Protokół ze spotkania
Sekcji do Badań Kultury i Literatury Popularnej
Polskiego Towarzystwa Retorycznego
21.11.2001 r.


Temat spotkania: Omówienie filmu pt. Wiedźmin i artykułu Wiedźmin, czyli wyobraźnia zawłaszczona ks. Aleksandra Posackiego SJ


Spotkanie odbyło się w środę 21.11.2001 r. o godz. 1700 na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Oprócz członków Polskiego Towarzystwa Retorycznego (dalej: PTR) uczestniczyli w nim studenci IV i V roku filologii polskiej i innych wydziałów UW.

   Pierwszy zabrał głos prof. dr hab. J. Z. Lichański, który mówił konieczności omówienia filmu Wiedźmin, który jest pierwszą polską produkcją zajmującą się tematyką fantasy. Film wywołał wiele kontrowersji i chociażby dlatego należy się tym problemem zająć.
   Następnie referentka zajęła się krótkim omówieniem artykułu zamieszczonego w "Naszym Dzienniku" z dnia 17-18 listopada 2001 r. pt. Wiedźmin, czyli wyobraźnia zawłaszczona autorstwa ks. Aleksandra Posackiego SJ. Artykuł ten jest rozprawą nie tylko na temat filmu pt. Wiedźmin, ale także porusza problem fantasy jako gatunku. Zauważyła, że 1/4 artykułu poświęcona jest satanizmowi. Autor zarzuca fantasy m.in.:

ˇ propagowanie idei chaosu, relatywizm, brak wartości i jednocześnie ich pomieszanie,
ˇ mieszanie wątków z różnych kultur; nazywa to "postmodernizmem", (jednocześnie powołuje się na słowa Umberto Eco, co dowodzi logicznej sprzeczności),
ˇ robienie ludziom wody z mózgu, co prowadzi do wyobraźni patologicznej, właściwej schizofrenii,
ˇ "pustą" widowiskowość,
ˇ że postaci mają "wolę mocy", chcą zmieniać świat swoją mocą, wierzą w przeznaczenie - a to wszystko jest domeną Boga (moc porównuje z "mocą" w Gwiezdnych Wojnach), więc fantasy chce sobie przywłaszczyć atrybuty Boga,
ˇ magia jest zła i grzeszna, ponieważ nie pochodzi od Boga,
ˇ nie ma przeznaczenia - tylko wolność Boga i wybory człowieka.

DYSKUSJA

   W pierwszej kolejności postanowiono omówić film, a potem artykuł - ten ostatni jest bowiem poważnym atakiem na fantasy, a zważywszy na poczytność "Naszego dziennika" można się spodziewać, że autor osiągnie zamierzony cel: wpoi niektórym czytelnikom fałszywy obraz tzn. kultury popularnej, tzn. że gry wirtualne, gry RPG, książki i filmy o tematyce fantasy, ale także scence-fiction są z zasady niebezpieczne i grzeszne. Należy zastanowić się, skąd bierze się obawa autora - i ludzi wyznających podobne poglądy, ponieważ tego typu publikacji pojawia się ostatnio wiele - przed zgubnym wpływem fantasy na czytelnika (lub widza).
   Po długiej i burzliwej dyskusji na temat filmu WIEDŹMIN, w której ścierały się różne poglądy, ustalono, co następuje:
1. Film nie tłumaczy się poza książką. Osoby, które nie czytały opowiadań Andrzeja Sapkowskiego, będą miały trudności ze zrozumieniem fabuły. WIEDŹMIN jest opowieścią o tym, że bohater najpierw bardzo długo jedzie, spotyka starych znajomych, a na koniec spotyka małą dziewczynkę (tak opisano w skrócie fabułę w jednej z recenzji). Fabuła jest bowiem przemieszana, nie ma powiązań poza poszczególnymi scenami, choć można dopatrzyć się pewnej osi narracyjnej, czyli wątek poszukiwań Dziecka-Niespodzianki, Ciri. Jednak zazwyczaj jeżeli film jest dzielony na zdarzenia, wątki, to reżyser robi to celowo. W tym wypadku doszło do rozmycia fabuły i dopiero pod koniec filmu zaczynamy się domyślać, że wątkiem głównym jest historia Ciri. Trzy opowieści były łączone osobą głównego bohatera, ale motywy poboczne zostały zbyt słabo wyeksponowane.
2. Reżyser planował sześciogodzinny serial telewizyjny i teraz wyjaśnia, że WIEDŹMIN filmowy jest jedynie "wstępem" czy "zajawką" mającą zachęcić do obejrzenia serialu. Przemontował pierwotną wersję filmu. W takim stanie rzeczy scenarzysta wycofał swoje nazwisko z czołówki.
3. To, co ważne, jest potraktowane skrótowo i odwrotnie: to, co ważne, zostało zbagatelizowane. Poszczególne postaci pojawiają się i zaczynają opowiadać fabułę, zamiast działać.
4. Niedostatki widać także w sferze dialogów, gdzie kompletnie zatracono specyficzny język postaci A. Sapkowskiego i zawarty tam komizm językowy.
5. Problem niejednolitej konwencji. Podkreślono, iż zaadaptowanie dla potrzeb filmu trzech lub czterech opowiadań jest prawie niemożliwe (przynajmniej w Polsce). Gdyby reżyser potraktował opowiadania jako wątki poboczne i tylko do nich nawiązywał, trzymając się wątku głównego, np. poszukiwań Ciri, albo gdyby zrobił postmodernistyczny kolaż (z założenia eklektyczny), to wtedy można mówić o udanym montażu. Natomiast powstał film o niejednolitej konwencji, ponieważ tylko kilka scen ociera się o groteskę - jest ich niewiele. Nie wiadomo, czy film jest baśnią, alegorią, jeśli tak - to występują tu duże niekonsekwencje, nie ma spójnego modelu świata przedstawionego.
6. Gra aktorów jest poprawna, aczkolwiek uczestnicy dyskusji mieli dużo do zarzucenia reżyserowi, który - ich zdaniem - źle dobrał niektórych aktorów do poszczególnych postaci (np. Grażyna Wolszczak jako Yennefer [nie czytała książki i nie ma pojęcia, jaka jest psychologia postaci], bardzo sztucznie grająca dziewczynka w roli Ciri). Błąd reżysera polegał również na niedopracowaniu szczegółów (np. Geralt po walce z sześcioma zbójami siada spokojnie przy stole w gospodzie i bez żadnych oznak zmęczenia pije piwo). Michał Żebrowski jest wiarygodny w roli Wiedźmina, aczkolwiek w wielu momentach "wychodzi" jego młody wiek i brak doświadczenia życiowego. Reżyser nie wykorzystał w całości jego potencjalnych możliwości - Geralt albo "leży", albo "leczy rany".
7. Scenografia jest - jak na realia polskiego filmu - dobrze zaprezentowana, aczkolwiek odczuwalny jest wyraźnie brak funduszy w scenach wymagających tzw. efektów specjalnych. Film skupia się na relacjach między bohaterami, a nie na samej widowiskowości, co zresztą wyszło mu na dobre.
8. Reasumując ustalono, że film posiada jedną wielką, niewybaczalną wadę, a mianowicie - rozmytą fabuły i epizodyczność prezentowanych scen, co wynika z bardzo złego montażu i chęci "zmieszczenia wszystkiego w jednym". Na poziomie aktorskim film jest poprawny.
   W następnej części spotkania uczestniczy przeszli do analizy artykułu Wiedźmin, czyli wyobraźnia zawłaszczona. W toku bardzo burzliwej dyskusji omówiono szereg problemów zawartych w tekście.
1. Przede wszystkim w pracy tej można znaleźć wiele usterek merytorycznych: autor miesza podstawowe pojęcia różne dla różnych dziedzin nauki. Czasami odwraca znaczenie terminów, czasami je modyfikuje. Używa zawiłej retoryki pustosłowia i sam sobie w wielu miejscach przeczy.
2. Negatywny stosunek autora artykułu do fantasy i dziedzin pokrewnych wynika z kompletnej nieznajomości tematu i negatywnego nastawienia. Pewne rzeczy rozpatrywane są wyłącznie w kategoriach chrześcijańskich (katolickich) - tzn. z punktu widzenia dogmatyki Kościoła. Jeśli założyć, że każdy tekst, w którym pojawia się np. demon, jest tekstem okultystycznym, to nawet twórczość J.R.R. Tolkiena jest dziełem satanistycznym; tekst, gdzie pojawiają się bogowie, jest tekstem pogańskim.
3. Wydaje się, że takie negatywne nastawienie wynika z lęku przed nieznanym - autor (i ci, którzy upatrują w tego typu literaturze czy filmie niebezpieczeństwo) boją się, aby ludzie nie uwierzyli w magię, rytuały, nie wrócili do pogaństwa. Ogólnie chodzi o lęk przed odejściem od Kościoła, ucieczkę od rzeczywistości (eskapizm). Wpływ mają tu masmedia, które kreują rzeczywistość i zdarza się, że niektórzy ludzie pod wpływem filmu czy książki popadają w szaleństwo, robią krzywdę sobie lub innym. Wydaje się jednak, że ten problem nie dotyczy większości ludzi, lecz tylko jednostek.
4. Zauważono nieścisłość w tekście - najpierw autor pisze, że fantasy odsyła do nieistniejących rzeczywistości, a potem pisze, że magia jest grzeszna. Skoro grzech jest to świadome przekroczenie prawa Boga, to autor popada tu w wewnętrzną logiczną sprzeczność: albo magia istnieje, albo nie. Niekiedy twierdzi się, że tego typu twórczość jest wszczepianiem relatywizmu - tamten świat przenika do naszego i po lekturze czy po obejrzeniu filmu zawsze coś zostaje. Kontrargument: uczymy się nie tylko z książek czy filmu, a także (czy może przede wszystkim) z rzeczywistości nas otaczającej, a ona nie zawsze jest sielankowa.
5. Wniosek: ludzie nie zawsze rozróżniają fikcję od rzeczywistości, albo uważają, że fikcja może wyrządzić duże szkody psychice, zwłaszcza dzieciom (problem eskapizmu, pozytywnego - ucieczka w wyobraźnię i negatywnego - ucieczka od ponurej rzeczywistości, kompletne zatracenie różnic). Stąd np. fenomen utożsamiania się z bohaterami filmowymi czy książkowymi.
6. Autor artykułu pisze: "Literatura czy sztuka nie mają prawa przedefiniowywać magii na swoją modłę". I kilka wersów dalej: "Literatura nie ma także prawa do definicji wyobraźni czy fantazji, które są kategoriami antropologicznymi". Te twierdzenia są kompletnie pozbawione sensu. Pisarz ma prawo pisać, o czym mu się podoba, i na każdy temat. Bez wyobraźni, której jest przecież kilka rodzajów, nie byłaby możliwa żadna lektura.
   Reasumując uczestnicy spotkania doszli do wniosku, iż artykuł ks. Aleksandra Posackiego SJ w niekorzystnym świetle stawia całą literaturę fantastyczną, doszukując się u jej korzeni satanizmu i różnego rodzaju sztuk okultystycznych. Jest to pogląd o tyle niebezpieczny, że coraz bardziej powszechny. W rzeczywistości sama literatura czy film wyrządzić szkody nie mogą, o ile sama rzeczywistość, w której żyjemy, jest w miarę stabilna. Chodzi tutaj o takie pozaliterackie kwestie jak: wartości etyczne, rodzina, wychowanie.
   Na tym spotkanie zakończono się o godz. 19.00.

©Protokołowała mgr Urszula Lip




wróć do spisu dyskusji