Pierścień. W książce sprawa jest jasna: Frodo w wielu sytuacjach umie się oprzeć działaniu Pierścienia. A w filmie przy każdym zagrożeniu zakłada Pierścień...

Tomasz Dylewski: Tak, pierwsza scena z założeniem Pierścienia zrobiona specjalnie po to, by pokazać, że Pierścień kusi: Frodo pierwszy raz zakłada Pierścień dopiero w Bree - a właściwie nie zakłada, ale Pierścień spada z góry prosto mu na palec.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Skoro rezygnujemy z pieśni o krowie, która przeskoczyła księżyc, to nie można było zbudować całej tej sceny - więc można to uzasadnić.

Tomasz Dylewski: A jedynym efektem, że hobbici sobie popili, jest to, że Pippin powiedział: Frodo Baggins? Tu siedzi, to mój przyjaciel, Frodo Baggins. Przyszedł chłopek-roztropek, który piwa nigdy w życiu nie pił, golnął sobie jednego i zaczął folgować językowi. Rozumiem, że hobbit ma mniejszą masę ciała, ale kto widział hobbita z małą masą ciała?

Radosław Nowaczewski: Hobbici pili piwo do wszystkiego w ilościach hurtowych.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Z tego nam wychodzi, że jeśli chodzi o problemy wymowy filozoficznej filmu, poza tymi, które wskazaliśmy na początku, wiele więcej nie dorzucimy. Z tym że chyba kwestia wierności i przyjaźni rzeczywiście zostaje podkreślona, nawet w sposób nieco nachalny - szczególnie na końcu. Jeszcze raz przyjrzałem się końcowej scenie z Frodem i Samem: jest bezsensowna, nie rozumiem jej. W książce rozumiem tę scenę: Sam odbija się, skacze do łodzi, żeby ją złapać, nie trafia, zapada się i w tym momencie Frodo łapie go za włosy i wyciąga - "Właź do łodzi, chłopcze - powiedział Frodo. - Chwyć się mojej ręki". Ratunku, panie Frodo! - jęknął Sam. - Utopiłem się. Nie widzę pańskiej ręki" I to jest cudowne, dlatego że Frodo ma w tym momencie wciąż na palcu Pierścień. Przecież, kiedy odpływa, jest niewidoczny. Nie ma żadnej głupiej dyskusji między nimi.

Tomasz Dylewski: Rozumiem, że pewne tricki są w Hollywood ulubione i wykorzystywane, ale ta ręka kłębiąca się w toni? Między niebem a piekłem, Fortepian - wszędzie ta ręka w toni...

Hubert Zienkiewicz: Poza tym Sam tak głęboko tonie, że Frodo musiałby mieć naprawdę bardzo długie ręce.

Anika Radzka: To ja dorzucę jeszcze jeden głupi symbol. W momencie, kiedy Aragorn mówi: Drużyna będzie istniała, dopóki będziemy wierni; pójdziemy uratować Merry'ego i Pippina - kładą ręce na ręce - to jest typowe dla amerykańskiego filmu!

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Dlaczego zabrakło sceny, która niewiele by kosztowała czasowo, kiedy pozostali członkowie Drużyny odpływają z łodzią pogrzebową Boromira? Mogą nie śpiewać, odczepiają łódź - i ona płynie ku Wodogrzmotom Rauros. Natomiast w filmie to tak wygląda, jakby po prostu, tak sobie, tę łódź puścili.

Artur Żukowski: Może powrócą do tej sceny w trzeciej części, kiedy do Denethora dotrze pęknięty na dwoje róg Boromira. I wtedy może będzie scena z Boromirem w łódce.

Hubert Zienkiewicz: Ten wodospad jest tak wielki, że łódź nie mogłaby przepłynąć.

Artur Żukowski: W książce też wodospad jest wielki, a łódź przepływa przez niego cudownym sposobem.

Radosław Nowaczewski: A propos pieśni żałobnej. W filmie nie słyszałem żadnej. Ale na płycie z muzyką do Władcy Pierścieni jest pieśń żałobna. To siedemnasty utwór na płycie.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Nie, to nie jest żałobny utwór, to "The Braking of the Fellowship". Śpiewa go chłopiec: "W welonie słońca, w gorzkim deszczu... Kiedykolwiek mnie zawołasz, będę tam, przyjdę tam". To piękny motyw, piękna melodia i to wcale nie jest pieśń żałobna.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Zauważcie, że można by to było podkreślić pewnymi metaforami, obrazami... Momentami brakuje pewnych wyjaśnień, takich mocniej powiedzianych. Czasami nie wiadomo kto mówi, po co to mówi... Te ruiny zamków po opuszczeniu Rivendell, po co one się pojawiły? Tam jest pusty kraj. Ruiny zamków przydałyby się wcześniej, przed Amon Sűl. Potem ten most, który leży zwalony koło Morii, i zamiast powiedzieć, że są to resztki drogi z Hollinu, właściwie z Eregionu, Gimli powinien to wyjaśnić. Po co to? Tam nie było żadnego mostu, to była droga, którą szli, bity trakt. Później ten trakt zalała sadzawka i musieli pójść bokiem i to też ma pewnej znaczenie, z której strony szli: od prawej czy od lewej. Mnie się wydawało zawsze, że oni przechodząc od Hollinu, przechodząc Sirannon, idą do góry, i nie lewej, ale z prawej. Ale nie pamiętam dokładnie.

Tomasz Dylewski: Przypomniała mi się jeszcze jedna kwestia, którą usłyszałem. Tak naprawdę czym różnią się elfy od ludzi? Uszami, fryzurą i językiem. Ktoś, kto nie czyta fantasy, ten nie wie, czym jest elf. Elfy? Przecież w filmie to są ludzie!

Kinga Kwaterska: Mało tego, ja nie odczułam, że Rivendell to miejsce, gdzie mieszkają tylko elfy.

Hubert Zienkiewicz: W czasie Ostatniego Przymierza na polu walki oprócz Elendila i Isildura nie ma innych ludzi, są same elfy. Tylko elfy walcząc z orkami.

Katarzyna Aust: Nie, tam jest też armia ludzi.

mgr Urszula Lip: Ja miałam wrażenie, że uzbrojenie ludzi i elfów było identyczne.

Katarzyna Aust: Nie, różni się. Hełmy Numenorejczyków są oryginalnymi hełmami Brytów, a te ze skrzydłami, trochę w greckim stylu, noszą elfy - i po tym można ich poznać.

Tomasz Dylewski: Elfy mają półpancerze bardzo zbliżone do hoplickich pancerzy - z nagolennikami. A kiedy machają mieczami, to bardzo pięknie wygląda, jakby to było wyszkolone wojsko - a więc nawiązanie do greckiej falangi. Jak już mówimy o elfach, to przypomniała mi się jeszcze jedna kwestia: kto to jest Galadriela? Dlaczego ona jest taka ważna i taka mocarna? Zauważyłam, że ma pierścień na palcu - dla mnie było to wiadome, że to jeden z trzech pierścieni elfów. Ale przecież dla kogoś, kto nie czytał książki i nie zwraca uwagi na takie drobne szczegóły, Galadriela jest następnym przystankiem.

Anika Radzka: To potwierdza idealnie tezę Gimliego, że tu mieszka wredna elfia wiedźma.

Radosław Nowaczewski: Tata naszego kolegi wyraźnie podkreślił, że się dziwi, czemu ta kobieta nie wzięła Pierścienia? Zrobiłaby porządek.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Czyli działanie Pierścienia nie jest wyjaśnione dostatecznie. Mnie zaniepokoiło coś innego, już przy pierwszym oglądaniu filmu, a przy drugim jeszcze bardziej. Scena, w której Gandalf udaje się do Sarumana. Gandalf już na początku, kiedy idą przez ogród, jest wystraszony - to dla mnie nie jest w tym momencie Gandalf. Dlaczego Gandalf, który ma wielką wiedzę i na tyle wielką siłę w sobie, że nawet jeśli dzieje się coś strasznego, potrafi się opanować i być wielkim Gandalfem, dlaczego on jest wystraszony i taki służalczy?!

mgr Urszula Lip: O tym również była mowa wcześniej. Gandalf musi być słaby, żeby tym bardziej jego chwała rozbłysła, kiedy wróci.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Sceny w Isengardzie, o tym też już mówiliśmy, są źle zrobione. Dopiero później, kiedy Isengard zostaje przerobiony na fabrykę, może być. Ale początkowa scena w Isengardzie jest bez sensu.

mgr Urszula Lip: Ciekawa jestem, jak w takim razie w filmie wytłumaczą zdradę Sarumana wobec Rohanu. Przecież przeistoczenie Isengardu w fabrykę orków trwało bardzo krótko. Intrygi Sarumana nie trwały tak krótko, on "podgryzał" i "podgryzał" Théodena poprzez Grimę przez wiele lat.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Właśnie, w filmie brakuje postaci Grimy. Może wystąpi w drugiej części.

Katarzyna Aust: Jeśli nie było zaplanowanej zdrady Sarumana, to nie ma miejsca na Grimę.

W tym miejscu nastąpiła krótka i bardzo gwałtowana dyskusja na temat przyszłych poczynań Sarumana, jego zdrady i zachowania Grimy.

mgr Urszula Lip: Jeśli nie będzie długofalowej zdrady Sarumana, odpada, albo znaczenie się zmniejsza, także motywacja entów. Przecież jeśli Saruman tak krótko "męczył" las i drzewa, to enty nie zdążą zapałać gniewem. Przecież one nie są pochopne. Gniew u entów kumulował się przez długie lata i dopiero wieści przyniesione przez Merry'ego i Pippina, spowodowały tę lawinę, o której mówi Gandalf.

Radosław Nowaczewski: Wtrącę parę słów na obronę filmu: oni przez te sceny w Isengardzie chcieli podkreślić zdradę Sarumana oraz różnice w wyglądzie Isengardu - jak Gandalf przyjeżdża, jest ładnie i zielono. Inaczej zachowanie Sarumana mogłoby nie zostać dobrze zrozumiane. Nie wiadomo, po co Gandalf do niego przyjeżdża...

mgr Urszula Lip: A więc prawdopodobnie entowie zostaną przedstawieni jako ci, którzy po prostu pomagają przyjaciołom w potrzebie, jako kolejni sprzymierzeńcy w walce z Sauronem.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Popełniono prosty błąd - w Isengardzie nie ma nawet kawałka bramy - jest po prostu przejazd. Co to za warownia? Przecież kiedy Gandalf przyjeżdża, brama się otwiera, wchodzi, brama się zamyka, przechodzi korytarzem, który zapewne skręca, wychodzi i wtedy dopiero się dziwi, że wszystko jest inaczej.

Radosław Nowaczewski: Isengard jest okręgiem. W filmie krąg jest pokazany na zasadzie wału kolejowego - i to było zresztą tak kręcone, tam był przejazd kolejowy. Isengard nie był wałem ziemnym - to była skała.

Tomasz Dylewski: Ja mam obawy co do drugiej i trzeciej części, że będą się one głównie, jeśli chodzi o widowisko, opierać na bitwach i rzezi, reszta będzie tylko dodatkiem. Co gorsza, entowie zostaną pokazani w sposób szalenie skrótowy - przecież te wszystkie rozmowy Merry'ego i Pippina z Drzewcem nie nadają się do filmu. Będzie więc tylko pokazane, jak idą wielkie drzewa.

Anika Radzka: Ciekawe, czy enty będą zrobione na wzór mówiących drzew z Niekończącej się opowieści.

mgr Urszula Lip: W internecie krąży informacja, że enty mają być zrobione całkowicie komputerowo.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Niestety, z tego wniosek, że filozofia w filmie jest dość nędznawa, przynajmniej na razie.

Radosław Nowaczewski: Nie na darmo Peter Jackson jest właścicielem firmy producenckiej, która zajmuje się efektami specjalnymi polegającymi na przemarszu armii.

mgr Agnieszka Szurek: Chciałabym powiedzieć o zaletach filmu, też z punktu widzenia hipotetycznego widza, który nie zna książki. Wydaje mi się, że trzeba docenić, że film jest zrobiony na poważnie: elfy, hobbici... Mam nadzieję, że nikt z nas takich spojrzeń nie miał, ale znam osoby, który po przeczytaniu książki twierdziły, że hobbici to zwierzątka, mieszkają w norach. Osoba bardzo inteligentna, która przeczytała Władcę Pierścieni, mówi tak: Wiem, niby oni przypominali ludzi, ale skojarzenia mam ze zwierzątkami; skojarzenia, nad którymi nie panuję. Dopiero po obejrzeniu filmu była w stanie sobie uświadomić, że to byli ludzie.

mgr Agnieszka Kruszyńska:Podobnie było kiedyś u mnie w klasie. Trzecia czy czwarta lekcja: jak w końcu ten hobbit wygląda? Jak uczniowie zaczęli rysować, wyszły im jakieś potworki. Widzę, że wyobraźnia młodych ludzi jest przesiąknięta tak bardzo tym, co oni oglądają, że nie potrafią stworzyć nic własnego. To jest straszne.

Anika Radzka: Dlatego sądzę, że jak ktoś przeczyta książkę po filmie, nie będzie sobie tego sam w stanie wyobrazić.

mgr Agnieszka Kruszyńska: To już jest sprawa każdej adaptacji książki.

Radosław Nowaczewski: Tak było ze mną. Kiedy byłem mały, obejrzałem Gwiezdne wojny ep. IV, V i VI, potem dopiero przeczytałem książkę. Nie byłem sobie w stanie wyobrazić Vadera inaczej niż pokazał to Lucas.

Tomasz Dylewski: Tutaj jest problem tzw. multimedialnego odbioru. Odbioru obrazu.

Kinga Kwaterska: Ja też chciałam coś powiedzieć na obronę filmu i to jeszcze w tym momencie, kiedy mówiliśmy o Gandalfie. Chodzi mi o to, że moim zdaniem na plus tego filmu trzeba mimo wszystko zapisać postać Gandalfa. Po pierwsze, była dobrze zagrana. Po drugie, ludzie widzą ważność tej postaci, co się objawia tym, że nikt spośród tych osób, które oglądały film, a nie czytały książki, nie uwierzył, że on umarł. I wszyscy twierdzą, że Gandalf musi wrócić, ponieważ ma do odegrania jakieś ważne zadanie. I to w filmie udało się pokazać.

Tomasz Dylewski: A ja uważam, że to nie jest dobre. Kiedy miałem dziesięć lat i pierwszy raz czytałem Hobbita, a potem Wyprawę, dla mnie duże wrażenie zrobiło to, że Gandalf umarł. Jak pojawił się w następnej części, to był ten element zaskoczenia.

Kinga Kwaterska: A dla mnie było oczywiste, że wróci.

Artur Żukowski: Wiadomo, że Gandalf żyje. Frodo słyszy jego głos po sprzeczce z Boromirem. Skąd? Jest napisane, że jest to głos Gandalfa.

W tym miejscu nastąpiła burzliwa dyskusja na temat wizji Froda siedzącego na Amon Hen, oraz na temat tego, kto do niego przemawiał.

mgr Urszula Lip: Ta kwestia została wyjaśniona w drugiej części, kiedy Gandalf ujawnia się Aragornowi, Legolasowi i Gimliemu i mówi, że Frodowi groziło wielkie niebezpieczeństwo: "Omal nie został ujawniony oczom nieprzyjaciela, ocalał jednak. Trochę się do tego przyczyniłem, bo znajdowałem się podówczas na wysokiej górze i zmagałem się z Czarną Wieżą. Cień odstąpił. Ale czułem się po tej walce straszliwie zmęczony".

Anika Radzka: Jest pewien problem z tą sceną w filmie, kiedy wydaje się, że Frodo coś słyszy. W filmach jest to bardzo częste, że w chwili rozterki bohater przypomina sobie jakieś bardzo mądre słowa swego mistrza albo widzi jego twarz - w tym miejscu odbiór zostaje zamącony przez chwyt filmowy. My w książce nie odbierzemy tego jako rzeczywisty głos Gandalfa, tylko jako retrospekcję.

mgr Urszula Lip: Na obronę filmu powiem, że podobało mi się scena w Morii, kiedy Gandalf zastanawia się nad wyborem drogi. Jest chwila odpoczynku, wędrowcy siadają dookoła, a Frodo widzi nagle Golluma. Mówi do Gandalfa: Szkoda, że Bilbo nie zadźgał tej poczwary, kiedy miał okazję, a wtedy Gandalf odpowiada: To litość wstrzymała jego rękę. Litość i miłosierdzie. Wydaje mi się, że jest to bardzo ważna scena, bo pokazuje konsekwencję wyborów. To dla widza stanie się jasne dopiero na końcu, kiedy właściwie to Gollum, a nie Frodo, zniszczy Pierścień.

mgr Agnieszka Kruszyńska: W tej scenie widać naturę Gandalfa, który mówi od niechcenia: Tak, to Gollum, idzie za nami. To jest prawdziwy Gandalf, który wie, ale nie musi mówić.

Anika Radzka: Ponadto podobała mi się scena, w której Gandalf próbuje otworzyć drzwi do Morii. Zrobił natchnioną minę, puknął laską - a tu nic. Wyraz jego twarzy był bardzo zabawny.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Mamy problem, że film w wymowę powieści niewiele wnosi. Czy mógłby wnieść? Nie wiadomo, chyba nie mógł, może gdyby był inny reżyser... To takie "gdybanie". Inna technika. Ja osobiście jestem miłośnikiem Kurosawy, ale w pewnym sensie Ran mnie znudził. Z przyjemnością ten film oglądałem, bo wreszcie mogłem coś zrozumieć z tekstu, przedtem nic nie rozumiałem. Ale czy to byłaby konwencja do kupienia? Boję się, że nie. Narzekamy na film Władca Pierścieni, ale dlaczego - przepraszam, to nie jest skojarzenie z niczym - Czterej pancerni i pies zdobyli takie powodzenie? Tam był też szybki montaż i szybka akcja. Jakikolwiek wcześniejszy film polski jest nudny, jest nie do opowiedzenia, ma zły montaż i potwornie długo się ciągnie. Co jest podstawową wadą Wiedźmina? Upiorny montaż.

Anika Radzka: Tu się wtrącę: spotkałam się z opinią, że osoba która stała przy kamerze przy realizacji Wiedźmina, genialnie sfilmowała sceny z potworami, ponieważ starała się pokazywać jak najbardziej Wiedźmina, a jak najmniej potwory, żeby nie widać było, że w rzeczywistości są obrzydliwe i gumowe.

Natalia Tokarska: Chciałabym się jeszcze wypowiedzieć na temat filmu. Jestem najmłodsza z całej grupy, mam 16 lat i jestem wychowana na grach komputerowych. Chciałam powiedzieć, że jeśli jadę do kina, jest to dla mnie ciężki wysiłek fizyczny, żeby wszystkie napisy przeczytać w odpowiednim tempie, żeby przemyśleć to, co ci ludzie mówią... Takie szybkie odbieranie obrazów jest dla mnie dosyć ciężkie. My jesteśmy do tego przyzwyczajeni - ja to mówię z całą odpowiedzialnością za moje pokolenie. Na popularność Władcy Pierścieni wśród moich rówieśników składa się jeden czynnik, który działa w dwie strony: pieniądze, które wniosły dużo do obrazu, który dały dużą scenografię, ale jednocześnie wymagały, żeby ten film się zwrócił, żeby poszli na niego ludzie, którzy są przyzwyczajeni do Harry'ego Pottera, do Gladiatora..

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Ta uwaga niczego nie zmieniła, to jest dokładnie ta sama sytuacja, o której mówiliśmy - możemy wybrzydzać, możemy narzekać, ale film jest potwornie długi, z pewnego punktu widzenia. Przedłużenie o każde pięć minut byłoby już bardzo męczące. Wprowadzenie wszystkich zmian, o których mówiliśmy, mogłoby spowodować kłopoty, m.in. narracyjne - bo kto będzie prowadził tę narrację itd. To wszystko rzeczy dość skomplikowane. Oczywiście elementy marketingowe ogrywają jakąś rolę, ale to zostawmy, bo to nie jest w tej chwili istotne, aczkolwiek obawiam się, że to my możemy tak nie myśleć, natomiast twórcy filmu muszą myśleć. Nie rozumiem tego, ale tam się liczy, czy film zdobędzie jakiś współczynnik w ciągu pierwszego tygodnia czy pierwszych dwóch tygodni... Jeśli go nie zdobędzie - przegrywa. Nie łudźmy się, Kurosawa zdobył sukces m.in. dlatego, że po raz pierwszy zobaczyliśmy coś nowego na ekranie i to też było w pewnym sensie tempo, zaskakiwał walkami itd. Ten typ filmowania przeniesiono później do filmu hollywoodzkiego i europejskiego.

Tomasz Dylewski: Ale kwestia różnicy między filmami z końca XX wieku i początku nowego wieku, a filmami z połowy XX wieku - to presja pieniądza. W latach 50-tych i 60-tych filmy robił reżyser ze scenarzystą, a teraz robi go producent i dopiero daleko w tyle jest reżyser i scenarzysta.

Anika Radzka: Tak, przypomnijmy sobie, że właśnie producenci kazali wyciąć z Władcy Pierścieni jakieś sceny, bo to były dłużyzny. Powiem jedną rzecz: puszczono nam ten sam zestaw reklam przed Władcą Pierścieni, kiedy oglądaliśmy go po raz drugi, i na mnie zrobiła piorunujące wrażenie reklama filmu Gusta i guściki. Wszystkie inne reklamy były zrealizowane w bardzo szybkim tempie, błyskawiczny montaż, nagle: zupełny spokój. Siedzi trzech mężczyzn i to bynajmniej nie urodziwych, między trzydziestką a pięćdziesiątką - siedzi i patrzy w dal. To trwało chyba ponad minutę. Stwierdziłam, że trzeba na ten film iść i odpocząć od tego pędu. Przez krótką chwilę można było dostrzec, z czego się składa nasza kultura i odrębność.

Natalia Tokarska:Dzień po dniu byłam na Amelii i Harry'm Potterze. Po tym ostatnim filmie wyszłam z zawrotem głowy. Czytałam książkę, a film jest jej dokładnym odzwierciedleniem i wiedziałam, co się zaraz stanie. Ale moja koleżanka, która nie czytała książki, powiedziała: Wiesz, ja połowy tego filmu nie rozumiem. Tempo było za szybkie i żeby cokolwiek zrozumieć, należy przeczytać tekst. P była Amelia i to całe wysmakowanie obrazów... Porównanie tych dwóch filmów zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie.

mgr Urszula Lip: W Amelii chwilami też jest szybki montaż, ale to jest uzasadnione. Tam nie ma scen bez znaczenia.

Anika Radzka: Tak, ale co innego, jeśli wiemy, że idziemy na film pt. Indiana Jones po to, aby przeżyć emocje, a co innego kiedy idziemy na piękną opowieść, która się powoli rozwija. Pierwszą sceną z Władcy Pierścieni, jaką zobaczyłam w telewizji, to ta, w k której nazgul wypada z lasu na biedne hobbity, Sam ma w nosie, co robi Frodo i pierwszy biegnie, Frodo ostatni rzuca się do promu. To jest dla mnie jedna z bardziej znienawidzonych scen w tym filmie.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Uważam, że ta scena jest bardzo dobra.

Anika Radzka: Mnie się nie podobała. Oczekiwałam zupełnie innego nastroju.

mgr Urszula Lip: Właśnie, zależy na co się pójdzie i z jakim nastawieniem. Mumię II objechano w recenzjach straszliwie, a ja ten film obejrzałam z przyjemnością. Nie oczekiwałam żadnych innych wrażeń prócz emocji.

Anika Radzka: Tak, bo idziemy na takie filmy po to, żeby się rozerwać, pośmiać, mamy szybką akcję - nieważne, co mówią, nie musimy się zastanawiać. Ale w momencie, kiedy musimy się zastanowić, reżyser ani producent nie ma prawa wprowadzać takiego tempa, że my nie mamy czasu, aby się zastanowić, np. dlaczego Galadriela zrobiła to albo tamto.

Radosław Nowaczewski: Jest taka grupa ludzi, którzy na Władcę Pierścieni poszli właśnie dlatego, żeby zobaczyć film, w którym coś będzie się działo.

mgr Urszula Lip: Podam przykład Gladiatora. Abstrahując już od oceny, czy jest to film dobry, czy nie (ja nim się bynajmniej nie zachwycam), to był tam bardzo dobry montaż: przygotowania do bitwy, potem bardzo szybka walka, potem chwila wytchnienia, bardzo długa, potem znowu szybko. To jest bardzo dobry sposób na zainteresowanie widza filmem. Mimo że to była to jedyna zaleta tego filmu, widz przez te trzy godziny się nie nudzi - było się nad czymś zastanowić.

Anika Radzka: A propos Amelii, mój brat zwrócił szczególną uwagę na scenę, w której Amelia całuje ukochanego - najpierw w brew, potem w szyję, a potem w kącik ust. To pewien rytuał. To nie był amerykański pocałunek i amerykańska wizja zakochania.

W tym miejscu nastąpiła dyskusja na temat filmu Amelia.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Mówiąc o Amelii sami państwo poruszyliście kilka spraw, których zabrakło w filmie Jacksona. Reżyser zaufał bardziej technice filmowej jako filmowej - być może rolę tutaj odegrała kwestia pieniędzy, które poszły na ten film. I być może reżyser nie mógł do końca popisać się inwencją, być może paraliżował go scenariusz. To są rzeczy nieporównywalne. Natomiast obiektywnie musimy przyznać jedno: niezależnie od wszelkich dąsów, zgadzamy się, że Władca Pierścieni jako film jest to duża rzecz.

mgr Urszula Lip: Tak, przede wszystkim niesie za sobą pewne przesłanie i ideę: przyjaźń, poświęcenie - to są rzeczy niebagatelne.

Anika Radzka: Szczególnie dobrze to widać wtedy, gdy na Naradzie u Elronda wszyscy się kłócą, Frodo podchodzi i mówi: To ja wezmę Pierścień.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tak, ponieważ należy zadać sobie pytanie: jak inaczej pokazać w filmie Naradę u Elronda? To było trudne i chyba realizatorzy wybrnęli z tego nie najgorszej. Powtórzyć całej narady w filmie nie mogli, poza tym byłoby to nudne. Decyzja Froda jest dobrze motywowana. Nie ma tu sztuczności.

Natalia Tokarska: Te film na jeszcze jedną zaletę - została postawiona bardzo wysoko poprzeczka. Film musi spełniać mnóstwo warunków, a przede wszystkim musi podobać się krytykom. Poza tym musi podobać się fanom Tolkiena, którzy są fanatyczni, którzy czepiają się każdego szczegółu.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Myślę, że pomalutku zbliżamy się do końca. Druga część dyskusji była równie dobra, jak pierwsza. Czy udało nam się osiągnąć jakąś konkluzję? Chyba tak, choć właściwie nie było to naszym zamiarem, mieliśmy tylko przemyśleć pewne rzeczy. Myślę, że podnieśliśmy kilka spraw, które udało nam się podkreślić. Mimo wszystko Władca Pierścieni jest jednym z niewielu filmów, który, jeśli chodzi o podstawowe przesłania, buduje je w sposób prawidłowy i nie budzący wątpliwości. Dla nas jest oczywiście bardzo trudno o nim dyskutować, jesteśmy fanami książki. Każde odstępstwo jest dla nas zbrodnią. Ale zdobyliśmy się wszyscy na obiektywizm i jakieś problemy zaakceptowaliśmy.

Anika Radzka: Film jest dobry, ale nie oddaje tego, co książka.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Proszę państwa, proszę przypomnieć sobie: były dwie najsłynniejsze ekranizacje Wojny i pokoju: Forda z Audrey Hepburn i Bondarczuka. Ta ostatnia była daleko bardziej wierniejsza od powieści, ale właściwie po pierwszych dwudziestu minutach oglądania można było wyjść z kina. Natomiast wersja Forda była świetna. Obie mają się do powieści jak pięść do nosa. W wypadku Władcy Pierścieni nakręcenie pełnej wersji jest niemożliwe, inaczej film musiałby trwać co najmniej sześć godzin.

Anika Radzka: Zresztą nie wiadomo, jak to by wyszło. Widać to po Harry'm Potterze - film bardzo wiernie oddawał książkę, ale zgubił wszystko, o co tam chodziło.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tak, profesor Snape został skurczony do trzech głupawych scen, choć Alan Rickman wybronił tę postać. Hagrida zagrano dobrze, ale zabrakło kilku ciekawych rzeczy. Las zrobiony świetnie, ale.. itd. I co zostało? Mecz quiddicha. Po co? Hermiona nie do końca została zrobiona.

Tomasz Dylewski: Wracając do słów pana profesora: nie uznaję słowa "niemożliwe". Niemożliwe teraz. W przyszłości może tak.

W tym momencie nastąpiła dyskusja na temat indywidualnego odbioru książek i filmu i ingardenowskich miejsc niedookreślonych. Potem dyskutanci przeszli do omówienia różnic w tłumaczeniach Władcy Pierścieni, co trwało dość krótko z uwagi na brak czasu. Na koniec uczestnicy spotkania umówili się na następne, 10 kwietnia br.

Na tym protokół zakończono o godz. 19.15.

©Protokołowała mgr Urszula Lip




wróć do spisu dyskusji