Nana

Ma造 Z這ty Smok



   Ma造 Z這ty Smok przelecia nad brzegiem Szarego Jeziora. Lecia tak pr璠ko, 瞠 szum jego skrzyde przeszed w przenikliwy gwizd, kt鏎y obudzi Roana.
   Roan z trudem otworzy oczy i spojrza przez okno. S這鎍e by這 jeszcze schowane za Spalonym Lasem, a to oznacza這, 瞠 jest bardzo wcze郾ie. No tak, powiedzia do siebie g這郾o w軼iek造 Roan, znowu ten ma造 z這ty lata nad jeziorem o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Nie dam mu dzisiaj fio趾owej lemoniady, niech pije... ale nie zd捫y pomy郵e co ten ma造 ma pi, bo znowu zasn掖. Obudzi si ko這 po逝dnia i wyszed na taras. Dzie by pi瘯ny. Magnolie w jego ogrodzie kwit造 jak oszala貫, a pod jedn z nich siedzia Ma造 Z這ty Smok. Promienie s這neczne prze鈍ituj帷e przez kwiaty magnolii sprawia造, 瞠 smok wygl康a jak utkany ze z這tej mg造. Po raz kolejny Roan stwierdzi, 瞠 ten maluch to najpi瘯niejsze stworzenie jakie kiedykolwiek pozna. Ma造 Z這ty Smok przes這ni 豉pk zielone oczy i powiedzia z wyrzutem:
- No nareszcie si obudzi貫, a mnie si przecie chce pi. By貫 ju w piwnicy?
- Co takiego, zawo豉 Roan oburzony. - Nie do嗆, 瞠 budzisz mnie o 鈍icie, to jeszcze chcesz 瞠bym biega do piwnicy zanim si ogol.
- A co masz lepszego do roboty? - zapyta ma造 smok. - Ogolony czy nie wygl康asz tak samo sympatycznie, a mnie si chce pi. Daj mi wreszcie tej fio趾owej lemoniady, bo mi j瞛yk przysech do podniebienia.
   Nie daruje mi smarkacz - pomy郵a Roan i zrezygnowany poszed do piwnicy.
   Zapomnia ju, 瞠 mia ma貫mu nie dawa fio趾owej lemoniady. Po chwili wr鏂i z du膨 butelk ulubionego smoczego napoju. A by這 co lubi. Lemoniada Roana mia豉 niepowtarzalny smak, pi瘯ny fio趾owy kolor i lekko musowa豉, a do ka盥ej butelki Roan wrzuca kilka fio趾owych p豉tk闚.
   Na widok smuklej butelki ma造 smok zawo豉 weso這:
- Pami皻aj o mojej szklance i srebrnej s這mce!
Szklanka ma貫go by豉 najwi瘯sz szklank w domu Roana i ostatni z kompletu kryszta這wych szklanek, kt鏎y odziedziczy po swojej praprababce. Sta豉 na honorowym miejscu na kominku, a obok niej le瘸豉 srebrna s這mka. Roan nala lemoniady do szklanki i poda j ma貫mu smokowi, kt鏎y usiad ju przy ogrodowym stoliku.
- S逝chaj, ma造, dlaczego latasz nad jeziorem o tak nieprzyzwoicie wczesnej porze? - zapyta Roan.
- P騧niej nie mog - odpar smok i przyssa si do s這mki.
- A niby dlaczego?
Ma造 oderwa si na chwil od s這mki i odpowiedzia naprawd powa積ie:
- Moja nadopieku鎍za matka mi zakaza豉. Wiesz przecie, 瞠 boi si 鄉iertelnie, 瞠bym nie zagin掖 na jeziorem tak jak m鎩 ojciec. Tylko rano, kiedy jeszcze 酥i mog sobie polata. Na razie latam tylko przy brzegu, ale kiedy polec dalej.
- Ani mi si wa! - zawo豉 Roan. I nie na 瘸rty si przestraszy. Ojciec ma貫go zagin掖, a w豉軼iwie poch這n窸a go Szara Mg豉 nad Szarym Jeziorem, zanim ma造 wyklu si z jaja. Od tej pory 瘸den smok ani z這ty, ani szmaragdowy, a nawet najwi瘯szy purpurowy nie o鄉ieli si lata nad Szarym Jeziorem.
- To jak odnajd ojca? - zapyta Ma造 Z這ty Smok.
- Przyjdzie na to czas - powa積ie odpowiedzia Roan. - Jak podro郾iesz, pokryjesz si z這t 逝sk i zas逝篡sz, by ci nada imi, porozmawiamy powa積ie.
Ma造 zamilk, powoli s帷zy lemoniad, a jego z這ty brzuszek zamienia si powoli w ma造 z這ty balonik.
- No tak - powiedzia, kiedy ju opr騜ni szklank - na razie jestem tylko Ma造m Z這tym Smokiem i niczym wi璚ej. Za chwil zjawi si tu moja nadopieku鎍za matka i zrobi karczm.
Nie myli si, bo nagle niebo na ogrodem pociemnia這 i z szumem skrzyde wyl康owa豉 matka Ma貫go Z這tego Smoka - Wielka Z這ta Smoczyca Miria.
- Roanie -zawo豉豉 w軼iek豉 - znowu poisz mojego synka t swoj lemoniad!
Ma造 schowa si na wszelki wypadek za plecami Roana.
- To, 瞠 pomog貫 mi kiedy wyklu go z jaja - dar豉 si dalej Miria - nie upowa積ia ci do tego, by przetrzymywa go u siebie ka盥ego dnia.
   Wyci庵n窸a ma貫go zza plec闚 Roana i nagle, na widok zielonych 貫z lej帷ych si strumieniami z zielonych oczu ma貫go, z這嗆 j opu軼i豉.
- No, zbieraj si ma造 lecimy do domu - powiedzia豉 ju zupe軟ie spokojnie. - Wybacz mi Roanie - doda豉, bo zrobi這 jej si g逝pio, 瞠 tak na niego nawrzeszcza豉.
- No nareszcie spok鎩 - westchn掖 Roan kiedy smoki odlecia造.
   Zn闚 poszed do piwnicy i tym razem przyni鏀 stamt康 butelk magnoliowego wina.
   Zanim jednak nala wina do kieliszka, u鈍iadomi sobie, 瞠 przecie nic jeszcze dzisiaj nie jad. Nie chcia這 mu si robi 郾iadania, a zreszt by這 ju na nie za p騧no, postanowi wi璚 wcze郾iej ni zazwyczaj i嗆 na obiad do knajpki starego Ru. Ruszy wolnym krokiem przez ogr鏚, do ma貫j furtki przez kt鏎 mo積a by這 wyj嗆 na 軼ie磬 prowadz帷 w stron Osiedla. Na jego skraju stary Ru prowadzi knajpk "Pod Kotk". Raon szed w御k 軼ie磬 poro郾i皻a traw, spo鈔鏚 kt鏎ej gdzieniegdzie wyrasta造 k瘼ki stokrotek. Po kilkunastu minutach marszu ujrza czerwony dach, na kt鏎ego szczycie wygrzewa豉 si w s這鎍u czarna kotka, od kt鏎ej nazw wzi窸a knajpka. Aha, pomy郵a z zadowoleniem Roan, mam towarzystwo przy obiedzie. Kotka by豉 bowiem bardzo wdzi璚zn towarzyszk obiad闚 Roana. Siada豉 naprzeciwko, pi豉 tylko wod i nie odzywa豉 si bez potrzeby, za to umia豉 s逝cha jak nikt. Ale tym razem, gdy tylko usiedli
- S逝uuchaj - miaukn窸a konspiracyjnie i pochyli豉 貫pek na sto貫m - dzisiaj, zanim wzesz這 s這鎍e, posz豉m na jezioro poszuka zi馧 na niestrawno嗆, bo ten stary tak mnie znowu nakarmi, 瞠 o ma這 nie p瘯豉m. Zio豉 znalaz豉m, poobgryza豉m sobie troch m這dych p璠闚 i ju mia豉m wraca gdy nagle wyda這 mi si .... - W tym momencie kotka urwa豉 i Roanowi wydawa這 si, 瞠 nagle zblad豉, o ile mo瞠 zbledn望 czarna kotka. Kotka jednak nie tylko zblad豉, ale jednym susem wskoczy豉 na rami Roana. - Nie - szepn窸a - powiedz mi, 瞠 nie mog豉m tego zobaczy.
- Czego? - zapyta Roan.
- Tego, co mi si wydawa這, 瞠 widzia豉m dzi nad jeziorem.
- Ale co ty widzia豉? - zapyta Roan na dobre zainteresowany, bo nigdy nie widzia kotki w takim stanie. Przestraszon widywa j nie raz. Ba豉 si wszystkich much i komar闚, no i 瘸b oczywi軼ie. Tym razem kotka by豉 jednak przera穎na.
- S逝chaj - miaukn窸a szcz瘯aj帷 z瑿ami - babka mi opowiada豉, 瞠 ...
- Wiesz co - powiedzia Roan - zostaw babk w spokoju, napij si wody. Ja przez ten czas co szybko zjem, ty troch opanujesz nerwy i p鎩dziemy do mnie. Chlapniemy sobie magnoliowego winka... "O do licha, zostawi貫m je w ogrodzie" - przypomnia sobie - "i na pewno si zagrza這". - To nic, przynios now butelk z piwnicy. Przy winku opowiesz mi wszystko po kolei, bo jak widz sprawa jest powa積a i z pewno軼i dotyczy jeziora. A jak ma zwi您ek z jeziorem, to znaczy, 瞠 jest powa積a.
   Roan zjad szybko, nie wiedz帷 co je, to co poda mu stary Ru i szybko wr鏂i wraz z kotk do domu. Kotka wych貫pta豉 troch magnoliowego winka, obliza豉 w御y i wyrzuci豉 z siebie jednym tchem:
- Dzisiaj przed 鈍item zobaczy豉m Wielkie Oko Szarej Mg造. Na szcz窷cie nie spojrza豉 na mnie. Roan na chwil skamienia i poczu, 瞠 w這sy stan窸y mu d瑿a.
   Po pierwsze dlatego, 瞠 od wielu lat Wielkiego Oka Szarej Mg造 nikt nie widzia, po drugie dlatego, 瞠 ostatni raz widzia j Ostatni Krasnal i to akurat wtedy, gdy poch這n窸a ojca Ma貫go Z這tego Smoka, no i po trzecie u鈍iadomi sobie, 瞠 ten ma造 z這ty lata nad jeziorem
   i a ba si pomy郵e, co mo瞠 si wydarzy.
   Odruchowo nala sobie pe軟 szklank winka, wychyli j jednym tchem i odzyskawszy mow powiedzia do kotki:
- Ani s這wa komukolwiek o tym, co widzia豉.
- No wiesz, obruszy豉 si kotka, czy ja jestem jaka plotkara? Ruda to jest plotkara. Ja, jak wiesz, trzymam j瞛yk za z瑿ami i dobrze na tym wychodz. Bo nawet ty darzysz mnie zaufaniem.
- Nie gniewaj si - odpar Roan - ale prawd powiedziawszy przestraszy貫m si nie na 瘸rty i na chwil odj窸o mi rozum. Najlepiej b璠zie, jak odnios ci do domu, bo zm璚zy豉 sobie 豉pki drog w t stron. Stary Ru nie daruje mi jak wr鏂isz zm璚zona. Jutro pomy郵imy, co robi. Czuj jednak, 瞠 nie ob璠zie si bez rozmowy z tym starym, wrednym Ostatnim Krasnalem. Wiesz, zastanawiam si czasami, czy on jest ostatni, bo jest wredny, czy te jest wredny dlatego, 瞠 jest ostatni. Ale fakt pozostaje faktem: jest wredny i ju.
- Masz racj - miaukn窸a kotka, wredny to on jest, ale bez niego si nie ob璠zie. Tylko on 篡je tak d逝go, 瞠 o Szarej Mgle wie wi璚ej ni ktokolwiek inny w okolicy.
   Roan odni鏀 kotk do domu. Pogaw璠zi chwil o tym i owym ze starym Ru i wr鏂i do domu. Postanowi nie spa tej nocy i z豉pa Ma貫go Z這tego Smoka zanim ten wybierze si nad jezioro. Zacz掖 rozmy郵a o tym, co us造sza od ma貫go, drapi帷 si po brodzie zaro郾i皻ej czarn szczecin. My郵a i my郵a i jedyny wniosek, do kt鏎ego doszed to taki, 瞠 nieogolony nic sensownego nie wymy郵i. Poniewa jednak golenie w 鈔odku nocy wyda這 si mu czym idiotycznym uzna, 瞠 zar闚no z goleniem i uwarunkowanym nim sensownym my郵eniem zaczeka do rana. Siedzia w fotelu i z rozkosz obserwowa rozgwie盥穎ne niebo, kt鏎e powoli zaczyna這 nabiera r騜owawej barwy. Zanim jeszcze znik造 ostatnie gwiazdy ogoli si i ruszy do furtki prowadz帷ej na 軼ie磬 do siedziby z這tych smok闚. Nazywa j smocz 軼ie磬. Furtek w eleganckim ogrodzeniu posesji Roana by這 mn鏀two. Ka盥a z nich prowadzi豉 do innej 軼ie磬i i ka盥a by豉 w inna. Ta prowadz帷a do smoczej 軼ie磬i by豉 wykuta z ciemnego metalu i mia豉 sprytny z這ty zameczek w kszta販ie 豉py smoka. Nale瘸這 nacisn望 na 鈔odkowy palec tej 豉py i otwiera豉 si z suchym trzaskiem.
   Ma貫go spotka tu za furtk. Z zadowoleniem stwierdzi, 瞠 cz豉pa do niego. Nie zamierza zatem lecie nad jezioro.
   Lec帷y smok to uosobienie wdzi瘯u i elegancji, jednak gdy idzie przypomina raczej cz豉pi帷 kaczk i z elegancji nie pozostaje ani 郵adu. Chyba, 瞠 si zatrzyma. Wtedy jest po prostu pi瘯ny.
   Ma造 cz豉pa wyra幡ie zafrasowany. Ucieszy si na widok Roana.
- Musz z tob pogada - o鈍iadczy stanowczo. - My郵, 瞠 moja r闚nie wspania豉 jak nadopieku鎍za matka czego si domy郵a, boi si jednak ze mn porozmawia. Czuj jednak, 瞠 chodzi tu o mojego ojca. My郵, 瞠 boi si 瞠by nie sta這 si ze mn to co si sta這 z nim. Tylko, 瞠 ja nie wiem co si naprawd z nim sta這. Nigdy ze mn na ten temat nie rozmawia豉. Dlatego ty musisz mi wszystko opowiedzie bo ona nigdy si na to nie zdob璠zie.
   Roan wiedzia, 瞠 w ko鎍u Ma造 Z這ty Smok zapyta go o to i mia prawdziwy problem. Nie wiedzia bowiem nic ponad to, 瞠 Wielkiego Z這tego Smoka poch這n窸a Szara Mg豉. Do posiad這軼i w pobli簑 Szarego Jeziora przeprowadzi si z Miasta jaki czas po tym wydarzeniu. Z這ta smoczyca wysiadywa豉 ju wtedy jajo. Roana zaprowadzi do niej stary Ru, kt鏎y karmi j swoimi najwi瘯szymi przysmakami. Zaprowadzi nie bez powodu. Kto musia pom鏂 smoczycy w rozbiciu twardej skorupy jaja, a stary Ru nie mia na to si造. Dlaczego wybra w豉郾ie jego Roan nie mia poj璚ia, a stary nigdy o tym nie m闚i. Zreszt, samotna smoczyca by豉 tak smutna, bezradna a zarazem tak pi瘯na, 瞠 Roan nie mia si造 odm闚i jej pomocy. Od tego dnia, gdy zobaczy j pierwszy raz sta si jej najwierniejszym przyjacielem i ze stoickim spokojem znosi wszystkie histerie i humory matki oczekuj帷ej potomka. Stary Ru by ju tym wszystkim zm璚zony i zadowoleniem ograniczy si wy陰cznie do dostarczania smoczycy coraz to wymy郵niejszych potraw. Na to nigdy nie brakowa這 mu si造 i w gotowaniu by prawdziwym mistrzem. Tak wi璚 stary Ru gotowa, a Roan spe軟ia wszystkie inne zachcianki smoczycy, kt鏎a od pierwszej chwili darzy豉 go bezgranicznym zaufaniem. Przeprowadzi si te na jaki czas do smoczej siedziby, 瞠by by na ka盥e zawo豉nie przysz貫j matki. Trzeba przyzna, 瞠 smocza siedziba by豉 bardzo wygodna i obszerna. Zbudowana by豉 wprawdzie, zgodnie z tradycj, w kszta販ie gniazda, ale wn皻rze jej sk豉da這 si z wielu pomieszcze urz康zonych tak by mog造 z nich korzysta smoki i inne stworzenia, w tym r闚nie i ludzie. Roan bez trudu znalaz przytulny pokoik z 豉zienk tu obok salonu, w kt鏎ym na wielkiej poduszce siedzia豉 Miria na z這tym jaju. Do momentu wyklucia si ma貫go Roan widzia to jajo tylko raz, bo Miria nawet wtedy, gdy musia豉 zej嗆 z gniazda starannie otula豉 go w puchow pierzynk, oczywi軼ie te z這t.
   Dni mija造. Min窸a zima i kiedy drzewa okry造 si wiosennymi kwiatami nadszed czas wyklucia si ma貫go smoka. Roan mocno uderzy w skorup jaja, kt鏎e rozpad這 si na dwie cz窷ci. W jednej z nich siedzia Ma造 Z這ty Smok. P騧niej jedn po堯wk z這tego jaja Miria ofiarowa豉 staremu Ru, a drug Roanowi. Wtedy po raz pierwszy Roan stwierdzi, 瞠 jest to najpi瘯niejsze stworzenie jakie kiedykolwiek widzia.
   Ma造 otworzy zielone oczy spojrza na zachwycon Miri i r闚nie zachwyconego Roana, otworzy pyszczek i wydar si: Je嗆!
   Roan nie mia poj璚ia co jedz ma貫 smoki, ale Miria natychmiast go pogoni豉.
- Co tak stoisz le do ogrodu i nazrywaj fio趾闚, mog te by p豉tki magnolii.
   Pierwsze kwiaty, na kt鏎e natkn掖 si Roan, to by造 w豉郾ie fio趾i i mo瞠 dlatego p騧niej ma造 tak lubi fio趾ow lemoniad. Przez nast瘼ne dni Roan biega do ogrodu po p豉tki kwiat闚, stary Ru przynosi 廝鏚lan wod, ma造 jad, pi i r鏀 w oczach. Roana uzna za swego ojca i min窸o sporo czasu zanim zorientowa si, 瞠 Roan jednak smokiem nie jest. Miria by豉 rozs康n matk i wychowywa豉 ma貫go wed逝g zdrowych zasad: kocha, wymaga i kontrolowa. Mo瞠 przez to kontrolowanie ma造 nazywa j nadopieku鎍z matk. Kocha j jednak bezgranicznie, o czym Roan wiedzia doskonale. O ile jednak smoczyc ma造 kocha, o tyle Roana darzy bezgranicznym zaufaniem. Zwierza mu si zawsze ze swoich zmartwie i k這pot闚, a kiedy nabroi do granic wytrzyma這軼i, lecia do Roana po ratunek. Tak by這 na przyk豉d, gdy pewnej nocy wymalowa fronton domu s御iad闚 - smok闚 purpurowych - niebiesk farb, cho wiedzia doskonale, 瞠 purpurowe smoki niebieskiego koloru nie znosz. By這by mu to mo瞠 i usz這 na sucho, gdyby nie fakt, 瞠 zosta這 mu jeszcze troch niebieskiej farby. Wtedy zrobi co, czego ju 瘸den purpurowy smok nie m鏬 darowa. Przemalowa na niebiesko ma貫go purpurowego smoka, kt鏎y par dni wcze郾iej wyklu si z purpurowego jaja. Farba na szcz窷cie dawa豉 si 豉two zmy i wi瘯szej szkody purpurowemu malcowi nie wyrz康zi豉, ale jego purpurowa matka wpad豉 we w軼iek這嗆 i dar豉 si jak op皻ana, 瞠 oskubie tego z這tego smarkacza.
- B璠zie 造sy do ko鎍a 篡cia!! - wy豉 i sycza豉.
   W軼iek造 purpurowy smok wygl康a strasznie i z這ty malec jak tylko zobaczy nadlatuj帷 matk ma貫go purpurowego przemalowanego na niebiesko natychmiast uciek, a w豉軼iwie polecia do Roana. Nie da si ukry, 瞠 tym razem mia niez貫go pietra.
   Ma貫 smoki poro郾i皻e s delikatnym puchem i r闚nie delikatnymi pi鏎kami, kt鏎e p騧niej zamieniaj si w 逝ski.
- Jak mnie oskubie, to co mi si zamieni w 逝ski - my郵a przera穎ny ma造 z這ty i p璠zi na z豉manie karku po ratunek do Roana. Wierzy, 瞠 jak zawsze wyratuje go z opresji. Nie pomyli si i tym razem. Roan na wie嗆 o przemalowaniu ma貫go purpurowego na niebiesko zakrztusi si ze 鄉iechu, ale widz帷 przera瞠nie swego ma貫go przyjaciela zacz掖 gor帷zkowo my郵e czym by tu udobrucha smocze matki. Zdawa sobie bowiem spraw z tego, 瞠 b璠zie mia do czynienia z dwiema smoczycami, bo Miria ma貫mu nie daruje.
   Z這t mam z g這wy, my郵a Roan za豉twi j magnoliowym winkiem, ale co lubi nade wszystko purpurowe smoki nie mia zielonego poj璚ia. Ma造 jak gdyby czyta w jego my郵ach.
- Malinowe ciasteczka - wrzasn掖. - Ile razy jest u nas ta purpurowa wydra, to z瞠ra wszystkie, kt鏎e nam dajesz na zapas. Daj dyla do piwnicy, a ty je jako sko逝j - doda ju ciszej, bo szum skrzyde nadlatuj帷ych smoczyc by coraz g這郾iejszy.
   No tak, znowu zostaj sam na placu boju - powiedzia Roan do siebie i poszed do spi瘸rni po malinowe ciasteczka. "Ile ta wielka purpurowa mo瞠 ich ze穋e, zanim jej z這嗆 minie" - my郵a gwa速ownie. Na wszelki wypadek wysypa na wielki kryszta這wy talerz wszystkie malinowe ciasteczka, jakie mia w spi瘸rni. Z piwnicy, w kt鏎ej najciemniejszym k帷ie siedzia ma造, wzi掖 butelk magnoliowego winka i tak uzbrojony ruszy do boju ze smoczycami.
- Gdzie jest to moje wyrodne dziecko - zawy豉 Miria, ale na widok butelki w r瘯u Roana troch oklap豉 w z這軼i. Purpurowa natomiast szala豉.
- Wiem, 瞠 jest u ciebie - sycza豉 - i nie pomog ci te malinowe gnioty, kt鏎ymi chcesz mnie sko這wa.
- Jak to s gnioty - wrzasn掖 Roan, te z造, bo jego malinowe ciasteczka by造 r闚nie s造nne w okolicy jak fio趾owa lemoniada i magnoliowe winko - to wrzucam je do stawu!
   Us造szawszy t gro嬌 purpurowa nagle zamilk豉 i rzuci豉 si na ciasteczka.
   Dobra nasza - pomy郵a Roan. - Uda這 si.
- Wy豉 - zawo豉 do ma貫go - ale powoli, niech jeszcze troch si uspokoj.
   Magnoliowe winko i malinowe ciasteczka spe軟i造 zadanie i kiedy ma造 wy這ni si z piwnicy, smoczyce by造 ju 豉godniejsze. Obsztorcowa造 go co prawdo niew御ko, ale purpurowej odesz豉 ochota na skubanie.
   Wszystko to, a nawet jeszcze wi璚ej, przypomnia sobie Roan id帷 z ma造m w kierunku smoczej furtki. Ma造 Z這ty Smok nie przypomina w niczym weso貫go urwisa. By smutny i powa積y.
Co ja mu powiem - zastanawia si Roan. - Nie mog go zawie嗆, a k豉ma mi nie wolno. Zreszt nie potrafi. Musz mu powiedzie prawd.
- Wiesz, ma造... - zacz掖.
- Nie nazywaj mnie "ma造" - sykn掖 Ma造 Z這ty Smok.
- A jak mam do ciebie m闚i, skoro jeszcze nie masz imienia?
- Racja - westchn掖 ma造. - M闚.
- Kiedy nie wiem, co mam ci powiedzie. Sam nie wiem nic ponad to, 瞠 twego ojca poch這n窸a Szara Mg豉.
- Co to znaczy "poch這n窸a"?
- To znaczy, 瞠 kiedy lecia nad brzegiem Szarego Jeziora, podnios豉 si nagle znad jego 鈔odka, gdzie zwykle drzemie, spojrza豉 na niego Wielkim Okiem i wci庵n窸a go do swego wn皻rza. Podobno, gdyby na niego nie spojrza豉, mia豚y jeszcze szans umkn望, ale spojrzenie Wielkiego Oka Szarej Mg造 nie tylko parali簑je cia這, ale r闚nie my郵i ka盥ego stworzenia. Nic wi璚ej nie wiem. Podobno tych, co to widzieli ,ju w okolicy nie ma, ba nie ma ich w ca造m kraju Sa-ar i nikt nie wie gdzie si podziali.
Roan, z obawy, 瞠 ma造 natychmiast to wykorzysta, na wszelki wypadek nie wspomnia o Ostatnim Krasnalu i o tym, co on mo瞠 wiedzie. Licho wie, my郵a, co ten wredny staruch mo瞠 ma貫mu zrobi.
- To wszystko, co wiem - sko鎍zy Roan.
- Rzeczywi軼ie wiesz niewiele, ale jest nas dw鏂h - powiedzia ma造 - i jak b璠ziemy pyta i szuka we dw鏂h to dowiemy si wi璚ej.
- Zgoda - odpar Roan. - Dzia豉my razem. Ja jednak musz si troch przespa. Wiesz co poniewa widz, 瞠 i ty jeste zm璚zony, to utniemy sobie drzemk w ogrodzie. Zawiadomi tylko twoj matk, 瞠 jeste u mnie.
   Spos鏏 w jaki porozumiewa si Roan z Miri by nadzwyczaj prosty. Stawa po prostu na tarasie i krzycza "ma造 jest u mnie". Smoki maj tak znakomity s逝ch, 瞠 to wystarcza這.
   Drzemka od鈍ie篡豉 ich obu. Roan znowu wyszed na taras i rykn掖 w stron smoczej siedziby "bior ma貫go na obiad" i ruszyli w stron Osiedla. Ma造 by zachwycony: jeszcze nigdy Roan nie zaprosi go na obiad. Ogl康a si nawet ukradkiem, aby stwierdzi, czy przypadkiem jakie pi鏎ko nie zamieni這 mu si w 逝sk, bowiem zaproszenie Roana potraktowa jako pierwszy znak doros這軼i. Stary Ru na ich widok ucieszy si bardzo i kolejno podawa na st馧 r騜ne smako造ki.
   Smoki jedz wszystko opr鏂z mi瘰a. Maj jednak swoje ulubione dania: p豉tki kwiat闚, owoce le郾e, mi鏚 i wszystkie przygotowywane z nimi potrawy. Smoki oczywi軼ie nie gotuj, ale d逝goletnia ich za篡這嗆 z lud幟i sprawi豉, 瞠 ch皻nie jadaj wszystkie bezmi瘰ne dania. Tym razem stary Ru przeszed sam siebie.
- Grzyby w 鄉ietanie - szepn掖 ma造 z lubo軼i.
   By zbyt dobrze wychowany, by rzuci na jedzenie bez opami皻ania, jad zatem powoli i niezwykle wytwornie. R闚nie wytwornie zjad kolejne dania: omlet z malinami, zup jagodow i galaretk wi郾iow z kremem. Po lodach w pi璚iu smakach wytar pyszczek serwetk i powiedzia:
- To by這 wspania貫.
   Przymkn掖 oczy i rozkoszowa si chwil, o kt鏎ej wiedzia, 瞠 niepr璠ko si powt鏎zy. Wiedzia bowiem dobrze, 瞠 jego matka nie znosi ob瘸rstwa, a nie da si ukry, 瞠 to by這 ob瘸rstwo.
   Roan jednak dobrze wiedzia co robi. Potrzebowa czasu, by zastanowi si nad tak niezb璠n wizyt u Ostatniego Krasnala, a ob瘸rty smok, a szczeg鏊nie ob瘸rty ludzkim jedzeniem, 酥i kilkana軼ie godzin, zanim strawi przyczyn ob瘸rstwa. Nie znaczy to jednak, 瞠 nie chcia sprawi przyjemno軼i ma貫mu, ale wiedzia, 瞠 ten nie da mu spokoju, a musia go od siebie odczepi na jaki czas.
   Zgodnie ze swoj natur ma造 smok zrobi si senny i poprosi Roana, by odprowadzi go do domu. Poszli zatem do siedziby smok闚. Roanowi si upiek這, bo Miria widz帷 zachwyconego obiadem ma貫go nie wspomnia豉 ani s這wem o obfito軼i posi趾u.
   Ma造 spa, a Roan, id帷 przez na skr鏒y przez brzozowy las w kierunku domu krasnala, zastanawia si, jak ma z nim rozmawia, obawia si bowiem, 瞠by go stary nie sp豉wi bez niczego. Wiedzia te, 瞠 nie tylko on, ale nikt u krasnala nie bywa. Krasnal nikogo nie zaprasza, za to ch皻nie wprasza si do ka盥ego i oczywi軼ie po wizycie obgadywa gospodarza gdzie si tylko da這.
   Dom krasnala wybudowany by na skraju urwiska nad Szarym Jeziorem. Panowa豉 zgodna opinia, 瞠 jest r闚nie pi瘯ny jak krasnal brzydki. Zbudowano go przed wiekami z idealnie ociosanych bali z這tej brzozy, ogromne okna o kryszta這wych szybach w pokrytych zielon patyn miedzianych ramach , niespotykane gdzie indziej, robi造 wra瞠nie. Do tego dach kryty ceglan dach闚k. Istne cudo, pomy郵a Roan, gdy dotar na miejsce. Dom robi wra瞠nie r闚nie i z innego powodu. Nie mia drzwi. Jak dot康 nikt nigdy nie widzia jak krasnal wchodzi i wychodzi z domu. Musia jednak w nim przebywa, bo nieraz, szczeg鏊nie zim, gdy drzewa by造 pozbawione li軼i, z daleka widziano 鈍iat這 w oknach i bia造 dym ulatuj帷y z komina. Domowi urod dor闚nywa wypiel璕nowany ogr鏚. Roan, kt鏎y mia kota na punkcie ogrod闚, musia przyzna, 瞠 temu nic zarzuci nie mo積a. By w nim nawet niewielki wodospad, kt鏎y szemrz帷 cicho sp造wa do male鎥iego jeziorka ze szmaragdow wod.
   "Musi j chyba cholernik farbowa" - powiedzia do siebie Roan - "bo kto widzia kiedy wod w tym kolorze, ale nenufar闚 nie ma, a ja mam" - mrukn掖 zadowolony.
Szed wzd逝 ogrodzenia i szuka furtki, ale furtki nie by這.
"Szlag mnie trafi' - my郵a - "jak si oka瞠, 瞠 furtki te nie ma".
Szlag go jednak nie trafi, bo furtka by豉, do tego lekko uchylona, jakby zaprasza豉 do wej軼ia. Roan skorzysta z tego niemego zaproszenia i wszed do ogrodu. Krasnala spotka na skraju urwiska. Siedzia pod starym drzewem jab這ni przy dziwnym 瞠laznym stole o pi璚iu nogach, na kamiennej 豉wce obro郾i皻ej mchem. "Czeka na mnie" - nie wiadomo dlaczego pomy郵a Roan i nie myli si.
- No nareszcie jeste - odezwa si krasnal i wlepi w Roana swoje ma貫 niesamowicie niebieskie oczy.
Roanowi dreszcz przeszed po plecach.
"Wiedzia dra, 瞠 przyjd, ale sk康?"
- Siadaj - warkn掖 krasnal - i przesta si zastanawia, sk康 wiem to, co wiem, bo to co wiem, to wiem i ju.
Roan usiad po drugiej stronie sto逝 na drugiej kamiennej 豉wce, ale ta by豉 wypolerowana jakby czeka豉 na go軼ia. - Widok st康 masz do zdechu pi瘯ny - powiedzia, 瞠by co powiedzie, a jak na razie nic innego nie przychodzi這 mu do g這wy.
- A pewnie, 瞠 do zdechu pi瘯ny - odparowa krasnal - do zdechu, bo ju niejeden przez niego zdech.
- Jak to? - Roan si zaciekawi.
- A tak to - odpar krasnal. - Chodz tu r騜ne takie, zagl康aj mi do okien i czasami zapominaj, 瞠 s na urwisku, wystarczy tylko klasn望 i ju. Lec potem na 貫b na szyj nie wiadomo gdzie, bo nie sprawdza貫m.
- Co ty opowiadasz - obruszy si Roan - jeszcze nie s造sza貫m, 瞠by ktokolwiek zlecia z twojego urwiska.
- No to mo瞠 i nie zlecia - zgodzi si krasnal. - Zreszt nie przyszed貫 tu po to, 瞠by gada o g逝pstwach i czasu te na to nie mamy. Wiesz oczywi軼ie, co widzia豉 nad Szarym Jeziorem ta ma豉 inteligentna kotka.
Roan kiwn掖 g這w.
- No w豉郾ie - powiedzia krasnal. - Widzia貫m jak zmyka豉 i oczywi軼ie widzia貫m to samo i ju wiedzia貫m, 瞠 przyjdziesz. Roanie, co ty wiesz o czarach? - zapyta g這sem g喚bokim teraz jak najg喚bsza studnia.
Roan zg逝pia.
- O czym? - zapyta.
- Jest gorzej ni my郵a貫m - odpar krasnal.- Kim ty jeste, Roanie? - pyta dalej.
Roan zg逝pia jeszcze bardziej i na wszelki wypadek nie powiedzia nic.
- No tak, 幢e zapyta貫m - zreflektowa si krasnal. - Skoro nie wiesz nic o czarach, to jak mo瞠sz wiedzie, kim jeste. Ten stary dure tak ci kocha, 瞠 nic ci nie powiedzia.
Roan domy郵i si, 瞠 ten stary dure to jego ojciec.
- My郵a, 瞠 w ten spos鏏 ci ochroni, ale jak mo積a uciec od tego co nieuchronnie ma nast徙i?
-Jak 鄉iesz - zacz掖 Roan, bo s這wa krasnala dotkn窸y go mocno, ale urwa, bo zwykle nad皻e i obrzydliwie wykrzywione oblicze krasnala nagle si zmieni這.
Patrzy na Roana 篡czliwie i z wyra幡 trosk.
- Nie miej do mnie 瘸lu - zacz掖 m闚i g這sem, kt鏎ego Roan nigdy u niego nie s造sza i znowu, niewiadomo sk康 przysz這 mu do g這wy, 瞠 takim g這sem powinny m闚i krasnale. Co wi璚ej, pewien by, 瞠 ten g這s ju kiedy s造sza, ale gdzie i kiedy nie mia poj璚ia.
   G這s by d德i璚zny, w jaki dziwny spos鏏 ciep造 i jednocze郾ie stanowczy. Nie spos鏏 by這 go nie s逝cha.
- Od tylu lat - m闚i dalej krasnal - odgrywam rol wstr皻nego, z這郵iwego i wrednego starucha, 瞠 ju czasem zastanawia貫m si, czy si w niego nie zmieni貫m. Musia貫m tak post瘼owa, albowiem przysi璕a貫m, 瞠 tajemnic, kt鏎 mi powierzono, wyjawi tylko tobie, gdy nadejdzie czas. Ba貫m si, 瞠 mog nieopatrznie kiedy komu co paln望, wi璚 stara貫m si zrazi do siebie ka盥ego. Zamieszka貫m tu, na skraju urwiska nad Szarym Jeziorem, bo wiedzia貫m, 瞠 i ty zjawisz si tu wcze郾iej lub p騧niej. Zjawi貫 si wcze郾iej ni my郵a貫m i wcze郾iej ni my郵a貫m wydarzy這 si to, co si wydarzy這.
Zatem czas nadszed.
   Roanie, widzia貫m ci w dniu twoich narodzin i w tym dniu w豉郾ie z這篡貫m ow przysi璕. Od tego dnia nie widzia貫m ci a do chwili, gdy osiad貫 w tej pi瘯nej rezydencji twojej praprababki. A tak mi璠zy wierszami, warta grzechu by豉 ta twoja praprababka.
   Nie tylko ci nie widzia貫m, ale r闚nie nie mia貫m poj璚ia co si z tob dzieje, zreszt to, 瞠 nie b璠 si tob interesowa, 瞠by w 瘸den spos鏏 nie wp造wa na twoje 篡cie, by這 cz窷ci przysi璕i. Sk康 mog貫m wiedzie, 瞠 ty nic nie wiesz? Dlatego zadawa貫m tak g逝pie pytania, bo to nie ty zg逝pia貫 Roanie, to ja pyta貫m g逝pio.
    Roan s逝cha i wiedzia ju, 瞠 nie ruszy si z tego miejsca tak d逝go dop鏦i nie dowie si wszystkiego, co ma do powiedzenia krasnal. Krasnal jednak zamilk, po pewnym czasie westchn掖 i powiedzia.
- No tak musz wszystko zacz望 od POCZ﹗KU. Patrz, Roanie, patrz na st馧.
   Roan spojrza na st馧, przy kt鏎ym siedzieli i oniemia. St馧 by okr庵造, ale mia pi耩 rog闚. Tak! Widzia wyra幡ie, pi耩 rog闚 okr庵貫go sto逝. Czu jak zimny pot sp造wa mu po plecach. Przecie co takiego nie istnieje, wiem 瞠 to nie mo瞠 istnie, krzycza jego wewn皻rzny g這s. Je瞠li ko這 ma pi耩 rog闚, my郵a, to dwa razy dwa nie r闚na si cztery, ale skoro nie cztery, to ile ? Pi耩, sze嗆, a mo瞠 tysi帷 dziewi耩set czterdzie軼i sze嗆.
   Ogarn窸o go przera瞠nie, bo u鈍iadomi sobie, 瞠 cokolwiek pomy郵i, pasuje, zatem dwa razy dwa mo瞠 si r闚na WSZYSTKO. Odwr鏂i wzrok od sto逝, 瞠by oprzytomnie, ale co ci庵n窸o go, aby patrze dalej. Spojrza wi璚 ponownie i poczu, 瞠 rozum ju na dobre odmawia mu pos逝sze雟twa. Okr庵造 st馧 nie tylko mia pi耩 rog闚, ale w ka盥ym rogu sta豉 jaka posta. Nagle blat sto逝 zacz掖 wirowa z niesamowit pr璠ko軼i. Roanowi kr璚i這 si w g這wie, ale nie m鏬 ju oderwa wzroku od wiruj帷ej powierzchni, na kt鏎ej w pewnym momencie ujrza niepokoj帷 twarz kobiety. Niepokoj帷 nie tylko promienn urod i to urod nie z tego 鈍iata. By這 w niej co jeszcze, a raczej wiele na raz. By w niej smutek i rado嗆, cierpienie i rozkosz, z這嗆 i dobro i licho wie co jeszcze. Nagle jej szmaragdowe oczy zacz窸y ci庵n望 Roana ku sobie z przera瘸j帷a moc. S tak szmaragdowe jak woda w jeziorku krasnala, zd捫y jeszcze pomy郵e Roan i pad bez zmys堯w na traw. Krasnal podni鏀 si z 豉wki i z niezwyk陰 豉two軼i, cho by ze dwa razy mniejszy i ze sto razy starszy od Roana, wzi掖 go na r璚e i ruszy w kierunku domu.
   Szed do嗆 szybko, wi璚 po chwili stan掖 przed nim i powiedzia stanowczym g這sem "wchodz". 圭iany domu rozst徙i造 si z cichym trzaskiem. Krasnal u這篡 Roana na mi瘯kim pos豉niu, usiad obok w roz這篡stym fotelu z butelk magnoliowego winka pod r瘯 i zacz掖 sw opowie嗆.........

POCZ﹗EK

   Wkr鏒ce po tym jak rycerze Arnonu pod wodz kr鏊a Eurta ponie郵i na skraju cedrowego lasu kl瘰k w wielkiej bitwie z najemnikami Szarego Potwora, czarodziej Ellin opu軼i sw鎩 wykuty w g鏎ach zamek i wyruszy w poszukiwaniu nowego miejsca, w kt鏎ym m鏬豚y osi捷 na sta貫.
   Sobie tylko znan 軼ie磬 prowadz帷 szczytami g鏎 w璠rowa na po逝dnie.
   Czasami spogl康a w d馧, na to co jeszcze do niedawna by這 szcz窷liwym krajem Arnonu.
   A co teraz by這 pokrytym szarym py貫m pustkowiem, na kt鏎ym gdzieniegdzie widnia造 鈍iat豉 ognisk najemnik闚. Nie m鏬 zapobiec tej nieuniknionej tragedii, bo 瘸den czarodziej nie mo瞠 si sprzeciwi temu, co g這si przepowiednia. W dniu, w kt鏎ym kr鏊 Eurt stoczy sw ostatni bitw i poleg z mieczem w r瘯u, moc przepowiedni oplot豉 zamek niewidoczn sieci i zatrzyma豉 czarodzieja. Bezradny Ellin miota si po zamku nie mog帷 si
   z niego wydosta, podczas gdy wojska Arnonu ulega造 zag豉dzie.
   Szary Potw鏎 nie zna lito軼i. Ocala造ch mieszka鎍闚 Arnonu zaku w 豉鎍uchy i uwi瞛i w podziemnych jaskiniach, gdzie najemnicy o dw鏂h twarzach zmuszali ich do nadludzkiej pracy przy wydobywaniu niezniszczalnego kamienia. Z kamienia tego Szary Potw鏎 r瘯ami zniewolonych Arno鎍zyk闚 zacz掖 budowa swoj twierdz. Musia j zbudowa, bo cho nikt o tym nie wiedzia Szary Potw鏎 ba si.
   Zamieni wprawdzie Arnon w szare pustkowie, jego ludno嗆 zaku w 豉鎍uchy, ale nie posiad najwa積iejszego i my郵 o tym nie pozwala豉 mu zasn望. W czasie bitwy zagin掖 miecz Eurta nazywany Mieczem Arnonu. Ten miecz by w豉郾ie obiektem po膨dania Szarego Potwora, kt鏎y wiedzia, 瞠 dop鏦i miecz 闚 nie znajdzie si w jego r瘯ach, nie zazna spokoju. Najemnikom o dw鏂h twarzach nakaza wi璚 bezustanne poszukiwania, a oni przemierzali dzie po dniu i noc po nocy szare pustkowie, pastwi帷 si nad cudem ocala造mi przed uwi瞛ieniem Arno鎍zykami. nadaremnie jednak. Miecz Arnonu zagin掖 bez wie軼i.
   O tym, 瞠 miecz Arnonu znikn掖 z pola walki, wiedzia r闚nie Ellin, ale i on nie mia poj璚ia, co si z nim mog這 sta i gdzie go szuka. Co o tym m闚i豉 przepowiednia? Raz jeden jedyny, zgodnie ze zwyczajem, Ellin mia dost瘼 do Wielkiej Ksi璕i Przepowiedni. Pami皻a, 瞠 przepowiednia dla Arnonu ko鎍zy豉 si zdaniem ".......... ocali i uniesie ze sob Miecz Arnonu", ale kto ocali i uniesie miecz, tego nie pami皻a. Sam miecz widzia tylko kilka razy, bowiem Eurt strzeg go jak oka w g這wie i niezwykle rzadko wyjmowa ze skarbca. A by to miecz nad mieczami. Nikt nie wiedzia, ile mia lat. Wiadomo by這 tylko, 瞠 przez sto lat ku這 go dziesi璚iu krasnali. Przez rok kuli jedn warstw stali i co dziesi耩 lat wypowiadali jedno zakl璚ie. Miecz mia wi璚 sto warstw i obdarzony by dziesi璚ioma zakl璚iami. Gdyby Eurt zna cho jedno z nich.... mo瞠 zwyci篹y豚y Szarego Potwora, ale niestety nie zna 瘸dnego.. Win za to ponosi jego ojciec, stary kr鏊 Ruten, a raczej jego niewyobra瘸lna pycha. To ona spowodowa豉, i Ruten by przekonany, 瞠 b璠zie 篡 wiecznie. Nie dotrzyma przysi璕i, kt鏎 sk豉da w dniu koronacji, 瞠 tajemnic dziesi璚iu zakl耩 przeka瞠 synowi, gdy ten osi庵nie wiek m瘰ki. Do篡 wprawdzie s璠ziwego wieku, ale zmar nagle nie wypowiedziawszy ani s這wa. Nawet Ellin nie by w stanie go przekona, 瞠 niedotrzymanie przysi璕i, bo tak g這si豉 przepowiednia, mo瞠 spowodowa zag豉d Arnonu. Tak te si sta這 i Ellin pod捫aj帷y szczytami g鏎 nie m鏬 sobie darowa, 瞠 nie zapobieg w por tak strasznej tragedii.
   Trzeba przyzna, 瞠 dop鏦i historia Arnonu nie wykracza豉 poza ramy przepowiedni, Ellin 篡 sobie spokojnie i bez wi瘯szych emocji. Rzadko te musia korzysta z mocy magii, kt鏎 zosta obdarzony. U篡wa jej wprawdzie niekiedy, by nie wyj嗆 z wprawy, ale, powiedzmy to sobie szczerze, stawa si powoli nazbyt leniwym i przywyk造m do luksusu podtatusia造m jegomo軼iem, w kt鏎ym nikt niewtajemniczony nie rozpozna豚y czarodzieja. Od setek lat nie dzia這 si bowiem nic, co wymaga這by jego interwencji. Teraz sytuacja si odmieni豉 i zosta zmuszony do dzia豉nia. Opad豉 sie mocy przepowiedni i m鏬 opu軼i zamek, ale zanim to uczyni, przestudiowa po raz kolejny wszystkie swoje tajemne ksi璕i i oczy軼i czarodziejski medalion. Kiedy wielki brylant, oko medalionu, zal郾i niebieskawym blaskiem, Ellin skierowa go ku s這鎍u. Promienie odbite w oku medalionu skierowa na siebie. Po chwili jego siwe w這sy nabra造 dawnej z這tej barwy, a wyblak貫 oczy zal郾i造 antracytow czerni.
- Znowu jestem sob! - krzykn掖 Ellin g這sem tak wielkim i strasznym, 瞠 zadr瘸 nawet Szary Potw鏎.
   Wyczu to Ellin i zakrzykn掖 raz jeszcze:
- Strze si, potworze, wr鏂 tu, nie wiem jeszcze kiedy i z kim, ale wr鏂 na pewno, a wtedy zetr ci na taki sam szary proch w jaki zamieni貫 ziemi mojego ukochanego Arnonu.
   Arnon od kraju Sa-ar oddziela造 g鏎y, g鏎y kt鏎ych ani Szary Potw鏎, ani 瘸den z jego najemnik闚 nie by w stanie pokona. Pokona m鏬 je tylko jeden czarodziej, a tym czarodziejem by Ellin.
   Kraj Sa-ar sta si zatem celem w璠r闚ki Ellina.
   Mija造 dni i miesi帷e, zmienia造 si pory roku, a Ellin szed wci捫 skalist 軼ie磬 Trudy w璠r闚ki sprawi造, 瞠 odzyska swoj dawn sylwetk. Wysoki, z這tow這sy, o gorej帷ych czarnych oczach, m鏬 zachwyci urod ka盥ego. Nie to jednak by這 najwa積iejsze. Odzyska dawn sprawno嗆 i jasno嗆 umys逝. Leniwy, podtatusia造 Ellin sta si na nowo Czarodziejem.
   I tak to zag豉da Arnonu odrodzi豉 Ellina.
   Min窸a kolejna wiosna i Ellin zbli瘸 si ju do miejsca, z kt鏎ego mo積a by這 zobaczy dolin kraju Sa-ar. Nagle dozna ol郾ienia. Tak, oczywi軼ie: Krasnal ocali i uniesie ze sob Miecz Arnonu, ale jak to mo磧iwe? Zastanawia si. Wszyscy krasnale wygin瘭i przecie walcz帷 u boku kr鏊a Eurta, no ale skoro przepowiednia m闚i豉 o krasnalu, to widocznie jeden musia ocale, z przepowiedni si nie dyskutuje. No dobrze, jeden ocala, a skoro ocala to musia szuka schronienia gdzie, gdzie go potw鏎 nie dosi璕nie, a wi璚 w kraju Sa-ar, wydedukowa Ellin. Przepowiednia si sko鎍zy豉, teraz jej moc zast徙i moc moich czar闚. Ruszy szybciej i znalaz si na szczycie, z kt鏎ego wida ju by這 dolin kraju Sa-ar. Tu u podn騜a g鏎 wida by這 spalony przed wiekami las, za nim l郾i帷e w promieniach s這鎍a jezioro, a dalej t cudown dolin, w kt鏎ej 篡li w zgodzie i w niczym nie zm帷onym spokoju wszyscy ze wszystkimi. Od niepami皻nych czas闚 mieszka鎍y kraju Sa-ar nie mieli kr鏊a, ani innego w豉dcy. Rz康zili si wsp鏊nie ustalanymi prawami, a 瞠 瘸den z nich nie 膨da od 篡cia wi璚ej ni wiedzia i mo瞠 膨da, wi璚 panowa tu odwieczny pok鎩. Nie znaczy to, 瞠 mieszka鎍y kraju Sa-ar byli chodz帷ymi idea豉mi. Sk康瞠 znowu. Mieli swoje drobne wady i nieraz dochodzi這 do sprzeczek, k堯tni, a nawet mordobicia.. Sykn掖 czasami jaki smok do smoka: "smok smokowi oka nie podbije, ale cz這wiekowi czemu nie", ale tak naprawd najcz窷ciej ludzie lali si mi璠zy sob. Zawsze jednak umieli si dogada i wszelkie niesnaski ko鎍zy豉 wielka uczta.
   Czarodziej usiad na nagrzanym s這鎍em g豉zie przez d逝窺zy czas spogl康a na nagrzan s這鎍em dolin, emanuj帷 cisz i spokojem. Gdy s這鎍e zacz窸o chyli si ku zachodowi, wsta i powoli ruszy w d馧. Jedna my郵 nie dawa豉 mu spokoju. Oto mo瞠 si tak wydarzy, 瞠 jego przybycie zak堯ci spok鎩 tej doliny. Czy ma do tego prawo? "Masz prawo, a nawet obowi您ek" - us造sza gdzie z do逝. Przyspieszy kroku. Domy郵i si, kto m鏬 to powiedzie.
   Tylko on umia niekiedy odgadywa my郵i Ellina. Tym kim by Wielki Z這ty Smok - Ined.
   Ujrza go po chwili na skraju spalonego lasu. W promieniach zachodz帷ego s這鎍a Wielki Z這ty Smok wygl康a imponuj帷o. A blask bi od niego taki, 瞠 Ellin a musia zmru篡 oczy.
- Naczeka貫m si na ciebie - zawo豉 Ined - chod pr璠ko, przywitamy si p騧niej. S這鎍e zachodzi i za chwil zaczn w Spalonym Lesie wy豉zi te ohydne ob郵izg貫 篡j徠ka. Nie znosz tego 軼ierwa. Z豉p mnie za szyj i raz dwa wyl康ujemy po drugiej stronie jeziora.
- Ej瞠 - powiedzia Ined, gdy stan瘭i na brzegu. - Wygl康asz jako inaczej, no mo瞠 nie inaczej, ale tak jak wygl康a貫, gdy鄉y si poznali przed laty. Ciesz si, 瞠 zn闚 jeste sob, Ellinie, bo tego, co nas czeka nie mo積a, jak s康z przewidzie do ko鎍a.
- Masz racj - odpar czarodziej - ja teraz wiele mog, mo瞠 nawet wi璚ej ni przed laty, ale, jak wiesz, przysz這軼i kierowa mi nie wolno. Mog tylko przewidywa, ostrzega i pomaga.
- To wiele, bardzo wiele, ale czy to wystarczy? - zas瘼i si smok. - Po tym, co widzia貫m po tamtej stronie g鏎, jestem pe貫n obaw. Dlatego czeka貫m na ciebie. Jakie to szcz窷cie - doda po chwili - 瞠 tylko ja mog lata tak wysoko. Dzi瘯i temu nikt w Sa-ar nie wie, co si wydarzy這.
- Widzia貫 mo瞠 tego plugawego potwora, jak teraz wygl康a? - zaciekawi si Ellin. - Bo gdy鄉y mu dokopali przed laty, by mocno pokiereszowany. By豚y si mo瞠 nie wykaraska i zmieni w padlin, no ale ta przepowiednia. Si造 nie by這, 瞠by drania wyko鎍zy.
- Widzia貫m, a jak瞠 - zasycza w軼iek造 Ined (w軼iek貫 smoki zawsze sycz). - Jest jeszcze pi瘯niejszy ni dawniej. - Co ty gadasz, pi瘯ny? Kiedy on by pi瘯ny?
- Zawsze by pi瘯ny, pi瘯ny jak szatan, tylko ty tego nie widzia貫, Ellinie.
- A ty, szatana widzia貫?
- Zgoda, nie widzia貫m, ale tak si m闚i. Jak chcesz wprost, to ci powiem: jest jeszcze bardziej przera瘸j帷y ni kiedy, ale pi瘯ny.
- A ten znowu swoje z tym pi瘯nem.
- G逝pi Ellinie, chocia 瞠 czarodziej. Jest pi瘯no pi瘯ne i pi瘯no przera瘸j帷e. To przera瘸j帷e nale篡 niszczy jak tylko si da, bo inaczej nas zniszczy.
- No to tym razem mog przyzna ci racj - zgodzi si Ellin - ale chod幟y st康, bo ci庵nie wilgoci i ch這dem. - Racja, przyzna smok, idziemy. Od ch這du i wilgoci 逝pie mnie w lewej 豉pie. Do tego porz康nie zg這dnia貫m, ty te pewnie jeste g這dny. Zajdziemy do knajpki starego Ru, zjemy co dobrego i pogadamy, jest o czym pogada.
- Kto to jest stary Ru? - zapyta Ellin. - Nie by這 go tu, gdy ostatnio go軼i貫m u ciebie.
- A wiesz, 瞠 nie mam poj璚ia. Zjawi si tu kilka lat temu i od razu zjedna sobie sympati wszystkich. Cz這wiek, niedu篡, spokojny, zawsze u鄉iechni皻y i pe貫n wigoru, cho ju niem這dy. Otworzy knajpk i nazwa ja "Pod kotk". Gotuje w niej, 瞠 palce liza. Ka盥y chwali jego kuchni niezale積ie od tego czy jest smokiem, czy nie, a kotk ma. Chocia, bo ja wiem, kto kogo ma, on kotk, czy ona jego. Kotka jest czarna, 郵iczna, nad podziw inteligentna, a do tego jak dobrze wychowana. Szkoda, 瞠 nie jest smoczyc, bo nada豉 by mi si taka. Niestety nie jest i jak dot康 nie znalaz貫m tej, kt鏎a wysiedzi mi mojego ma貫go smoka.
- Sprawy prokreacji zostaw na p騧niej - obruszy si Ellin - na razie s wa積iejsze rzeczy.
   Stary Ru by rzeczywi軼ie taki, jak go opisa Ined. Weso這 przywita go軼i, zawo豉 kotk, by zaprowadzi豉 ich do stolika, a ta sama z siebie, o nic nie pytaj帷, posadzi豉 ich w zacisznym, os這ni皻ym zieleni od reszty sali miejscu. Ellin dla zabawy pu軼i do niej oko, a kotka po這篡豉 豉pk na pyszczku, jakby chcia豉 powiedzie, 瞠 nie pu軼i pary z g瑿y i te mrugn窸a do Ellina.
- Rzeczywi軼ie, jest inteligentna - przyzna czarodziej.
   Po chwili na stole zjawi豉 si przystawka, po niej zupa, danie g堯wne i deser. Ellin, spojrzawszy na przystawk powiedzia:
- Wiesz co pogadamy po deserze. Po tak d逝giej w璠r闚ce o prawie suchym pysku musz sobie pofolgowa.
   Po karczochach w sosie vinaigrette, zupa krem z borowik闚 wywo豉豉 b這gi u鄉iech na twarzy czarodzieja. Flambirowane nale郾iki z podpalanymi wi郾iami sprawi造, 瞠 poczu si rozkosznie, a po lodach w po堯wce melona oblanych gor帷 czekolad sapn掖: "to by豉 poezja".
- Phi - odpar Ined z wy窺zo軼i - ja to mam na co dzie.
- Ja to te b璠 teraz mia - pomy郵a Ellin, ale nie powiedzia tego g這郾o, bo by pewien, 瞠 smok napomknie co o niemocy oty造ch czarodziei. Przy kawie i magnoliowym winku zacz瘭i powa積 rozmow.
- Naszym asem atutowym jest krasnal, jak s康z ostatni - zacz掖 Ellin i wyja郾i smokowi, dlaczego.
- On ju tu jest - powiedzia Ined.- Mieszka w jednym z tych starych dom闚 krasnali. A swoj drog nie rozumiem po jakie licho krasnale wynosili si st康 na w豉sn zgub. No ale widocznie tak musia這 by. Doprowadzi dom i ogr鏚 do kwitn帷ego stanu, ale cho to jest w zwyczaju, nikogo do siebie nie zaprasza. Co ukrywa ten staruch i musimy si dowiedzie, co. Ale, ale: czy nie wiesz przypadkiem jak on si tu dosta? Skoro tobie, czarodziejowi, droga z Arnon zabra豉 tyle czasu, to jak to si sta這 u licha, 瞠 krasnal jest tu ju co najmniej od kilku miesi璚y? - - Podejrzewam - odpar Ellin - a raczej mam pewno嗆, 瞠 krasnale znali jakie tajemne przej軼ie pod g鏎ami i jeziorem. S康z r闚nie, 瞠 w tym domu na skraju urwiska bywa od czasu do czasu kt鏎y z nich, po tym jak si wynie郵i do Arnonu. Krasnale znali przepowiedni, skoro to oni wykuli miecz Arnonu. Dbali wi璚 o dom, przewiduj帷, 瞠 kiedy b璠zie im potrzebny. Ten dom i ogr鏚 skrywaj niejedn tajemnic. S康z r闚nie, 瞠 krasnal ocali nie tylko miecz, ale o wiele wi璚ej.
- Ale co? - zaciekawi si smok.
- Powiem ci, co my郵. Ot騜 Eurt by niezwykle m康rym i szlachetnym w豉dc, w niczym nie przypomina swego pysznego ojca. Podj掖 wprawdzie walk z potworem nie znaj帷 zakl耩 miecza, ale zna貫m go dobrze i wiem na pewno, 瞠 nie by a tak g逝pi i nierozwa積y, by przeciwstawia si potworowi trac帷 篡cie i skazuj帷 nar鏚 na zag豉d. Skoro tak zrobi i odda swoje 篡cie i wielu swoich poddanych, to nie bez powodu. Musia mie pewno嗆, 瞠 kto kiedy uwolni Arnon spod w豉dzy potwora, a tym kim nie jestem ani ja, ani ty, Inedzie. Wychodzi na to, 瞠 krasnal wie wszystko, ale czy b璠zie chcia m闚i?
- Jak nie b璠zie chcia m闚i, to si go przymusi. Zion na niego ogniem i zaraz zacznie gada.
- Nie b康 taki pewien, zion望 ogniem to sobie mo瞠sz na jakie po郵edniego rozrabiak. Tacy s zawsze tch鏎zliwi i silni tylko w kupie. Krasnal przeszed niejedno i, jak s康z, nic go nie przestraszy, mo瞠sz sobie zion望 ogniem ile wlezie.
- Jak nie strachem to dobroci.
- O, i tak do mnie m闚. Tylko trzeba post瘼owa m康rze.
- No ju m康ro軼i nam, mieszka鎍om Sa-ar, odm闚i nie mo積a - obruszy si smok.
   Rzeczywi軼ie. To, co ceniono w kraju Sa-ar najwy瞠j, nie by這 wbrew pozorom spokojnym i dostatnim, pe軟ym przyziemnych uciech 篡ciem. Sa-arczycy najwy瞠j cenili sobie wiedz.
   Uczyli si wi璚 wszyscy i zdobyt wiedz dzielili si ch皻nie z ka盥ym. Wody i wiedzy nie odmawiaj nikomu, powiadali i nie tylko powiadali, ale konsekwentnie stosowali t zasad w 篡ciu.

ci庵 dalszy nast徙i

©Nana




wr鵵 do spisu opowiada