Urszula Lip

PIES W ŁÓDCE KOT W WORKU
Recenzja książki Connie Willis Nie licząc psa



   Podróże w czasie to motyw bardzo popularny we współczesnej kulturze. Często jest to czysta zabawa - okazja do postawienia współczesnego człowieka wobec diametralnie różnych realiów i obyczajów, jak w klasycznej powieści Marka Twaina Rycerz na dworze króla Artura; ale także pokazanie świata, którego już nie ma, i nie jest istotne, czy świat ten jest w zupełności zgodny z prawdą historyczną. Ogólnie należy stwierdzić, że bywa tak, iż podróże w czasie stają się pretekstem do oceny moralnej współczesnego człowieka: pozytywnej - gdy czytelnik widzi wyższość dwudziestego wieku nad tymi epokami, które nie mogą równać się z nim w dziedzinie postępu naukowo-technicznego, oraz negatywnej - gdy autor opowieści straszy wizją ponurej przyszłości - życia wygodnego, ale wyzbytego wszelkich wyznaczników etycznych. Bywa też tak - i to zdarza się chyba najczęściej w literaturze niskiego lotu, której przeżywamy zalew w księgarniach i bibliotekach - że za podróżami w czasie nie kryje się żadna idea; jest to jedynie środek, mający na celu zawiązanie akcji lub popchnięcie jej naprzód. Na szczęście książka Connie Willis jest pod tym względem zupełnie inna - tutaj podróże (czy raczej skoki) w czasie nie tylko zawiązują akcję i stają się polem działań bohaterów, ale niosą w sobie określoną wartość etyczną i filozoficzną, nie tracąc nic ze swego klasycznego, rozrywkowego charakteru. Już bowiem po lekturze pierwszego rozdziału książki przekonujemy się, że przygody historyków wysłanych w przeszłość przez lady Shrapnell na poszukiwanie strusiej nogi biskupa nie będą przygodami w stylu Jamesa Bonda. Będą raczej przygodami Bertie Woostera, bohatera cyklu książek P.G. Wodehause'a. Poszukiwanie strusiej nogi biskupa, której wyglądu i pierwotnego przeznaczenia nikt nie zna, a która jest niezbędna amerykańskiej milionerce lady Shrapnell do konsekracji katedry w Coventry, każe Nedowi Henry'emu "przeskoczyć" do epoki wiktoriańskiej. Otumaniony zbyt dużą ilością "skoków" oraz nie zaznajomiony w wyczerpujący sposób z realiami roku 1888 Ned popełnia czyn, który powoduje rozbicie łańcucha zdarzeń przyczynowo-skutkowych, co w połączeniu z w wcześniejszym czynem jego koleżanki Verity sprawia, że oboje muszą za wszelką cenę naprawić wyrządzone szkody. Może się bowiem zdarzyć, że zawirowania przestrzenno-czasowe wymkną się spod kontroli i spowodują niespodziewane reminescencje w przyszłości. Niestety, podejmowane przez historyków działania zamiast porządkować, ciągle komplikują akcję, aż poziomu, z którego, jak się wydaje, nie można się już wyplątać bez deux ex machina - zupełnie jak u P.G. Wodehause'a, gdzie perypetie również przyprawiają o zawrót głowy. Ponadto po kartach książki ustawicznie plączą się postaci rodem z angielskiej powieści obyczajowej: idealny kamerdyner (nawet dwóch), piękna, acz mało inteligentna panna na wydaniu, mdlejąca matka-spirytystka, ojciec-gbur, roztargniony profesor, milioner bez grosza przy duszy (ale za to z psem), płaczliwe służące, irytujący sąsiedzi, duchy różnego rodzaju, a ponadto duża ilość kapryśnych kotów (w workach i bez worków), przyjacielskich psów, dzikich łabędzi, owiec, rzecznych i egzotycznych ryb, a wszystko to na tle pięknej wiejskiej rezydencji wśród zielonych wzgórz i mglistych wrzosowisk. Sytuacje zmieniają się jak kalejdoskopie, a przedziwne sploty wydarzeń prowadzą do zaskakującego finału. Rozwiązanie zagadki nogi biskupa jest jednocześnie rozwiązaniem perypetii bohaterów, a początkowe założenie, że przeszłości nie można zmienić, okazuje się być także konkluzją, za którą stoją poważne konotacje filozoficzne. Nie licząc psa to książka mimo swojego rozrywkowego charakteru bardzo wyrafinowana, bogata w odniesienia do różnych utworów literackich i pozaliterackich, i jest prawdziwą ucztą intelektualną dla czytelnika. Z jednej strony mówi o słabościach ludzkiego charakteru, o głupocie i naiwności, a z drugiej o tym, że istnieją ludzie o niepojętej sile i charyzmie, którzy potrafią żyć dla jednej tylko idei i dla niej umrzeć, i którzy potrafią swoim entuzjazmem zarazić innych.Mówi także o świecie idealnym - gdzie podróże w czasie nie służą po to, by się bogacić w łatwy sposób, ale po to, by poznać to, co zostało już na zawsze (?) stracone.

©Urszula Lip




wróć do spisu artykułów