Agnieszka Szurek

JANE AUSTEN I HOBBICI
Recenzja filmu Simona Langtona Duma i uprzedzenie


Dziękuję mojej Siostrze Kurze za poprawienie błędów oraz poddanie cennych idei. To Kura zauważyła hobbickość pana Gardinera.

   Nie lubię romansów. Nie dlatego, że są głupie czy naiwne, bo zasadniczo nie mam nic przeciwko głupim i naiwnym książkom. Jest to, jak sądzę, kwestia upodobań takich samych jak te, które sprawiają, że wolę czytać o wyprawach na biegun północny niż do Afryki. Wolę porządną bijatykę od romantycznej komedii i nie bawią mnie wystudiowane portrety psychologiczne.
   Przy tym wszystkim bardzo lubię powieści Jane Austen. Rzadko zdarza się czytać książki, z których tak jawnie, a przy tym tak subtelnie, przebijałaby inteligencja autora. Narrator jest w nich zawsze najciekawszą postacią - tak jak dobrze wychowana i obyta w towarzystwie osoba, zabiera głos wtedy, kiedy trzeba, nie narzuca się ze swoją osobowością, nie dręczy wynurzeniami, lecz sprawnie i dyskretnie prowadzi nas przez wszystkie wydarzenia.
   Z dwóch powyższych stwierdzeń jasno wynika, że żaden film nakręcony według powieści Jane Austen nie powinien mi się podobać: bez lekkości stylu i trafności komentarzy czyż nie pozostaje z nich tylko banalna historyjka o romansie zakończonym szczęśliwie zamążpójściem? A jednak sześcioodcinkowa wersja "Dumy i uprzedzenia" jest, moim zdaniem, nie tylko filmem, który zapewnia miłe spędzenie kilku kolejnych wieczorów - jest filmem wspaniale zrobionym i dającym pojęcie o tym, czym jest dobra ekranizacja powieści.
   I, jakkolwiek odległe może się wydawać to skojarzenie, filmem, który zasługuje na specjalne miejsce w Hobbickiej Norce.
   Bo akcja "Dumy i uprzedzenia" toczy się tak naprawdę w Shire. Nikt z nas, hobbitów, nie mógłby przecież nie poznać tych pagórków, pól, łąk i lasów. Kiedy Lizzy zwiedzała Derbyshire, niemal spodziewałam się, że w zboczu pagórka otworzą się okrągłe drzwi. Czym zresztą innym mógłby być ten kraj, gdzie nikt nigdy nie słyszał o wojnie - chyba że jako o czymś, co dzieje się w dziwacznych i dalekich okolicach, no i ewentualnie pozwala zdobyć majątek młodym, energicznym ludziom? Kraj, w którym najgorszym występkiem jest przez dwa tygodnie mieszkać z mężczyzną bez ślubu? Zamieszkany przez ludzi pogodnych, dobrodusznych, wśród których, jak odrobina soli w zupie, musi się tylko od czasu do czasu trafić ktoś pokroju kuzynki Lobelii czy lady Katarzyny, pana Wickhama lub kuzyna Lotha... To jest Shire, którym jeszcze nie wstrząsnęły wybryki panów Bagginsów, które nigdy nie słyszało o Mordorze czy Isengardzie.
   A zarazem, podobnie jak Shire, świat rozciągający się między Longbourn a Pemberly nie jest pozbawionym cieni sielankowym obrazkiem. Jest porządny, uładzony, nie słychać w nim o spektakularnych zbrodniach, rzadko kto przekracza w nim granice dobrego wychowania - nie jest jednak rajem i nie zamieszkują go bezgrzeszne istoty. Jane Austen pokazuje (i umiał to oddać również Simon Langton, reżyser filmu), jak wielkim okrucieństwem może być w pewnych okolicznościach skrócenie wizyty do piętnastu minut albo wzmianka o tym, że brat prawdopodobnie całą zimę spędzi w Londynie. Pokazuje ludzi bezwzględnych, przerażająco głupich, zadufanych, interesownych; ludzi, dla których w zasadzie nie istnieje szansa poprawy. I jednocześnie budzi poczucie, że nawet ich warto ocalić spod ręki Władcy Ciemności.
   Oglądając "Dumę i uprzedzenie" zdałam sobie również sprawę, czego zabrakło mi w filmowej wersji "Władcy Pierścieni". To prawda, że obrazy Shire są tam piękne, starannie zrobione i pełne ciepła, ale jest w nich również jakiś cień sztuczności. Tak jakby cały kraj był czymś na kształt skansenu - widać to nawet w wyrazie twarzy przyjeżdżającego do Hobbitonu Gandalfa. Filmowe Shire jest krajem nie z tego świata; wyjętą z rzeczywistości enklawą. Zgoda, taki ton powraca również niekiedy w utworze Tolkiena. U niego jednak Shire jest krajem "z krwi i kości", bardzo solidnym, przyziemnym, namacalnym. Patrząc na Longbourn i Pemberly w filmie Langtona widziałam świat ładniejszy i lepiej urządzony od tego, w którym przyszło mi żyć, lecz jednocześnie miałam wrażenie, że jakieś CZĘŚCI tego świata mogę odnaleźć, jeśli tylko wsiądę na rower i pojadę moją ulubioną drogą w stronę Radoni, Podkowy Leśnej albo Radziejowic.
   "Dwie wieże" Jacksona pogłębiły jeszcze we mnie odczucie, że akcja filmowego "Władcy pierścieni" toczy się "dawno temu, w odległej galaktyce". Niektóre pejzaże zapierały dech w piersiach, lecz jednocześnie były obce, nie było w nich nic znanego, nic bliskiego. Niespodziewanie oknem do niektórych zakątków Śródziemia stał się dla mnie film według powieści Jane Austen... A jeśli chcecie zobaczyć prawdziwego hobbita, obejrzyjcie film Langtona i zwróćcie uwagę na postać pana Gardinera.

Pride and Prejudice
BBC 1995
Produced by Sue Birdwistle
Directed by Simon Langton
Screenplay by Andrew Davies
Music by Carl Davis
Elizabeth Bennet - Jennifer Ehle
Darcy - Colin Firth


© Agnieszka Szurek




wróć do spisu artykułów