Protokół ze spotkania
Sekcji do Badań Kultury i Literatury Popularnej
Polskiego Towarzystwa Retorycznego
20.02.2002 r.


Dyskusja na temat filmu Petera Jacksona Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia


Spotkanie odbyło się we środę 20.02.2002 r. na Wydziale Polonistyki. Rozpoczęło się o godzinie 1700. W spotkaniu tym, oprócz członków Sekcji Badania Literatury i Kultury Popularnej Polskiego Towarzystwa Retorycznego, uczestniczyli studenci IV i V roku polonistyki i innych wydziałów. Katarzyna Aust: Witam wszystkich na dzisiejszym spotkaniu poświęconym, jak łatwo odgadnąć, dziełu, które wszyscy na pewno obejrzeliśmy. Część z nas ma już za sobą rozmaite komentarze, z różnych stron. Chciałabym tylko zaznaczyć, żebyśmy raczej nie starali się streszczać, co jest w książce, a co w filmie, bo nas może zaprowadzić na manowce i dyskusja zmieni się w wielogodzinną rozmowę. Powinniśmy omówić film jako film.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: W sprawie formalnej: proponuję następne spotkanie poświęcić także temu tematowi, bo obawiam się, że dzisiaj jedynie zaczniemy dyskusję. Przy okazji możemy także omówić kilka innych problemów, niejako na marginesie.

Po krótkim omówieniu spraw formalnych związanych z organizacją spotkań Sekcji, rozpoczęto dyskusję.

Anika Radzka: To może ja zacznę od opinii, jaką wyrazili moi znajomi, którzy generalnie nie lubią fantastyki. Im ten film wydał się bardzo spójny i doskonale wiedzieli, o co chodzi, w przeciwieństwie do Wiedźmina.

Katarzyna Aust: Wiedźmin jest po prostu zbiorem powycinanych, luźno ze sobą połączonych epizodów. W tym momencie zaczynam temat porównywania książki z filmem. Na przykład taka rzecz w filmie Władca Pierścieni: usunięcie postaci Glorfindela. Mnie osobiście to nie przeszkadza. Pojawia się Arwena, postać istniejąca i wyeksponowana w tym epizodzie. Natomiast jeśli w filmie pojawia się mnóstwo postaci migających po około minucie, co mieliśmy w Wiedźminie, to robi się chaos. We Władcy Pierścieni wycięto wątki, które wyciąć się dało.

Kinga Kwaterska: A propos spójności filmu. Zgadzam się, że film jest bardzo spójny. Abstrahując od tego, czy film został oddany wiernie, czy są tam wszystkie wątki itd., to jednak jest bardzo spójny, o czym mnie przekonała opinia wyrażona przez znajomych, nie czytających fantastyki w takim stopniu jak my. Była m.in. opinia kogoś, kto czytał Władcę Pierścieni, ale nie czytał Silmarillionu. To opinia pani, która powiedziała, że zupełnie nie rozumiała pewnych wątków, np. skąd się pojawia motyw miecza, który ma być przekuty - chodzi mi cały czas o książkę. Gdzieś to się jej gubiło. Dlatego wydaje mi się, że plusem filmu jest to, że zaczyna się od wytłumaczenia całej historii. Tak się nie zaczyna przecież cała powieść, ale w filmie jest to dobry pomysł.

Katarzyna Aust: Czytelnik w powieści może wrócić do wcześniejszych stron, poszukać, przewrócić stronę. Widz nie może tego zrobić.

Karolina Stopa: Jeszcze jedna sprawa: film nie uniknął pewnej, w sensie negatywnym, hollywoodskości. Pewne efekty, choćby, na przykład, czatownik u wrót Morii, są typowe dla amerykańskiej komercji, i to psuje odbiór. Bez takich upiększeń film mógłby się obejść, ponieważ chwilami przechodzi w kiczowaty obraz, np. pożegnanie Aragorna z Boromirem. I jeszcze to tłumaczenie: "captain" - to chyba nie jest "kapitan" -może tłumacz był innego zdania, ale wydaje mi się, że to angielskie słowo ma jeszcze znaczenie: "wódz". Tłumaczono także "people" jako "poddani", a powinno być "lud". Są także sceny, które rażą brakiem realizmu, podczas gdy reżyser ogólnie przykłada wagę do realizmu opowiadanej historii, np. gdy Frodo wciąga tonącego Sama do łodzi. To takie wrażenie, jakby Frodo miał trzymetrową rękę. Jackson poszedł jednak za bardzo w stronę komercji.

Anika Radzka: Jeden wątek był wprowadzony na siłę: motyw stworzonego przez Sarumana Uruk-hai. Zło musiało w jakiś sposób zostać pokonane w pierwszej części filmu. Uruk-hai strzela do Boromira, wyraźnie się nad nim pastwiąc - mnie się chciało śmiać w tym momencie, ale pół kina wstrzymało oddech...

Katarzyna Kuciel: Ja siedziałam koło pani, która gdy Gandalf wpadł do czeluści powiedziała: "O matko!"

Katarzyna Aust: Kiedy Aragorn [...] Uruk-hai, kilka osób stwierdziło: Monty Python i Święty Graal.

Tomasz Dylewski: Wódz Uruk-hai miał znaczenie w książce o tyle, że pojawiał się w drugim tomie w wątku z Merry'm i Pippinem i tam był istotny. A tutaj zabijają go i jakie ma znaczenie dla następnej części? Przecież z Uruk-hai były orki z Dol Guldur i dzięki temu, że te dwa plemiona orków, z Mordoru i z Isengardu, zaczęły się ze sobą kłócić, a orki z Mordoru powodowały opóźnienia w marszu, Eomer "dopadł" Uruk-hai.

Katarzyna Aust: Jeśli chodzi o sceny efekciarsko-hollywoodzkie, zacznijmy od początku. Na mnie największe wrażenie zrobiła scena, kiedy Saurona widać poprzez grozę na twarzy Elronda. Potem jest już tylko gorzej. Kiedy Sauron zaczyna rzucać żołnierzami na kilka metrów, jakby używał telekinezy... Jeśli chcemy być realistyczni: nawet tępą pałką można przeciąć człowieka na pół, jeśli chodzi o siłę uderzenia.

Tomasz Dylewski: Ale dobrą sceną było, gdy Sauron zginął, a jego moc eksplodowała niczym wybuch bomby jądrowej z falą uderzeniową...

Katarzyna Aust: Powiedzmy, że trzeba było to pokazać. Pokazano to, co w książce jest tylko wspomniane. Teraz kolejna hollywoodzka rzecz: nazgule. Od samego początku doskonale widoczne: pościg do promu, potem między drzewami... Kwestia innego medium. Mnie osobiście nie przeszkadzały takie nazgule, jakie były przedstawione w książce, ale w filmie, przypuszczam, nie zrobiłyby wystarczającego wrażenia na kimś, kto nie wie, z czym ma do czynienia: cień przemykający się między drzewami, a później, kiedy hobbici są już bezpieczni, coś zaczyna krążyć... To byłoby za mało do kina, tylko że efektem tego jest zbyt małe stopniowanie napięcia. Ciekawe, czym ten nazgul będzie się różnił od władcy nazguli wjeżdżającego do Minas Tirith?

Hubert Zienkiewicz: Jest pewien problem z nazgulami, szczególnie w trzeciej części. Kiedy wódz nazguli wjeżdża do Minsa Tirith, autor opisuje, że pod koroną ma dwa tylko dwa świecące czerwone punkty. Tutaj nazgule nie mają oczu.

Kinga Kwaterska: W jednej ze scen widać, że jeden z nich jest królem nazgulów.

Katarzyna Aust: W książce jest inaczej, w filmie jest inaczej. Trzeba było przyjąć jakąś wersję. Drugą opcją byłyby nazgule całkowicie wygenerowane komputerowo, coś takiego, jak w Final Fantasy.

Hubert Zienkiewicz: W poprzedniej wersji Władcy Pierścieni rozwiązano to bardzo dobrze, orki były generowane w ten sposób, że najpierw sfilmowano aktorów, a potem puszczono same cienie. To była ta wersja rysunkowo-aktorska.

Katarzyna Aust: Trzeba było wybrać jakąś opcję i realizatorzy wybrali taką.

Anika Radzka: Jest tam taki tani chwyt, który mi się nie spodobał, kiedy hobbici schowali się pod korzeniem i zaczęły wypełzać robaki. To też było bardzo hollywoodzkie. Jeśli wstręt - to wypełzają robaki.

Tomasz Dylewski: Żeby powiedzieć parę pozytywów: gdyby nie te efekty specjalne, nie zatrudniono by np. Eliaha Wooda w roli Froda, tylko trzeba by zatrudnić karła. Przecież pierwsza rzecz: widzę Eliaha Wooda, który jako Frodo czyta sobie przy drzewie na polance sobie książkę, i widzę przejeżdżającego Gandalfa. W pewnym momencie Frodo podbiega na skarpę i widzimy różnicę w proporcjach - to robi wrażenie. Eliah Wood zmniejszony o połowę!

Anika Radzka: Dwór Elronda też jest przepiękny.

Karolina Stopa: Od strony plastycznej i odnośnie efektów specjalnych film jest znakomity. Natomiast inna rzecz. Zaraz po obejrzeniu Władcy Pierścieni Jacksona obejrzałam ponownie film Bakshie'ego. Wynika z tego bardzo ciekawa rzecz. Chociaż film Bakshie'ego jest pod względem technicznym o wiele gorszy, to jednak jeśli chodzi o pewną wierność, nie w sensie ścisłego trzymania się tekstu książki, ale pewnej idei, pewnego przesłania powieści, to film Bakshie'ego jest o wiele wierniejszy Tolkienowi i lepiej oddaje klimat tej historii niż film Jacksona, w którym zmieniła się zasadnicza rzecz: mianowicie to nie jest już opowieść o ofiarowaniu i porzuceniu tego, czego się kochało, w imię jakichś wyższych wartości, tylko opowieść o chłopaczku, który zostaje wciągnięty w jakąś przygodę i który w zasadzie jest przedmiotem, a nie podmiotem. Uważam, że Frodo jest straszliwie bierny. Nim się cały czas opiekują, to dziecko pod opieką bardziej doświadczonych dorosłych.

Kinga Kwaterska: Tak, tym bardziej że Frodo jest ciągle przerażony, aktor, który go gra, ma cały czas otwarte bardzo szeroko oczy...

Karolina Stopa: Wola Froda w starciu z nazgulami na Amon Sűl i później na Amon Hen ogranicza się w zasadzie do włożenia i zdjęcia Pierścienia. Natomiast, jak wiemy z książki i co również jest pokazane w filmie Bakshie'ego, Frodo jest podmiotem tej akcji, a nie przedmiotem. Można zadać sobie pytanie, co z tym zrobią w dalszych częściach. Już nie ma Drużyny, która się Frodem opiekuje. Takie podejście o czymś świadczy - o jakiejś przemianie w kulturze.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Mnie też się wydaje, że z tego filmu zniknęła jakaś warstwa - to się będzie łączyło w pewnym stopniu z tym, co powiedziała Karolina - świata pewnej wiedzy, może wiedzy magicznej, który to świat dostępny jest niektórym postaciom. Jeden z tanich chwytów hollywoodzkich (skoro już o tym mówimy) - bardzo krótki fragment ze sceny na moście Khazad-Dűm - właściwie jest bardzo oczywistym tego pokazaniem. To ten moment, kiedy Balrog spada w przepaść i pociąga Gandalfa dopiero wtedy, kiedy czarodziej odetchnął z ulgą - jak na horrorach amerykańskich. Przeciwnik, którego uważamy za niegroźnego, w ostatnim ruchu sięga po bohatera. To był tani chwyt, który zapewne w intencji reżysera miał podnieść nastrój grozy - bo rzeczywiście, jeśli nie spodziewamy się ataku, a atak jest, to buduje się nastrój grozy. Z tym że w tym specyficznym filmie, w tym momencie, w odniesieniu do postaci Gandalfa, który wie, że jeśli wejdzie do Morii to coś się w niej stanie - jeśli Gandalf oddycha z ulgą, coś z pokładu tych głębszych wartości w tej scenie zostało zabite. To niemożliwe, żeby Gandalf odetchnął z ulgą. W pewnym momencie mówi przecież: "Taki już jestem zmęczony" - on doskonale wie, że on z tej Morii nie wyjdzie. Jest to z jednej strony związane z pewną wiedzą i magią, która będzie podporządkowana naszym działaniom.

Katarzyna Aust: Chciałabym przy okazji się wtrącić, bo jest coś, o czym chciałam powiedzieć, właśnie á propos Morii. Jedna rzecz dotyczy czysto technicznej pomyłki, największej chyba technicznej pomyłki w całym filmie. Zauważmy: Balrog podcina Gandalfa, po czym ze swoim biczem spada. Gandalf wisi. Nie zauważyłam tego za pierwszym razem, dopiero kiedy oglądałam film na CD, ale: Gandalf wisi, Balrog poleciał w dół. Frodo chce się rzucić na pomoc, Boromir go zatrzymuje, Gandalf chwilę się zmaga, po czym woła: "Fly, you fools!". W tym momencie powinno być: "Help me, fools!" Balrog poleciał, jest głęboko, już nie ma niebezpieczeństwa.

Tomasz Dylewski: To jest zepsucie chwytu. Gdyby Gandalf wcześniej powiedział, żeby mu nie pomagali, a potem Balrog go tylko ściągnął, byłoby dobrze.

Katarzyna Aust: Balrog nie wisi na Gandalfie, Balrog jest parędziesiąt metrów niżej.

Kinga Kwaterska: W tej scenie jest jeszcze jedna rzecz jest, która nie wychodzi. Tutaj stary, dobry Boromir - to już nie jest stary dobry Boromir, nie jest to wspaniały wojownik, który się rzucił, by pomóc Gandalfowi, tylko tchórz, który jeszcze odciąga biednego Froda.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: "Elendil!" krzyczy Aragorn i "Gondor!" krzyczy Boromir. Zabrało też momentu, w którym po raz pierwszy odzywa się róg Gondoru, kiedy Boromir dmie w róg, a orkowie się cofają. W tym momencie wychodzi Balrog, też się zatrzymuje - a potem rusza naprzód.

Katarzyna Aust: Jeszcze jedna rzecz śladem tego, co powiedziała Agnieszka. Siedzę "w słowach", bo tematem mojej pracy magisterskiej są przekłady Władcy Pierścieni, więc zwróciłam od razu uwagę na pewną rzecz: w książce J.R.R. Tolkiena Gandalf na moście mówi do Balroga: "You cannot pass!". Tłumacze tłumaczą to jako: "Nie przejdziesz" - ja u siebie argumentuję, że to jest złe tłumaczenie, ponieważ tu nie chodzi o pogróżkę, tu chodzi o prawa. Dlatego: "cannot". W filmie jest "You shall not pass".

mgr Agnieszka Kruszyńska: Skoro już jesteśmy przy słowach. Nie wiem, co sądzicie o zmianie przy tłumaczeniu formy fleksyjnej rzeczownika "elfy" na "elfowie". Uważam, że wstawienie formy "elfowie" zamiast zakodowanej w kulturze formy "elfy" jest nieuzasadniona, bo ta końcówka "y" oddala ród elfów od rodu ludzkiego. Natomiast końcówka "owie" robi z elfów naród.

Kinga Kwaterska: Tak samo jak "orki" - "orkowie".

Tomasz Dylewski: W ogóle w tekście napisów polskich pojawiło się kilka błędów i to nie tylko rzeczowych, ale także ortograficznych. Już nawet nie chciało mi się zapamiętywać, jakie to były błędy. I to jest film, który jest wyświetlany w kinach w całej Polsce! To wszystko jest wina tego dystrybutora, który zbankrutował.

Kinga Kwaterska: Rozumiem, że nie da się w filmie oddać całego nastroju, sfilmować wszystkich wydarzeń z książki, ale są dwie rzeczy, które najbardziej mnie uderzyły: scena, kiedy Boromir powstrzymuje Froda od rzucenia się na pomoc Gandalfowi, druga scena: kiedy Drużyna spotyka Galadrielę. Byłam bardzo zdziwiona, że Galadriela interesuje się tylko i wyłącznie Frodem. Tylko jemu daje prezent. A później już wszyscy mają płaszcze.

mgr Urszula Lip: Wydaje mi się, że scena z Galadrielą została mocno okrojona w montażu.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tak, w trailerze była scena z podarkami.

Kinga Kwaterska: Wydaje mi się, że to bardzo podważa treść tego filmu. To przecież była Drużyna. Tam każda osoba była bardzo ważna. I to jest jedna z tych szczegółów, które są u J.R.R. Tolkiena bardzo ważne, jak sądzę.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Á propos sceny z Galadriel (wolę tę formę). Zabrakło mi słynnej sceny przemowy do Gimliego.

Tomasz Dylewski: I wprowadzenia. Na początku Gimli wchodzi do Lórien i mówi: Jakie te elfy są złe. To aż się prosi o podkreślenie różnic między elfami a krasnoludami. Jak później będzie wyglądać przyjaźń Gimliego z Legolasem?

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Nie mamy Kheled-Zâram, więc jak Galadriel może powiedzieć te słynne słowa? Ale jeżeli to wycinamy, wycinamy również odpowiedź Gimliego: "Piękniejsza jest pani Galadriel, która jest ozdobą Lorien". I później prośba o trzy włosy, czyli Gimli, który się zakochał w pani Galadriel. Przymierze między Górą a Lasem. W momencie, jeśli dojdzie do sceny z Éomerem, i jeżeli padną te słowa, scena będzie pusta. W końcówce niby jest jakaś zapowiedź: Legolas i Gimli uśmiechają się do siebie i za Aragornem idą w las. Ale dlaczego?

Katarzyna Kuciel: Obawiam się, że w filmie zostały zatarte wszystkie różnice, jakie dzieliły początkowo uczestników wyprawy. To jest przedstawione tak, jakby się lubili bądź nie lubili, ale na takiej zasadzie, na jakiej możemy my się lubić lub nie lubić. Po prostu się nie znamy, podchodzimy do siebie ostrożnie. Zatarto sens tych słynnych słów: krasnolud wędrujący z eflem?! Spór Aragorna z Boromirem też jest przedstawiony niejasno, bo w końcu nie wiadomo, o co im chodzi?

Tomasz Dylewski: Jeśli chodzi o Boromira, on jest "zrobiony" na kogoś, który myśli tylko i wyłącznie o tym, żeby zdobyć Pierścień - i to jest jedyny naprawdę wątek z Boromirem. Jak do tego pasuje Boromir, który kiedy upadnie, a potem opamięta się, krzyczy: "Frodo, co ja zrobiłem?" Przecież on cały czas do tego dążył, odkąd pojawił się na radzie.

mgr Urszula Lip: Jest taka scena, w której Boromir bawi się z hobbitami: uczy ich walki na miecze. Chodzi o to, żeby pokazać, jaki to fajny jest kumpel, że nie jest do końca zły.

Tomasz Dylewski: No dobrze, ale jest też scena, w której Frodo gubi Pierścień zawiązany na łańcuszku, Boromir mówi: "Takie małe coś, o które walczymy", a potem oddaje Frodowi Pierścień i tarmosi go po głowie jak małego dzieciaka. Rzeczywiście, fajny kumpel, ale to także nie tłumaczy, dlaczego on się potem opamięta. Według tego filmu on od początku chciał zdobyć Pierścień.

Hubert Zienkiewicz: Boromir jest najbardziej antypatyczny z całej Drużyny. W scenie przemowy, w której Boromir mówi, że owszem, powinno się wziąć Pierścień, ale on to robi na zasadzie: mamy broń, to jej użyjmy i będzie dobrze.

mgr Urszula Lip: Widać więc, że jego intencje są szlachetne.

Hubert Zienkiewicz: Ale tego w filmie nie pokazano. Widać, że mu zależy na Pierścieniu, tylko to go interesuje. Z jego wypowiedzi i z jego zachowania nie wynika nic innego.

Kinga Kwaterska: Boromir mówi w pewnym momencie: ja też pójdę z wyprawą, czy jakoś tak - i to jest jedyne zdanie, które jest niespójne z treścią filmu, a co najmniej dwuznaczne, w porównaniu z całą resztą. Po co on pójdzie?

mgr Urszula Lip: Jeśli ktoś nie czytał książki, to rzeczywiście nie będzie wiedział, skąd Boromir wziął się w Rivendell i po co idzie z Drużyną.

Anika Radzka: Także z Galadrieli został zrobiony potwór. Tak jak i Balroga, jej także należy się bać.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: I słusznie.

Anika Radzka: Ale w książce ona nie miała takich intencji, jakie dodano jej w filmie. W momencie, kiedy czytała w myślach członkom Drużyny, nie miała intencji, żeby ich przeciągnąć na złą stronę - nie, wręcz przeciwnie.

Tomasz Dylewski: Próba Galadrieli bardzo powiązana jest ze sceną, w której Frodo chce oddać Pierścień, a Gandalf odmawia. Zastosowano tutaj trick "kuszenie Jezusa". Kusimy dobrego, żeby zdobył moc czynienia dobra, a to go przekształci w złego. Dlatego Galadriela została ukazana "upiorowato". Mówi: Uczyniłabym wiele dobra, wszyscy kochaliby mnie z rozpaczą.

Anika Radzka: Ale to jest uzasadnione tylko w tym momencie, kiedy Frodo oddaje jej Pierścień - ona wtedy rzeczywiście staje się na chwilę potworem. Na to się zgadzam. No dobrze, elfy są nieludzkie, ale Galadriela jest przerażająca od samego początku - to nie jest Galadriela J.R.R. Tolkiena. To nie jest ta mądra Galadriela, która jako jedyna odzywała się w Valinorze i decydowała o losach elfów, która przeprawiła się potem przez cieśninę. To nie ta Galadriela.

Kinga Kwaterska: Ja tu mam inne zastrzeżenie. W tym filmie Galadriela tylko spojrzała na Boromira, a ten się prawie rozpłakał. Przez niekonsekwentne przedstawienie postaci Galadrieli Boromir stracił jako rycerz Gondoru.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Chciałabym coś powiedzieć na obronę Boromira i częściowo Jacksona. To, co powiem, może zabrzmieć co najmniej dziwnie. Jeśli chodzi o kopie Władcy Pierścieni wiadomo, że jest jedna podstawowa wersja, czyli Czerwona Księga Marchii Zachodniej, która ma dwie kanoniczne kopie. Jedna to tzw. Kopia Królewska, a druga to kopia Tuków lub Brandybucków, bo tu jest sprawa niejasna, kto komu "rąbnął" właściwą kopię. Jakby na to nie spojrzeć, Boromir zbłądził, cokolwiek byśmy nie mówili. Barahir, bratanek Boromira, który przyszedł na świat w parę ładnych lat po wydarzeniach, słyszał od Faramira, że z Boromira był "klawy chłop". W związku z tym "rąbnął" kopię królewską i zrobił własną kopię, w której delikatnie "zmienił" pewne rzeczy, jeśli chodzi o wuja. My, znający wersję z Czerwonej Księgi, na wersję Barahira nakładamy wersję z naszej kopii. Tymczasem, proszę spojrzeć, jak konsekwentnie budowana jest postać Boromira w tej wersji: Boromir jest dzielnym wodzem, który chce w imieniu Gondoru walczyć za wszelką cenę, ale zostaje przekonany na Radzie u Elronda - i podporządkowuje się. Cała historia Boromira jest przedstawiona tak, jakby tłumaczyła jego zachowanie. Pomijam w tej chwili tłumaczenia, które są makabryczne, ale końcowa rozmowa Aragorna z Boromirem, którą znamy z Czerwonej Księgi, jest zupełnie inna. Tymczasem w tej wersji końcowa rozmowa jest wielką spowiedzią wielkiego wodza, któremu już się nie uda i który prosi Aragorna, żeby przejął po nim schedę. Nie wiadomo, jaka będzie rozmowa z Faramirem, o ile Faramir w ogóle się pojawi. Mam nadzieję, że się pojawi. I teraz, jeżeli Jackson trafił do kopii Czerwonej Księgi według Barahira, to cała historia z Tomem Bombadilem jest niepotrzebna (wuja przy tym nie było), z Glorfindelem też - jest królowa Arwena, może Barahir się w niej kochał? Spójrzcie państwo z tej perspektywy i wtedy sprawa jest bardziej spójna. Pomysł jest horrendalny, ale dlaczego nie? Oczywiście nie ratuje to innych rzeczy. Jeżeli wolno, chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden straszny błąd. J.R.R. Tolkien zbudował swoją powieść w ten sposób, że najpierw mamy bardzo długą i powolną narrację, potem "kotłowanie" u brodu Bruinen i cisza. Potem znowu bardzo wolno, dzika awantura w Morii, potem znowu wolno. Gdzie mamy w filmie odpoczynek? Drużyna wychodzi z Morii i to jest pokazane świetnie: są kompletnie rozbici, próbują się pozbierać. Potem gdzieś biegną. Trafiają do obozu elfów. A gdzie jest Kerin Amroth? Gdzie jest oddech w gałęziach drzew, powiew wiatru, który przynosi wspomnienie mórz dawno nieistniejących i krzyk ptaków, które już wymarły? Ja wiem, że to jest nie do oddania w filmie, ale... Pozwolę sobie zauważyć, że mallorny są srebrne i złote, a myśmy zobaczyli potworne drzewa.

Anika Radzka: Pamiętam komentarz w kinie: Od kiedy to elfy mieszkają w jaskiniach?

prof. dr hab. J.Z. Lichański: I to jest bardzo mądra uwaga. Czym się różni Lórien od Morii? Już się wyłączam, tylko rzucę jedno retoryczne pytanie: gdzie są gwiazdy? Elfowie to jest lud gwiazd. Gdzie są te gwiazdy, które w pewnym momencie zobaczyli członkowie Drużyny, kiedy zaczęli wreszcie odpoczynek w Lórien? Gdzie jest gwiazda Elbereth i słynny Sierp Valarów, czyli Wielki Wóz? Tego nie pokazano.

mgr Agnieszka Szurek: Może tutaj został popełniony błąd, o którym pisał J.R.R. Tolkien w listach á propos któregoś projektu ekranizacji: że tak naprawdę Lórien było w Rivendell. Rivendell było złote i błyszczące - a takie powinno być Lórien. Rivendell powinno być trochę mniej złociste, a bardziej leśne i górskie. W filmie skumulowały się te dwie rzeczy w Rivendell i po prostu już "nie starczyło" na Lórien.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Kerin Amroth - no dobrze, jest nie do zrobienia w pewnym sensie, ale sam Karas Galadon jest do zrobienia. Zwłaszcza że można było przedstawić tę scenę w taki sposób, że podejście do Karas Galadon odbywa się w nocy, w związku z tym można było pokazać panoramę nieba, a dopiero później rozświetlone lampami miasto. W książce oni wchodzą po drabinach, a w filmie mamy... drzewka i spiralne schodki w górę. Poza tym elfy grały na małych rogach zawiadamiając, że idzie Drużyna, a z góry odpowiadali im inni, co dla J.R.R. Tolkiena miało chyba jakieś znaczenie. Tej sceny nie rozumiem. Nie mamy odpoczynku. Zwrócono mi uwagę na to, że film jest potworną "bryłą": pierwsza godzina, czyli do Karadhrasu normalnie rozwijająca się akcja, potem potworne skumulowanie i szalone napięcie w Morii - i potem nie ma rozładowania napięcia, które narasta u widza. Przeciwnie, chwilka i wpadamy znowu w kolejną grozę - bo te drzewa budzą grozę, i jeszcze pani Galadriel, która pokazuje się jako potwór.

Anika Radzka: I jeszcze Frodo idzie na jej wezwanie - to tak, jakby ona panowała nad nim mentalnie, jakby panowała nad umysłami wszystkich dookoła.

Tomasz Dylewski: W tej scenie zastosowano hollywoodzką konwencję, że jeśli w filmie pojawia się telepata albo ktoś, kto ma rogi, to on jest zły. Star Trek jest wyjątkiem. Wyjątek potwierdza regułę. Jest przecież koło dziesięciu części filmu Scaners, gdzie telepaci próbują opanować cały świat.

mgr Urszula Lip: Jeden jest zawsze dobry.

Tomasz Dylewski: Tak, to jest też ta konwencja. Amerykanie robią to chyba przez poczucie wielkiej indywidualności. Sama myśl, że ktoś mógłby im czytać w myślach, przeraża ich. Tutaj też nie można było zmienić konwencji. Telepata i jeszcze dobry?

Anika Radzka: Dlatego Galadriela jest takim potworem.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: To mi nie przeszkadza. Bo jak pokazać scenę, w której Galadriel z jednej strony przyjmuje, a z drugiej odrzuca Pierścień? Jak przedstawić to, co się stanie, jak ona weźmie Pierścień? To jest dobra scena.

Kinga Kwaterska: Tak, to też mi się bardzo podobało, ale zabrało tego drugiego bieguna, w którym ona rozdaje dary, przejmuje się wszystkimi członkami Drużyny. To jest to, czego nie ma.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Nie ma tej słynnej pieśni o Valinorze.

Anika Radzka: Elfy nucą sobie jakąś melodię i Legolas mówi: "Oto lament o Gandalfie".

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Oni śpiewali tylko: "Mithrandir, Mithrandir".

Tomasz Dylewski: Ogólnie rzecz biorąc film był dobrze zrealizowany, bardzo piękne widoki, ale jest jedna rzecz, która ten film "skosiła": Drużyna płynie łódkami Wielką Anduiną, która wygląda jak rzeczka górska. Dopiero Wodogrzmoty Rauros robią wrażenie. Ta rzeczka ma góra pięćdziesiąt metrów szerokości. Co to za Wielka Rzeka? To dlaczego Sauron nigdy nie mógł przekroczyć tej rzeki i zdobyć Minas Tirith? Przecież wystarczyłoby sklecić byle mościk!

Hubert Zienkiewicz: Utopiłby orków, to mogliby przejść po głowach sobie nawzajem.

Katarzyna Aust: Albo by przeskoczyli. Co do orków, to bardzo "spodobała" mi się scena z orkami łażącymi po kolumnach i wyłażącymi [...].

Tomasz Dylewski: Według mnie bardzo dobra scena to ta, w której Drużyna wpada do Wielkiej Sali w Morii, wbiega - pomijam tę scenę jak orkowie zbiegają z kolumn - i Drużyna skręca, bo to wszystko zaczyna ich zalewać.

Katarzyna Aust: Orkowie mają ich już zalać, zatopić, zagnieść - a tu nagle zjawia się Balrog, by ich uratować.

Hubert Zienkiewicz: Nie, to raczej według zasady: szef idzie, więc nie będziemy się wtrącać.

Tomasz Dylewski: Tutaj bardzo by się przydała ta scena z rogiem. Boromir by w niego zadął, oni by się wtedy cofnęli i Balrog wkroczyłby w na scenę.

mgr Urszula Lip: Chodzi o to, że Balrog jest zupełnie niezależny od orków. To jest majar, duch, który się nagle pojawił, i chodzi tam, gdzie chce. Orkowie boją go się tak samo, jak Drużyna.

Kinga Kwaterska: Jeśli chodzi o duchy, to warto tu wspomnieć głupotę ucieczki do brodu Bruinen - Arwena, uciekająca przed nazgulami, a jeden ją zacina mieczem...

Tomasz Dylewski: Nie wiem, ilu ich było u brodu Bruinen, bo mi się już nie chciało liczyć, ale w czasie pościgu za Arweną nazguli zawsze było ośmiu.

Hubert Zienkiewicz: Poza tym dlaczego, skoro byli tak wielkimi wojownikami, skoro jeden z nich jechał tak blisko Arweny, że wyciągał rękę po Froda, dlaczego wtedy nie dobył miecza, nie uderzył Arweny i nie zabrał Froda? Arewna z mieczem w głowie długo by sobie nie pojeździła.

Kinga Kwaterska: Tu nawet nie chodzi o to, czy ta scena jest w książce, czy nie - ona jest po prostu niekonsekwentna. Kiedy nazgule w końcu ich doganiają, w następnym ujęciu znowu są w tyle - i tak w kółko. A już najgorsze jest, kiedy Arwena za rzeką stoi na koniu wraz z Frodem i krzyczy: No to go sobie weźcie, a potem nagle mruczy coś pod nosem i wychodzi na to, że to ona, a nie Elrond, nałożyła wszystkie zabezpieczenia na Rivendell.

Tomasz Dylewski: Jest jeszcze jedna kwestia: wygląda na to, że ona stanęła na środku rzeki. Kiedy ogromna fala się przetoczyła, ona także powinna była popłynąć. Ale nie: wszystko się przetacza, omija ją... Albo elf, albo bóg.

Anika Radzka: Á propos elfów: słyszałam taką opinię, że Elronda można się bardziej przestraszyć, niż uwierzyć, że to był taki mądry elf.

Kinga Kwaterska: Elrond, moim zdaniem, był bardzo dobry.

Katarzyna Aust: Większe wrażenie robił w bitwie niż później w Rivendell.

Kinga Kwaterska: Pierwsza scena była rewelacyjna, np. kiedy elfy przystępują do ataku.

Tomasz Dylewski: Scena, kiedy elfy mieczami sieką orków - jest widowiskowa i świetnie zrobiona, ale jest nierealna.

Katarzyna Aust: Á propos realności. Moi znajomi, archeologowie rycerstwa, stwierdzili, że film jest źle zrobiony od strony technicznej: rzut tarczą w Aragorna, pojedynki, łuk Legolasa - z łuku nie można strzelić w bezpośredniej odległości, cięciwa i rama muszą mieć odległość, żeby się rozprężyć. Legolas, tak jak strzelał, po dwóch strzałach nie miałby cięciwy.

Tomasz Dylewski: Elfy są bardzo szybkie. Ale w filmie tego nie widać. Legolas tak naprawdę nakładał jedną strzałę na drugą.

Katarzyna Kuciel: Momentami Gimli był szybszy od niego. To jest ta ostatnia scena, kiedy obaj, Legolas i Gimli, idą za Aragornem, Legolas idzie po tym lesie jakby był bardzo słaby...

Tomasz Dylewski: I to jest elf leśny!

Hubert Zienkiewicz: Jeśli z Sarumana taki wielki mędrzec, to po co dawał swoim orkom te haczyki do dłubania w zębach? Przecież orki mają krzywe szable.

Katarzyna Aust: Albo ta scena, w której troll wbija włócznię we Froda. W rzeczywistości po ciosie takim, jak wygląda w filmie, kolczuga wbiłaby się razem z włócznią we Froda, nie zatrzymałaby ciosu. Kolczuga w książce ma podbicie, a cios jest zadany przez orka, na pewno słabszy niż przez trolla.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Włócznia zostaje rzucona. Frodo otrzymuje cios i uderza na ścianę - w tym momencie Sam z okrzykiem odcina, a właściwie odrzuca tę włócznię. Frodo uderza tylko całym ciałem o ścianę i mdleje.

Tomasz Dylewski: Ta scena została zrobiona prawdopodobnie tylko po to, żeby podkreślić, że Frodem muszą się wszyscy zajmować. Dostał w końcu od Bilba kolczugę, która go ochroniła; gdyby nie ona, zginąłby przez nieudolność swoich towarzyszy. To jest taka sentymentalna, łzawa scena: główny bohater ginie. Przecież wszyscy wiedzą, że nie zginie na samym początku pierwszej części!

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tę scenę można było rozwiązać inaczej. Balrog nie przychodzi do komnaty Mazarbul i nie próbuje wyłamać drzwi - robi to troll. W filmie oni zbiegają po schodach, które później się rozpadają (nota bene przypomina to scenę z Arabian Nights) i bardzo to ładnie jest zrobione wedle sztuki stopniowania napięcia, ale po co?

Katarzyna Aust: Walące się schody to obelga dla krasnoludzkiej architektury.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: W książce zbiegają korytarzami w ciemności, ponieważ Gandalf późno zapala różdżkę, bo jest zmęczony. Lepszą sceną byłaby scena oryginalna z powieści, kiedy zbiegają do drugiej hali Morii, ale oddziela ich od pościgu szczelina, przez którą trolle będą rzucały płyty. I oni są sami. I wtedy któryś z nich mówi: Ogień ich odciął od nas. Mamy szansę, powiada Gandalf. Biegną do mostu, przebiegają i dopiero Balrog przeskakuje nad szczeliną, wybuchają płomienie. Te wszystkie momenty sprawiłyby, że scena z Balrogiem byłaby jeszcze lepsza.

Katarzyna Kuciel: Ktoś mi zwrócił uwagę, że Moria wygląda, jakby robiły ją elfy, a nie krasnoludy. Ktoś, kto obejrzał film, przyszedł do mnie i chwalił mi się, że Moria jest tak wielka i przestrzenna, że każdy porządny krasnolud zwariowałby w niej. Poza tym drugie zjawisko od publiczności, z którym się spotkałam - paru osobom nie podobały się elfy, które wyglądały jak wiedźmin, jeżeli chodzi o fryzurę.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: No i te uszki.

Kinga Kwaterska: Jeszcze jedna niekonsekwencja przy scenie z walącymi się schodami: jeśli Frodo jest tą osobą, która jest najbardziej cenna, to dlaczego on zostaje na samym końcu? Legolas, który jest najlżejszy i najlepiej sobie poradzi z tą przeszkodą, przechodzi pierwszy. To jest bardzo niekonsekwentne, że zostawiają na końcu Aragorna i Froda.

Hubert Zienkiewicz: Jeśliby te schody zwaliły się na te drugie, to reszta by się złożyła.

Tomasz Dylewski:A jeśli to robić, to po co umieszczać Aragorna, który tak naprawdę masę mięśniową ma mniejszą niż taki Boromir, i umieszczać Froda? Najlepszy byłby Gimli z nisko położonym środkiem ciężkości, a sama zbroja na nim waży tyle, ile Frodo. On byłby odpowiedni.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Legolas go ciągnął za brodę.

Tomasz Dylewski: To wtedy Gimli powinien się pozbierać, wyciągnąć toporek i walnąć Legolasa. Za brodę - krasnoluda?!

prof. dr hab. J.Z. Lichański: A poza tym ta broda by się urwała.

Anika Radzka: Przypomina mi się wyjątek z piątkowej "Gazety Wyborczej", że na tym filmie można naprawdę się bać. Jak ktoś chce się bać, to się przestraszy nazguli itd. Wydaje mi się, że jest to cenna uwaga. Przypomnijmy sobie, kim jest reżyser - zrobił Martwicę mózgu, Przerażaczy i jakieś tam inne horrory. On po prostu nie potrafił tego przedstawić inaczej, żeby było napięcie.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Zgoda. Rozumiem, oczywiście, wszystkie te skróty i w pewnym sensie mogę je zaakceptować, nie dyskutując - dlatego powiedziałem, że to jest według kopii Barahira. Ale tam jest jeszcze jedna kwestia. Oryginalna scena przyjazdu Gandalfa do Orthanku w Isengardzie. Gandalf przejeżdża pod bramą, a kiedy ją mija, ona cicho się za nim zamyka. Poczułem zaniepokojenie, powiedział w oryginale. Przekracza bramę. Orthank zawsze był ogrodem, a teraz... Mnie się wydaje, że lepsze byłoby pozostawienie oryginalnej sceny z zamykającą się za Gandalfem cichutko bramą. Gandalf idzie korytarzem, skręca i widzi zmieniony Orthank. Może wtedy powiedzieć tekst, którego nie ma w książce: Ach, odpocznę chwilę w ogrodach Orthanku, wchodzi i w tym momencie widzimy, co się dzieje.

Tomasz Dylewski: W filmie jest pokazane, że Saruman zdecydował się na zmianę dopiero po pokonaniu Gandalfa.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Saruman jest łotr i dobrze mu Grima zrobił w trzeciej części. Ale, przepraszam bardzo, Saruman nie zdradził. On sam chciał być Władcą Pierścieni.

mgr Urszula Lip: W filmie zrobiono z niego sługę Saurona.

Tomasz Dylewski: Jeszcze jedna uwaga: film, który ma trzysta milionów budżetu - a nie starczyło im na "dorobienie kolorów" Sarumanowi?

mgr Urszula Lip: Tak, chodzi o biel, którą można rozszczepić w inne kolory. A oprócz tego zabrakło jednej bardzo ważnej rzeczy w filmie. W książce Saruman ma dar przekonywania, używa swojego czarodziejskiego głosu, "czarodziejskiego" w sensie retoryki. W filmie tego nie ma. W filmie Saruman posługuje się różdżką, tak samo jak Gandalf. Scena z różdżkami skojarzyła mi się z Willow Rona Howarda - tam też dwie czarownice "rzucają się" nawzajem po ścianach. U J.R.R. Tolkiena siła czarodziejów nie polegała przecież na fizycznej manifestacji magii.

Tomasz Dylewski: Przede wszystkim każdy czarodziej miał swoją własną dziedzinę, w której się specjalizował.

Hubert Zienkiewicz: Szczytem szczytów jest to, że Orthank na górze jest równie szeroki jak na dole. A jeśli tak było, to Saruman miał bardzo ciasno w środku. Nie wiem, gdzie oni stworzyli tę wielką salę, w której zmagali się z Gandalfem.

Tomasz Dylewski: Najbardziej niecnym dziełem Sarumana jest to, że stworzył Uruk-hai z... błota. I do tego: połączenie orka z goblinem! Przecież u J.R.R. Tolkiena ork i goblin to jest to samo.

Katarzyna Kuciel: Gobliny są w Hobbicie, a orki we Władcy Pierścieni.

W tym miejscu nastąpiła burzliwa dyskusja na temat różnic między orkami, goblinami i uruk-hai, a także rozpoczęto szczegółowe dywagacje na temat polskiego tłumaczenia słów orks, gobblins, gobblin-men itd.; dyskusji nie zakończono żadnym rozsądnym stwierdzeniem. Po chwili dyskutanci wrócili do pierwotnego tematu.

Hubert Zienkiewicz: Boromira orkowie zastrzelili z łuków dlatego, że wiedzieli, że nie mogą go inaczej zabić. Sprowadzili sobie orków z Mordoru, którzy go zaatakowali. Tylko jeden "indywidualista" wpadł na to, że jest coś takiego jak łuk i można strzelić do rycerza, który już ich tam zabił czterdziestu.

Tomasz Dylewski: Mamy jeszcze jeden dobry "numer": gdy Boromir, przeszyty trzema strzałami, stoi, a wszyscy ci mordercy przebiegają koło niego i nikt go nie zabija.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Dopiero szef na końcu się przymierza, ale wpada Aragorn...

mgr Urszula Lip: Nie muszą go zabijać, bo strzały są zatrute.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: To orkowie z Mordoru mają zatrute strzały. A więc tutaj jest błąd następny, dlatego że problem nie polega na tym, że Uruk-hai przychodzą z Orthanku, tylko że grupa orków przepłynęła już Wielką Rzekę. Bo nazgul przeszedł. Nie ma tej słynnej sceny nocnej na progach Sarn Gebir, w której Frodo nagle się przeraził, na brzegu jakieś wrzaski, Legolas wyskakuje na brzeg, ma nowy łuk od Galadrieli - sześciostopowy z trzystopowymi strzałami, słynny łuk walijski - i strzela z tego łuku do nazgula.

Tomasz Dylewski: Jeszcze jedna kwestia. W tym filmie nazgule wyglądają jak faceci w czerni.

Katarzyna Kuciel: I do tego kwiczą jak świnie.

Tomasz Dylewski: Przecież to całe przerażenie w Shire to tak jak ten nazgul przemykał wyjąc jak banshee, a nie jak świnia, którą się zarzyna. Druga rzecz, á propos Aragorna: po jakiego diabła ten Aragron pojawia się na Amon Hen i namawia Froda, żeby odszedł?! I w tym momencie Aragorn wychodzi na największego tchórza, bo nie chce towarzyszyć komuś, kogo miał ochraniać.

Katarzyna Aust: Motywacja Aragorna zostaje zmieniona od samego początku, od momentu, w którym hobbici poznają go w gospodzie w Bree. To jest po prostu Strider i on Striderem pozostanie, nie ma w nim ani trochę Aragorna, nie mówiąc już o królu Elessarze. Nie wiem, może twórcy filmu mają ochotę zaprezentować młodzieńca, który dojrzewa.

Kinga Kwaterska: Aragorn nie jest już młodzieńcem.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Książkowy Aragorn ma dziewięćdziesiąt lat.

Tomasz Dylewski: Aktor odtwarzający Aragorna w filmie ma około czterdziestu lat, ale w filmie wygląda na trzydziestkę. Jak oni ten wątek dorastającego młodziana zrealizują? Chyba, że ogłoszą, że on jest z długowiecznego rodu.

Katarzyna Aust: W filmie jest wzmianka, że Aragorn bywał w Gondorze. Ale tu jest kolejna rzecz, która mnie uderzyła. Raz - w gospodzie "Pod rozbrykanym kucykiem" Aragorn zachowuje się jak idiota: chce przerwać zabawę głupio zachowującym się hobbitom i w tym celu wynosi jednego z nich za próg.

Tomasz Dylewski: I znowu Frodo wygląda jak rozwydrzony dzieciak, a przecież to jest pan Underhill, przecież on jest traktowany przez karczmarza jak szlachcic. Tym bardziej że Obieżyświat jest w tym momencie oberwańcem, chłopkiem, rangerem.

Katarzyna Aust: Kolejna rzecz: mogliby wyciąć leczenie hobbita przez Aragorna. Zamiast królewskiego liścia, zamiast dłoni króla - to jest zapowiedź tego, co będzie w trzeciej części - otrzymujemy jakieś przeżuwanie ziółek. Równie dobrze Aragron mógł zagnieść chleba z pajęczyną: medycyna ludowa.

Kinga Kwaterska: Poza tym Aragorn nie robi tego na początku, dopiero po pewnym czasie się decyduje: a może to pomoże.

Anika Radzka: Jeszcze jedna rzecz: podczas gdy Galadriela - taka mądra - nie opiera się Pierścieniowi, Gandalf też nie i oboje przechodzą metamorfozę w potwory, kiedy Pierścień ich kusi - Aragorn sobie po prostu klęka i oddaje Frodowi Pierścień.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Im większa mądrość i wiedza osoby, tym trudniejsza próba. Gandalf mówi, że i tak ma wielką moc i że jeśli do tego jeszcze przyda władzę Pierścienia, tym straszniejszy będzie jego upadek. Dlatego Frodo może wziąć Pierścień, a Gandalf nie. Natomiast chciałabym powiedzieć o jednym: aktorstwo w zasadzie jest dobre, natomiast postaci zostają przez scenariusz w pewnym sensie zubożone. Mówimy wszyscy o postaci Froda. Rzeczywiście, on pozostaje takim "chłopczykiem" i przez to psychologia robi się płaska. Pamiętam, że Frodo wcale się nie chciał przyznać, że coś mu jest po wyjściu z Morii, bo miał kolczugę od Bilba - i było mu zwyczajnie głupio, że się okaże, że jest bohaterem, bo ma kolczugę. Brak szczegółów zabija postać. Poza tym film jako film jest dobry. Cały czas brakuje mi indywidualizacji postaci, brakuje mi tych cudownych tekstów, brakuje mi sentencji, np. gdy Merry i Pippin chcą iść z Frodem i Frodo mówi: "Już nikomu ufać nie można", Merry odpowiada: "To zależy czego od przyjaciół oczekujesz [...] Możesz nam zaufać, że cię nie opuścimy w dobrej czy złej doli, choćby do najgorszego końca. [...] Ale nie licz, byśmy ci pozwolili samotnie stawić czoła niebezpieczeństwu. [...] Boimy się okropnie, ale pójdziemy z tobą - albo za tobą, jak psy za tropem". Tego mi w tym filmie brakuje: sfery rozważań duchowych, dramatycznych typu: walka duchowa, czy zaufać, czy nie zaufać Obieżyświatowi, który okazje się Aragornem.

Katarzyna Kuciel: A gdzie przepowiednia? Gdzie ten biedny hobbit, który jest wplątany w wydarzenia?

mgr Urszula Lip: Właśnie, brak przepowiedni. W tym momencie nie wiadomo, dlaczego Boromir wyruszył z Minas Tirith do Rivendell, dlaczego w ogóle bierze udział w naradzie.

Kinga Kwaterska: I brakuje jeszcze jednego: miecz nie został przekuty.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: To bardzo prosta sprawa - miecz przywiezie Arwena.

W tym miejscu nastąpiła burzliwa dyskusja na temat sposobu noszenia miecza przez filmowego Aragorna oraz o możliwych rozwiązaniach kwestii złamanego miecza w przyszłych częściach filmu. Spór nie został rozstrzygnięty, po czym powrócono do pierwotnego wątku.

Igor Lutomirski: Trzeba pamiętać o tym, że film został zrobiony za 300 mln dolarów, a także w jakich czasach żyjemy (mówię z punktu widzenia psychologii) - w czasach dominacji obrazu. W tej chwili refleksja się nie liczy. Jeżeli robimy film za takie pieniądze po to, żeby zarobić, musimy, niestety, zrezygnować z wielu refleksji, czyli spłaszczyć styl. Podejrzewam, że ludzie karmieni takimi programami jak Big Brother czy seriale nie są w stanie już zrozumieć pewnych rzeczy. To przykre, że jest taka manipulacja odgórna przez media, przez wszystkie firmy, które tym wszystkim rządzą, że spłaszczają umysły ludzi.

Hubert Zienkiewicz: Nie mogę się z tym do końca zgodzić, ponieważ powstały ostatnio wartościowe amerykańskie filmy, np. Prosta historia. Ten film jest "o niczym" - bohater jedzie kosiarką do swojego brata - ale jest świetny, nie spłaszczono problemu.

Igor Lutormiski: Dobrze, ale ciekaw jestem, ile osób przyszło na ten film?

Tomasz Dylewski: Nie, pytanie jest inne. Ile takich filmów zrobiono w ciągu jednego roku? Jeden, właśnie Prostą historię.

Katarzyna Kuciel: Spójrzmy, na przykład, na film Blade Runner Ridley'a Scotta. Powstały dwie wersje, jedna reżyserska, a druga dla Amerykanów, gdzie występuje narrator i mamy inne szczegóły, jak np. dokładnie wytłumaczona motywacja bohatera itd. W wypadku Władcy Pierścieni nie można było zrobić, jak się zdaje, wersji reżyserskiej - to są miliony dolarów wydane na samą scenografię. Czy to nie jest presja, żeby zrobić coś łatwego, co jednocześnie na siebie zarobi?

Igor Lutomirski: Ten film nie do końca jest łatwy. Porównajmy Gladiatora i Noc w - oba filmy nominowane w [...], ale Gladiator to jedynie efekty specjalne. Według mnie, a ja patrzę z trochę innego punktu widzenia, efekty pracują na film, nie są czymś nadrzędnym, tak jak w Mrocznym widmie, gdzie 95% filmu to jest jeden efekt specjalny techniki komputerowej - tutaj efekty specjalne służą filmowi.

Katarzyna Kuciel: Czy to nie jest tak, że ten film, pokazując jednocześnie pewną piękną historię, musi na siebie zarobić?

Tomasz Dylewski: Tak, moglibyśmy zrobić realizację, która byłaby wierniejsza Tolkienowi, tylko jest jeden mały problem: tak naprawdę nie ma aż tylu fascynatów Tolkiena, żeby pieniądze wydane na film zwróciły się. A nie zapominajmy, że druga i trzecia część też już są skończone, a na nich też trzeba zarobić. Teraz trzeba spłacić kredyty.

Katarzyna Kuciel: Dlatego tak wiele jest w tym wszystkim niepokoju. Historia została zmieniona, bo tak naprawdę nie wiadomo, czy można byłoby zrobić film wierniejszy.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Można by, ale trzeba by było zrobić film sześcioczęściowy, a każda część musiałaby trwać mniej więcej tyle, ile pierwsza.

Tomasz Dylewski: I film nie zarobiłby tyle pieniędzy.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Na pewno by nie zarobił.

Tomasz Dylewski: I nikt by nie obejrzał tylu części.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Oczywiście, że obejrzelibyśmy. Tak jak Gwiezdne wojny.

Tomasz Dylewski: No dobrze, ale Gwiezdne wojny mają tę swoją specyfikę tego pierwszego filmu. Cała seria Gwiezdnych wojen wzoruje się na tej pierwszej części.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Cały dowcip polega, moim zdaniem, na tym, że tu należałoby zacząć zapewne od księgi trzeciej i czwartej i - cofnąć się, bo ta czwarta część wtedy przyciągnęłaby widza. Poza tym tutaj zabrakło chyba pewnych efektów, powiedzmy sobie szczerze, filmowych. J.R.R. Tolkien był lepszy. Proszę przypomnieć sobie scenę śmierci Boromira na Parth Galen. W gruncie rzeczy w książce cała walka odbywa się poza naszymi oczami. Gimli i Legolas słyszą wrzaski i skaczą w tamtą stronę. Aragorn siedzi na Amon Hen, po czym zbiega i biegnie dalej przez las. Dobywa Andúrila i widzi z przerażeniem, że ostrze błyszczy. Wybiega na polanę i... słyszy wrzaski, które cichną. Pod drzewem leży umierający Boromir. Cała walka odbywa się poza ekranem. Jest tylko stan narastającej grozy. W filmie to zgubili.

Tomasz Dylewski: Miało to by sens, gdyby Aragorn nie spotykał Froda na Amon Hen. Przecież Aragorn podążył tam tylko dlatego, że nie wiedział, czy na Amon Hen poszedł Frodo czy inny hobbit. I na tym to polegało, a nie na tym, że Legolas chce płynąć łódką, a Aragorn mówi: Nie, Frodo musi sam.

Anika Radzka: Właśnie, ten, który sobie kompletnie nie radził, zostaje opuszczony.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Nie ma tego momentu, w którym Aragorn siada nad rzeką, podczas gdy towarzysze chcą natychmiast coś robić, i mówi: Nie, szukacie porady u złego doradcy, wszystkie decyzje, jakie podjąłem, okazały się błędne.

Tomasz Dylewski: Poza tym pamiętam, że w książce nie mieli wyboru, ponieważ łódki były przedziurawione.

W tym miejscu nastąpiła krótka dyskusja na temat ilości łódek i czy zostały one przedziurawione, czy nie. W końcu dyskutanci doszli do wniosku, że łódki nie mogły zostać zniszczone, ponieważ na jednej z nich złożono Boromira. Problemu do końca nie rozstrzygnięto.

Anika Radzka: W filmie zabrakło tego, że przecież Aragorn od momentu, z którego wyszli z Lórien, cały czas bił się z myślami, gdzie mają pójść: czy pomóc Boromirowi i iść do Minas Tirith, czy pójść z Frodem do Mordoru. Bardzo dużo traci postać Aragorna, gdy braknie tych rozważań.

Katarzyna Aust: Filmowy Aragorn po prostu nie przeżywa tych rozterek. To facecik, który dobrze skacze po krzaczkach i nieźle macha mieczem. To wszystko.

Kinga Kwaterska: Przeżywa za to inną rozterkę, co jest dla mnie bez sensu. Wszystkie jego rozważania co do wyboru drogi zostały zamienione na rozmowę z Arweną, która mówi: Nie bój się, nie jesteś Isildurem.

mgr Urszula Lip: W książce jest zupełnie odwrotnie. Na naradzie u Elronda Aragorn mówi wyraźnie: jestem potomkiem Isildura, nie Isildurem. Przez cały czas podkreśla też swoje królewskie pochodzenia i swoje dziedzictwo. On się nie waha, jeśli chodzi o sukcesję do tronu. Gdyby Merry i Pippin nie zostali porwani, Aragorn prawdopodobnie poszedłby do Minas Tirith, gdyby nie byłoby możliwości pójścia za Frodem.

Tomasz Dylewski: Wróćmy na chwilę do Rivendell. Do sali, w której złożono złamany miecz, przychodzi Boromir, Aragorn siedzi w cieniu. Boromir widzi złamany miecz. Bierze go do ręki, ogląda, rani się odłamkiem, wypuszcza i odchodzi. Co to miało za sens?

mgr Urszula Lip: Narsil był świętym mieczem. Przecież kiedy Aragorn zostawia Andúrila przed wejściem do sali tronowej w Edoras, wyraźnie ostrzega: Niech nikt go nie dotyka, bo każdy, kto go dotknie, umrze. Jak ktoś obcy może go zatem dotykać?

Katarzyna Kuciel: Faktycznie, scena, kiedy Boromir rzuca mieczem, jest bez sensu.

Hubert Zienkiewicz: Boromir poznaje ten miecz, ale nie robi to na nim zbyt wielkiego wrażenia.

Katarzyna Aust: To jest podkreślenie, że Boromir lekceważy dziedzictwo. To nie jest spójne z tym, co robi Boromir filmowy (chciałabym uniknąć porównywania, że Boromir w książce to, Boromir filmowy tamto). Natomiast jeśli Boromir cały czas mówi o uratowaniu Minas Tirith i jednocześnie rzuca mieczem, bo się skaleczył w paluszek, to nie jest przekonywujące.

mgr Agnieszka Szurek: Ja bym broniła tej sceny. Wcześniej pokazano obraz, na którym widać miecz w momencie, w którym odcinany jest Pierścień z ręki Saurona. Zasygnalizowano, że jest to miecz starożytny, ma znaczenie - dobrze, nie jest jasno powiedziane, jakie - ale jakieś ma. Moim zdaniem było bardzo dobrze pokazane wahanie Boromira, który z jednej strony docenia wagę dziedzictwa, ale z drugiej nie chce się do tego sam przyznać i mówi: Gondor nie potrzebuje króla. Jednak trochę za tym królem tęskni.

mgr Urszula Lip: Oczywiście, ale nie powinien dotykać miecz.

Katarzyna Aust: Podnosi miecz, a za chwilę go rzuca. Dlaczego?

mgr Agnieszka Szurek: Nie spostrzegł Aragorna.

Hubert Zienkiewicz: Podchodzi tak, jakby widział Aragorna. Robi to na pokaz.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Chyba nie, tu bym się zgodził z panią Agnieszką. Musimy jeszcze raz obejrzeć tę scenę.

Tomasz Dylewski: Jest jeszcze jedna "wspaniała" scena: kiedy Gimli postanawia swoim toporkiem zniszczyć Pierścień. To było śmieszne, bo chcieli za wszelką cenę pokazać, że Gilmli jest porywczy.

Katarzyna Aust: Skojarzenia z Warhamerem ewentualnie hołd złożony popularnemu wyobrażeniu krasnoluda.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Udała się Jacksonowi pewna scena. W momencie, kiedy na naradzie u Elronda zebrani zaczynają się kłócić, Pierścień nagle jak gdyby rośnie - trick banalny, niemal z pierwszego roku Filmówki - a kłócący odbijają w Pierścieniu i słychać głos wydobywający się z Pierścienia.

Katarzyna Kuciel: Wrócę do postaci. Myślę, że Gandalfa trzeba bronić w tym filmie. Jeżeli chodzi o aktorstwo, Ian MacKennen doskonale zagrał tutaj mędrca.

mgr Urszula Lip: Angielska szkoła - Sean Bean jako Boromir też był świetny.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: A Ian Holm jako Bilbo? Rewelacyjny.

Tomasz Dylewski: Jest taka scena w Rivendell, kiedy Bilbo nagle pokazuje upiorną twarz... To, co czytając Władcę Pierścieni trzeba sobie wyobrazić, w filmie świetnie pokazano. Widać tutaj rękę reżysera od Martwicy mózgu.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Ale o jedną rzecz mam pretensję i chyba pani Agnieszka się ze mną zgodzi jako dużej klasy specjalistka od m.in. kuchni hobbickiej. Jakim prawem w kuchni hobbita w jakimś rozprutym worku leżą marchewki?! To jest skandal! Kuchnia hobbita tak ma wyglądać?! Obrzydliwe!

Tomasz Dylewski: Wspomina się tylko o śniadaniu, drugim śniadaniu, obiedzie, pierwsze danie obiadu, drugie danie obiadu, deser, wieczornik, kolacja... A gdzie podpłomyk, gdzie jeszcze tych kilka posiłków?

W tym miejscu nastąpiła bardzo burzliwa dyskusja najpierw na temat posiłków hobbickich, a potem na temat płaszczy elfów, które Drużyna dostała albo i nie od Galadrieli. Sprawa znowu nie została wyjaśniona do końca i dyskutanci wrócili do głównego nurtu dyskusji.

Anika Radzka: Jeśli czepiamy się szczegółów, to zauważyłam, że w książce Bilbo był hobbitem uporządkowanym. Natomiast to, co się dzieje u niego w domu, to taki bałagan, że to jest skandal. Bilbo kochał porządek!

Tomasz Dylewski: Tak naprawdę w tym domu pokazano tylko przedpokój, kuchnię i pokój. Kiedy Gandalf przyjeżdża, Bilbo powinien pobiec do swojej wielkiej spiżarni, przynieść ze cztery talerze - przecież to jest Bilbo!

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Podaje swojemu przyjacielowi tylko herbatę, i to cienką.

Kinga Kwaterska: Niedopuszczalne jest, że Gandlaf się gubi w tym domu, że uderza się o żyrandol.

mgr Urszula Lip: Tak, Gandalf jest tu odarty z godności.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tak, te początkowe sceny z uderzeniem w głowę są bez sensu.

Tomasz Dylewski: Słyszę, że koleżanka jest specjalistką od hobbitów i od jedzenia hobbickiego. Czy hobbit wziąłby pomidora z popiołu? Nie sądzę.

mgr Agnieszka Szurek: Oni go nie chcieli. Kłócili się, kto ma go zjeść.

Kinga Kwaterska: Jest jedna scena pokazująca naturę hobbitów, kiedy Aragorn rusza, a hobbici właśnie się rozpakowują z drugim śniadaniem.

mgr Urszula Lip: Drugą humorystyczną sceną jest ta, w której Merry i Pippin przychodzą na naradę u Elronda i mówią: My też idziemy. Ale gdzie?

Anika Radzka: Nie ma też jednego bardzo dla mnie ważnego wątku, ponieważ ja uwielbiam Sama, który jest wielkim wsparciem dla Froda, może czasem nie grzeszy inteligencją, ale bezwzględnie za Frodem wszędzie chodzi. Tego brakuje - wątku bezwzględnego oddania.

Tomasz Dylewski: W filmie wygląda to tak: sługa i pan.

Kinga Kwaterska: Poza tym wychodzi na to, że Sam pilnuje Froda tylko dlatego, że Gandalf mu kazał.

mgr Agnieszka Szurek: Ja miałam inne wrażenie. Mnie właśnie brakowało relacji sługa - pan. Trochę ze względu na tłumaczenie, bo nie tłumaczono konsekwentnie "panie Frodo", a poza tym uważam, że film bardzo zdemokratyzował relacje.

Tomasz Dylewski: W filmie mamy ogólną poprawność - przecież nie może być relacji sługa - pan. Mamy Kalego, który nie kradnie krowy, bo przecież Kali nie może kraść krowy, bo to nie jest poprawne.

Anika Radzka: Cieszmy się, że Elrond nie jest murzynem.

Hubert Zienkiewicz: Powinien być kobietą.

mgr Urszula Lip: Ciekawa jestem, jak twórcy filmu przedstawią Haradrimów, którzy przecież są czarni.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Nie będzie Haradrimów.

W tym miejscu nastąpiła burzliwa wymiana zdań na temat poprawności politycznej w filmach, terroryzmie i innych niebezpieczeństwach grożących twórcom filmowym. Po chwili dyskutanci wrócili do przerwanego wątku.

mgr Agnieszka Szurek: Chciałabym tutaj zgłosić pewną filozoficzną uwagę. Na razie "przerzucamy się" scenami i w związku z tym pozwolę sobie na jedną refleksję. Te same sceny, o których jedna osoba twierdzi, że są najgorsze z całego filmu, ta sama twierdzi również, że są bardzo dobre. To zaobserwowałam już w wielu rozmowach i wydaje mi się, że to świadczy, że film jest bardzo dobry. Te sceny, które tutaj osoby wymieniały jako absolutnie śmieszne i nieudane, mnie najbardziej wzruszyły i odwrotnie - te, które były przedstawione właśnie jako wzruszające - ja uważam za nieudane. To jest rzecz gustu i indywidualnych skojarzeń. Mnie zastanawia przede wszystkim, jak skonstruowany był sam film, jak przedstawiał relacje między dobrem a złem, początkowe sceny w Shire kontra to, co się dzieje później... Zastanawiałam się także nad postacią Galadrieli. To, o czym mówiliście wcześniej - od początku Pierścień jest pokazywany jako bardzo, bardzo groźny i bardzo, bardzo zły. W książce dochodzimy do tego stopniowo. Ponieważ w filmie nie mamy tych pierwszych beztroskich przygód, to od pierwszego momentu, w którym pojawia się Pierścień, wiemy, że jego użycie będzie bardzo groźne. I to troszeczkę od razu inaczej ustawia relacje - nie ma tego stopniowego uzależniania się, tak jak w przypadku Froda czy nawet Bilba. Czy was też nie uderzyło, że jest troszeczkę inna wymowa filozoficzna? Shire jest piękny, ale jest całkowicie niewinny i jedne zło jest złem z zewnątrz; brak Sandymana, brak Lobeli, brak dyskusji na temat przyczyn śmierci rodziców Forda... Sam Frodo jest niewinny, on może wziąć Pierścień, bo jego w zasadzie nic nie kusi. W książce to jest chyba najbardziej tragiczne, że jednak jego też coś kusi, więc musi mieć w sobie zło, bo inaczej Pierścień by go nie zdeprawował.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tak, i w tym momencie widać tragedię braku sceny z Tomem Bombadilem. Ale to by się chyba nie dało zrealizować...

Igor Lutomirski: Krążą pogłoski, że ta scena będzie, albo już jest w wersji DVD.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Nie może jej być, bo wtedy całkowicie trzeba by było zmienić scenę, kiedy Aragorn rozdaje im broń - bo przecież miecze zdobędą pod Kurhanem.

W tym miejscu nastąpiła dyskusja na temat broni, głównie złamanych mieczy. Po chwili dyskutanci wrócili do przerwanego wątku.

Katarzyna Aust: Książkowy Aragorn to rzeczywiście król Aragorn na wygnaniu, natomiast w filmie mamy tego faceta, który siedzi w zaroślach i pod żywopłotami i więcej - na razie - w nim nie ma.

mgr Urszula Lip: Á propos, osoby, które nie czytały książki, skarżyły się, że myli im się, czyim synem jest Aragorn. Musiałam sprawę sukcesji tłumaczyć kilku znajomym. W takim razie mamy jakiś błąd na poziomie narracji, skoro ludzie tego nie rozumieją.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tak, bo wbrew pozorom nie została pokazana odległość czasowa. To jest bardzo trudne do zrobienia.

W tym miejscu nastąpiła krótka dyskusja na temat przedstawienia problemu czasu w filmie i w książce. Po chwili dyskutanci wrócili do przerwanego wątku.

Hubert Zienkiewicz: Poza tym zabrakło w pierwszej bitwie Gil-galada i informacji, że to ostatni wielki król elfów. Tak naprawdę to Elrond jest dowódcą.

mgr Urszula Lip: Gandalf został w jakiś sposób przeciwstawiony Elrondowi. To Elrond jest tym, który "pcha" akcję naprzód i nigdy nie się waha.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: To jest to pytanie pani Agnieszki o filozofię. Po pierwsze, pęknięcie podstawowe: opozycja dobro - zło nie będzie taka prosta, bo w filmie Saruman jest od razu zdrajcą. Nie jest pokazane, że Saruman chce zagrać na dwa fronty. Wypadnie nam ten wspaniały dialog, kiedy Gilmli mówi: Szkoda, że między nimi są nasi przyjaciele..., a Gandalf opowiada: Zwycięzca wyszedłby z tej walki silniejszy niż kiedykolwiek i wolny od wątpliwości.

Tomasz Dylewski: W związku z tym ciekawe, jak zostanie pokazany Denethor. Chyba także będzie zdrajcą, bo też będzie sługą Saurona. Wychodzi na to, że całą kontrolę nad palantirem sprawuje Sauron. Jak w takim razie Aragorn oprze się władzy kryształu, skoro tego nie zrobił Saruman, mistrz zakonu?

mgr Urszula Lip: Filmowy Saruman, zauważcie, jest bardzo potężny, potężniejszy od Gandalfa i panuje nawet nad pogodą. W książce to sama przyroda nie chciała dopuścić do przejścia Drużyny przez Karadhras. I taka osoba została usidlona przez Saurona! To nie jest wiarygodne psychologicznie.

Kinga Kwaterska: Nie ma też mowy o tym, że to jest Saruman Mądry, Biały. Saruman wiedział najwięcej i dlatego został przewodniczącym Białej Rady.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Czy Saruman ma na palcu jakiś pierścień? Nie, i to jest błędem. Saruman próbował zrobić pierścienie władzy i mu nie wyszło.

W tym miejscu nastąpiła krótka dyskusja na temat pierścieni władzy i tych, którzy je posiadali. Po chwili dyskutanci wrócili do przerwanego wątku.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Sprawa z Sarumanem zahacza się zmianę filozofii. Tekst J.R.R. Tolkiena jest tekstem tak głębokim, że zrobienie z niego dobrego filmu jest niemożliwe.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Jest możliwe, Akira Kurosawa by zrobił.

mgr Agnieszka Kruszyńska: Czytając tekst czytelnik ma wrażenie, że Gandalf będzie wiedział, co robić, że on popchnie wyprawę. Pojawiają się trudności. W pewnym momencie padają słowa: Jakaż teraz nadzieja? A więc pójdziemy bez nadziei. A jednocześnie pozostaje pewne niedomówienie, jeśli chodzi o moc Gandalfa. Czytając książkę naprawdę nie wiemy tak do końca, jaką władzą rozporządza Gandalf. On nie jest czarodziejem na pokaz. W filmie następuje powiększenie roli Sarumana, powiększenie roli zła. Jeżeli wierzymy w Gandalfa, to stawia nas od razu w pozycji przegranej.

mgr Urszula Lip: Powiększenie roli Sarumana ma na celu tylko jedno: żeby Gandalf w drugiej części pokazał, jak wielką ma moc.

Tomasz Dylewski: Zastanawiam się, jak w drugiej części Gandalf pojawi się jako Gandalf Biały, skoro Sarumana nie zmieniono w czarodzieja o wielokolorowej szacie. Poza tym, wracając do kwestii palantiru: konsekwencja postaci Argorna, jak ustaliliśmy - facet z krzaka. Jak Aragorn, potomek Isiludra, będzie potem zaglądał w palantir?

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Dlatego powiedziałem: Kurosawa. Pamiętam, w jaki sposób Kurosawa budował postaci, które kreował Toshiro Mifune. Tutaj wychodzi nie tylko wielkość aktora, ale i wielkość reżysera. Mifune był czasem kierowany przez Kuroswę w ten sposób, że na początku wychodził na "dresiarza" - wychodzi znikąd i rąbie mieczem dla tego, kto więcej zapłaci, np. w Straży przybocznej. Dopiero pod koniec bohater urastał do roli "miecza sprawiedliwości", który bogowie zsyłają na ziemię. Reżyser tak nim pokierował, że ta postać rosła. Tymczasem w filmie Jacksonowi się nie udało. Sceny końcowe pierwszej części - ktoś powiedział, że to się bez sensu urywa. Trochę ma tu rację, bo w zasadzie sceny końcowej pierwszej części powinny w zasadzie pokazywać klęskę. Aragorn powinien ruszać w pościg trochę bez żadnej nadziei. W dodatku jest jedna niejasna dla nas kwestia - i tu się mści kwestia braku sceny darów i chleba - oni ruszają w pościg, ale jak będą się żywić? Zostawiają wszystko i ruszają. Czyli znowu wracamy do pytania pani Agnieszki: filozofia. W książce filozofia tkwi w tym, że Elrond mówi w pewnym momencie: nie możecie liczyć w tej drodze na nic, ale być może otrzymacie pomoc w nieoczekiwanym momencie. To są drobiazgi - te wszystkie uzupełnienia, o których mówiliśmy, że są konieczne nie trwałyby dłużej niż pięć minut projekcji. Brak sceny z darami jest straszliwą niekonsekwencją.

Tomasz Dylewski: Bo ma ona znaczenia dla całej powieści. Co do filmu, nie wiadomo.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Poza tym kwestia Pierścienia. On jest za bardzo demoniczny. Z jednej strony to dość dobrze wyszło, ale z drugiej wszystko bardzo ujednoznaczniło: wybór jest prosty. Nie mamy właściwie sytuacji, że wszyscy w każdej chwili muszą podejmować jakąś decyzję. Nie bardzo rozumiem, jak to będzie ze spotkaniem z Eomerem. Tam fundamentami są dwie rzeczy: po pierwsze, postać Galadriel, po drugie: problem Aragorna jako dziedzica tronu. Eomer w obu wypadkach akceptuje to bez dyskusji.

Tomasz Dylewski: Jak zrobią Gimliego, który występuje w obronie Galadrieli? Nienawidzi tak naprawdę elfów i dopiero pod koniec filmu uśmiecha się do Legolasa. Potem Gimli będzie się zachwycał grotami w Helmowym Jarze i nastąpi to słynne podwójne przyrzeczenie: Legolas odwiedzi z Gimlim pieczary w Aglarondzie, a Gimli z Legolasem Fangorn.

Kinga Kwaterska: Ale to jest to, o czym mówiliśmy wcześniej: nie ma wątku przyjaźni.

Tomasz Dylewski: Jest wątek nienawiści krasnoludów do elfów, a nie ma wątku przyjaźni.

W tym miejscu nastąpiła dyskusja na temat przyjaźni i nieprzyjaźni elfów i krasnoludów. Po chwili dyskutanci wrócili do przerwanego wątku.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Jest tylko jedno wytłumaczenie: Jackson korzystał z kopii Barahira, a Barahir wszystko pozmieniał. Jeżeli przyjmiemy, że opowieść jest snuta z perspektywy ludzi i jest to próba obrony Boromira, to wtedy porządek się zmienia. Tamten świat jest światem, który odchodzi, on już nie ma znaczenia. A jest już nowy świat, w którym żyją ludzie. J.R.R. Tolkien oczywiście w grobie się przewraca, bo to nie o to chodzi.

Anika Radzka: Jest jeszcze jedno powiedzenie, które często pada w programach poświęconych kręceniu filmu: że żaden amerykański film nie obejdzie się bez wątku miłosnego. Dlatego pojawia się scenę z Arweną.

mgr Urszula Lip: Już o tym mówiliśmy, to jest w pewnym sensie uzasadnione.

Tomasz Dylewski: Najbardziej podobało mi się w reklamach, szczególnie w MTV, to, że mówią o Władcy Pierścieni: "największa baśń XX wieku". Ten film jest największą baśnią i niczym więcej. Jest bardzo dobry, nie przeczę...

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Tak, pozwoliłem sobie to powiedzieć w programie [...] powiedziałem wyraźnie, że jako adaptacja to szmira, natomiast jako osoby film, oderwany od książki, jest bardzo dobry.

Tomasz Dylewski: Tak, zwłaszcza że ten film nie jest tylko obładowany efektami specjalnymi i nie jest niczym więcej. Efekty specjalne zostały dobrze dobrane i powodują, że ten film ogląda się z zapartym tchem.

Anika Radzka: Tym bardziej że książki często konstruuje się w taki sposób, że tak szybko toczy się akcja, że czytelnik nie zdąży się zastanowić - w tym filmie jest dokładnie tak samo. Czytelnik nie ma czasu się zastanowić, czy tu jest jakaś niekonsekwencja, czy nie.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Od Morii - rzeczywiście tempo przyspiesza, ale bez sensu jest ta długa podróż "rzeczką".

W tym miejscu nastąpiła dyskusja na temat, jaka powinna być szerokość Wielkiej Rzeki Anduiny oraz komu podobały się lub nie posągi Argonath. Ponadto przedyskutowano scenę z Frodem i Samem.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Najgorszy chyba jest rzeczywiście problem zmiany wymowy filozoficznej, z pozoru subtelny, a tak naprawdę fundamentalny.

mgr Agnieszka Szurek: Dlatego wtedy, w łódce, filmowy Frodo nie mógł mieć Pierścienia. Skoro Pierścień jest tak bardzo niebezpieczny, to on nie może go używać. Chciałabym jeszcze poruszyć jedną kwestię, która w książce mnie zafascynowała - język. Dla mnie język w filmie był za mało dostojny i za mało patetyczny, czyli to, co zarzucono J.R.R. Tolkienowi, że jest za dużo stereotypowych powiązań, metafor, że język jest za bardzo archaiczny. W filmie tego nie było, był to język współczesny.

Tomasz Dylewski: Z tym wiąże się jeszcze jedna kwestia. Zauważyłem, że postaci będące z innych okolic mówią z innym akcentem.

W tym miejscu nastąpiła krótka, ale bardzo burzliwa dyskusja na temat języka postaci u Tolkiena i na temat języka postaci w filmie. Po chwili dyskutanci wrócili do pierwotnego wątku.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Czy Państwo dobrze słyszeli język elficki?

Tomasz Dylewski: W niektórych momentach było słychać, ale w niektórych momentach zastanawiałem się, czy oni mówią po angielsku, czy po elficku. Jest taka scena, kiedy Arwena rozmawia z Aragornem najpierw po elficku, a potem "przeskakuje" na angielski.

prof. dr hab. J.Z. Lichański: Doszliśmy do takiego momentu, w którym proponowałbym zawieszenie dyskusji. Dokończmy ją na następnym spotkaniu.

Na koniec poświęcono kilka słów artykułom z różnych gazet dotyczących recenzji Władcy Pierścieni. Prof. dr hab. J.Z. Lichański przeczytał fragment informacji prasowej, z której wynika, że w związku z wielkim finansowym sukcesem filmu Peter Jackson zamierza dokręcić kilka dodatkowych ujęć, ponieważ nie jest zadowolony z niektórych scen.

Postanowiono kontynuować temat dyskusji za dwa tygodnie, tj. 6 marca 2002 r.

Na tym protokół zakończono o godz. 19.00.

©Protokołowała mgr Urszula Lip




wróć do spisu dyskusji