Agnieszka Szurek

STANISŁAW LEM - POLOWANIE
analiza i interpretacja opowiadania



    Opowieści o pilocie Pirxie (a wśród nich Polowanie) są jednomyślnie określane jako science fiction. Trudno się z tym nie zgodzić, trzeba jednak przyznać, że utwór ten znacznie przekracza granice gatunku.
   Science fiction zrodziła się z zaufania do wiedzy i techniki, z wiary w rozum, który w końcu zapewni człowiekowi panowanie nad światem. Taką wizję kosmosu, niekryjącego już w sobie tajemnic, w którego badaniu pomagają ludziom niezawodne, doskonale skonstruowane maszyny, można znaleźć we wcześniejszych powieściach Lema (np. Astronauci). Są tam i odważni odkrywcy, bohaterowie kosmicznych przestworzy, i niezwykła, prawdziwie "nieziemska" atmosfera, i cudowne, choć przecież bardzo naukowo opisane wynalazki, pozwalające przelać Morze Śródziemne na Saharę czy roztopić lodowce Antarktydy.
   W napisanym w trzynaście lat po Astronautach Polowaniu niewiele pozostało z tak ogromnego optymizmu. Akcja opowiadania rozgrywa się na Księżycu, ale ten Księżyc nie ma w sobie nic romantycznego ani niezwykłego - ot, jeszcze jedna stacja z biurami handlowymi, restauracją, hotelem i domem towarowym. Atmosfera niezwykłości została zredukowana do minimum. Sama nazwa "Luna Główna" kojarzy się z dworcem kolejowym, i to dworcem, gdzie w bufecie nie można dostać ciepłej zupy, a w korytarzu pali się co druga żarówka. Zamiast olśnić czytelnika wizja wspaniałej cywilizacji, albo, przeciwnie, przedstawić obraz dziewiczej, niezbadanej ziemi, autor wybrał, zdawałoby się, najgorsze wyjście - stworzył coś pośredniego, miejsce pozbawione zarówno swojskiej przytulności jak i egzotycznego uroku, sprawiające do tego wrażenie zacofanego pod względem techniki. Słowo "zacofany" może się tu wydać nie na miejscu, bo chociaż z perspektywy narratora wszystkie zdarzenia są opisywane jako przeszłe, akcja opowiadania rozgrywa się w przyszłości w stosunku do czasów czytelnika. Właśnie z punktu widzenia narratora Księżyc jest zacofany - i to spojrzenie mimo wszystko udziela się również czytelnikowi. Przedstawiona przez Lema przyszłość nie może być zresztą zbyt odległa, skoro w świecie Pirxa wciąż jest w użyciu radio, telefon, elektryczność. Zaopatrzenie w tlen i w wodę ciągle jeszcze stanowią problem: jednym słowem wszelkim wynalazkom człowieka daleko jeszcze do doskonałości.
   Także ludzie niewiele się zmienili. Nie znikły podziały polityczne, nawet Księżyc został podzielony na strefy wpływów. Pracodawcy nadal nie cieszą się sympatią podwładnych, inżynierowie projektuja niesolidne budynki, obsługa hotelu uważa gościa za dopust boży.
   Polowanie jest szóstą spośród dziesięciu Opowieści o pilocie Pirxie. To centralne położenie nie jest przypadkowe, opowiadanie wyznacza bowiem wyraźną granicę, wprowadza nowe problemy i inną atmosferę. Pilot Pirx nie jest już tu poczciwym kadetem z pierwszych utworów, marzącym o ratowaniu ludzkości i martwiącym się, że jego skronie nie są oprószone romantyczną siwizną. Daleko mu jednak do postawy starego kosmicznego wygi z Ananke. Pirx z Polowania pozbył się już uczucia niepewności i zagubienia, dręczącego każdego nowicjusza. Stał się człowiekiem samodzielnym i odpowiedzialnym. nie trzeba go cały czas pouczać. To on zostaje dowódca grupy, on teraz wydaje rozkazy i przy wielu okazjach pełni role eksperta. Kosmiczne podróże traktuje już jak rutynowy obowiązek, nie na tyle jednak, by w głębi serca nie liczyć, że spotka go jakaś niezwykła przygoda.
   W Polowaniu styl narracji jest podobny do tego z pierwszych opowiadań zbioru: narrator jest trzecioosobowy i wszechwiedzący, nierzadko jednak, szczególnie w kulminacyjnych punktach akcji, zaczyna patrzeć na świat oczyma bohatera (stąd częste zastosowanie mowy pozornie zależnej). Taki zabieg przyczynia się do rozwiania atmosfery niezwykłości; rzeczy dla nas nowe i zaskakujące nie budzą zdumienia, gdy patrzymy na nie oczami Pirxa. Także ich nazwy, mimo że są wyrazami utworzonymi przez autora, nie stanowią dla czytelnika zagadki. Wiadomo, że intelektronik to ktoś zajmujący się intelektem urządzeń elektronowych. Urobione przez Lema słowa do złudzenia przypominają rzeczywiście istniejące i używane wyrazy.
   W ostatnich opowiadaniach zbioru zaczynają pojawiać się również inne typy narracji: narrator pierwszooosobowy w Opowiadaniu Pirxa, lub też wielu innych narratorów w Rozprawie. Akcja schodzi w tych opowiadaniach na drugi plan, ważniejsze od niej stają się przemyślenia bohatera, jego psychika. Problemy, które stawały przed Pirxem w pierwszych opowiadaniach dało się rozwiązać albo siłą mięśni, albo siłą rozumu, albo też rozwiązywały się one właściwie same (Odruch warunkowy). Tymczasem w późniejszych utworach problemem staje się samo określenie, na czym w istocie polega problem (Wypadek).
   Pierwsza część Polowania jest już utrzymana w stylu późniejszych utworów, z ich leniwym tokiem narracji, atmosferą zwyczajności i monotonii, tak niepasującą do science fiction. Jest to również okrutne igranie z czytelnikiem: gdy Pirx słyszy komunikat wzywający wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni, budzi się w nas pewność, że teraz wreszcie rozpocznie się jakaś pasjonująca przygoda. Nastrój grozy niespodziewanie się jednak rozładowuje. Zamiast wstrząsającego opisu tragedii następuje seria suchych naukowych referatów. Nie pojawia się żaden bezpośredni świadek, o katastrofalnych skutkach nalotu meteorów czytelnik dowiaduje się z drugiej ręki. Zostają nakreślone reguły, w jakich będzie toczyła się rozgrywka, omówiona tkatyka i siły obu stron. Tym przygotowaniem pola walki kończy się pierwsza cześć opowiadania.
   W drugiej części odnajdujemy nastrój właściwy utworom spod znaku space opera: jest tu i zbuntowany krwiożerczy robot do zniszczenia, i księżycowy krajobraz, i indiańskie niemal podchody. Rozmowy upodabniają sie do komiksowych "dymków". Całe polowanie zaczyna przypominać western, tyle że zamiast rewolwerów bohaterowie nosza u pasa lasery. Rośnie napięcie, szybko tocząca się akcja niemal zupełnie zaciera wrażenie monotonii z pierwszych stron. Zaczynamy oczekiwać typowego rozwiązania: unieszkodliwienia niedobrej maszyny i szczęśliwego powrotu okrytego sławą bohatera. Tak też wygląda koniec drugiej części opowiadania. Dochodzi do spotkania twarzą w twarz Pirxa i Setaura. W ostatniej chwili nasz bohater powala przeciwnika, sam niemal cudem wychodząc z opresji. Tu w zasadzie mógłby nastąpić koniec - tak przynajmniej byłoby w typowym westernie lub komiksie. Moglibyśmy z zadowoleniem odłożyć książkę: zło zostało pokonane, ludzkie zasady ocalone, przywrócony spokój i ład.
   Następuje jednak dość nieoczekiwana puenta. Okazuje się, że to Setaur ocalił Pirxowi życie, chociaz nie wiadomo, czy było to z jego strony działanie świadome. Bohaterowi pozostałe jednak świadomość że w sposób tyleż podstępny, co nikczemny zabił, ciosem w plecy, swego zbawcę.
   Takie zakończenie wykracza poza zwykła tematykę space opera. Podobnie kończą się jednak w zasadzie wszystkie opowiadania zamieszczone po Polowaniu. Wnioski, które czytelnik mógł wysnuć z takich opowiadań jak Patrol czy Odruch warunkowy były w zasadzie oczywiste i niezbyt skomplikowane. Maszyny są zawodne, naprawdę polegać można tylko na ludzkim umyśle, który, choć może niedoskonały, zawsze jednak przewyższa bezduszny automat - tak mniej więcej brzmiał morał. Ten sam problem powróci zresztą w Rozprawie, ale tam będzie on już potraktowany nieco inaczej.
   Czy w przypadku Polowania można mówić o zakończonej morałem baśni, tyle że rozgrywającej się zamiast w nieokreślonej przeszłości w także niezbyt dokładnie umieszczonej w ramach czasu przyszłości? Przebieg wydarzeń jest zgodny ze schematem baśniowej fabuły: zagrażające domowi niebezpieczeństwo, wywiadywanie się o nieprzyjaciela, wyruszenie na poszukiwania i decydująca rozprawa. Zbuntowany robot Setaur (którego imię nasuwa skojarzenia z Minotaurem) także przypomina bajkowego potwora: jednooki olbrzym bez głowy, okryty potężnym pancerzem i rażący ogniem. W Polowaniu nie ma jednak fantastycznej, magicznej atmosfery baśni; trudno również mówić o morale, skoro problem pozostaje w zasadzie nierozwiązany.
   Bunt robotów to wątek bardzo często wykorzystywany w literaturze i w filmie. Maszyna jest wrogiem bardzo "wygodnym". Jej zabicie - nie zabicie nawet: wyłączenia - nie musi wzbudzać u bohatera żadnych wyrzutów sumienia. Jest idealnym nieprzyjacielem, którego można bezkarnie nienawidzić, który może zebrać w sobie wszystkie budzące strach i wstręt cechy. Takie jest też przez cały tok opowiadania nasze podejście do Setaura. I oto nagle bezduszny automat zaczyna przejawiać ludzkie cechy, zaczyna zachowywać się jak człowiek. A może to tylko Pirx niechcący zaczyna personifikować swojego nieprzyjaciela? Intelektronicy uważali wszystko za "zbieg okoliczności" - żaden z nich nie potrafił uzasadnić tego gołosłownego twierdzenia. Powstaje pytanie jakie są granice człowieczeństwa; może nie człowieczeństwa, a bycia istotą rozumną?
   W tym jego wahaniu, w owej niepewności, którą Pirx doskonale pojmował, było coś tak niesamowicie bliskiego, ludzkiego, że mu się gardło ścisnęło.
   Kto jest zatem "ludzki"? Setaur? Czy też Pirx, który we wrogu, którego zamierza zabić, dostrzega człowieka?
   Tytuł Polowanie nabiera zatem nowego znaczenia. Setaur z głupiej i krwiożerczej maszyny staje się bezsilną, zaszczuta ofiarą. Jest sam jeden przeciwko całej armii, coraz bardziej zacieśnia się wokół niego krąg obławy, a on w ostatniej scenie dramatu ratuje życie swojego myśliwego. Ocalony odpaca mu za to ciosem w plecy. Gdyby Setaur był człowiekiem, każdy czytelnik bez namysłu opowiedziałby się po jego stronie. Jeżeli nawet założymy, że nie był on niczym więcej niż pozbawionym świadomości automatem - czy to usprawiedliwia czyn Pirxa?
   Setaur został wymyślony i zrobiony przez człowieka; jest całkowicie jego wytworem. Czy stwórca ma prawo decydować o losie swojego stworzenia? Pozbawić je życia, jeśli działa ono wbrew jego woli lub nie spełnia jego oczekiwań? W wypadku Setaura stwórcy stracili kontrolę nad skonstruowana przez siebie istotą - powraca tu zatem jeden z tematów najczęściej - już od Frankensteina - podejmowanych w science fiction. Czy ucieczka Setaura była desperacką próbą odzyskania wolności, uniknięcia niewolniczej pracy w kopalni? Czy też wszystkiemu był winien "rozpad funkcji" maszyny?" Czy automatowi można przyznać prawo wolnego człowieka, prawo do decydowania o sobie? Te pytania nie sa w opowiadaniu wyraźnie postawione, jednak nieodparcie nasuwają się po lekturze.
   Bardziej zgodna z konwencją science fiction jest próba przewidzenia przyszłości ludzkiej cywilizacji. Lem nie spodziewa się triumfu nauki i technologii. Człowiek nie tylko nie zdołał opanować przyrody, ale nawet jego własne wytwory zaczynają wymykać mu się spod kontroli. O tym ,co może przedsięwziąć Setaur, nikt w gruncie rzeczy nie miał zielonego pojęcia. Oczywiście fachowcy, także i ziemscy, przysyłali swe telegraficzne opinie, bieda była tylko w tym, że te się te opinie diametralnie różniły. Maszyny okazują się zawodne, ufać można tylko ludzkiemu rozumowi: tak w skrócie brzmi przesłanie wielu opowiadań z tomu o pilocie Pirxie. Z czego jednak wynika ta niedoskonałość wszelkich wynalazków? Jest ona tylko odbiciem niedoskonałości umysłu ich stwórców. W zakończeniu opowiadania Terminus
   [Pirx] myślał o niewinności maszyn, które człowiek obdarzył zdolnością myślenia i uczynił je przez to uczestnikami swoich szaleństw. O tym, że mit Golema, maszyny zbuntowanej i powstającej przeciw człowiekowi, jest kłamstwem wymyślonym po to, żeby ci, co niosą za wszystko odpowiedzialność, mogli ją z siebie zrzucić.
   Może więc należałoby spojrzeć na Polowanie jako na opowieść filozoficzną? Ukazuje ona rózne postawy, jakie przybierają ludzie wobec niebezpieczeństwa, od chłodnego, naukowego podejścia McCorka po entuzjazm kadeta. Ostrzega, że wynalazki człowieka mogą się kiedyś obrócić przeciwko niemu. Przede wszystkim jednak stwierdza, że to nie przyszłość stwarza nowe problemy moralne, ale że pytania o to, czym jest człowiek i jakie obowiązują go zasady etyczne pozostają takie same na Ziemi i na Księżycu.

©Agnieszka Szurek 1993




wróć do spisu artykułów