Urszula Lip

WSZYSTKIE RYBY SĄ BRAĆMI
recenzja filmu Gdzie jest Nemo?



   Choć jest godzina jedenasta przed południem, kino zapełnione po brzegi. Większość stanowią dzieci, rzecz jasna, ale dorosłych także nie brakuje. Gwar i chrupanie pop-cornu, śmiechy i piski, które nie ustają nawet w czasie reklam. Pojawia się seledynowy ocean, kolorowa rafa i... zapada cisza. Przez następne dziesięć minut nie słychać nawet szelestu papierka. Staram się panować nad wzruszeniem, ale nie mogę - oczy mi zachodzą łzami. Zerkam na starszą panią z lewej - ona także wyciera oczy, udając, że poprawia okulary. Po prawej pięcioletni Marcio łapie się za głowę i wzdycha. Dzieci siedzą z otwartymi buziami.
   Pojawiają się napisy początkowe i nastrój błyskawicznie się zmienia. Błazenek Nemo, mała czerwona rybka (cecha charakterystyczna: jedną płetwa mniejsza od drugiej), ma iść pierwszy raz do szkoły. Jego tatusiowi, Merlinowi, nie bardzo się ten pomysł podoba. Merlin boi się o swojego synka, rzadko go wypuszcza z domu. Wie, że w oceanie na małą rybkę czyha wiele niebezpieczeństw - rekiny, ryby-piły, meduzy... Ulega jednak błaganiom Nemo i posyła go do szkoły. Nie na długo, strach o życie synka jest zbyt wielki - pierwszy dzień szkoły jest zarazem ostatnim. Nemo nie rozumie, dlaczego tatuś nie chce, by bawił się z innymi dziećmi, i żeby mu zrobić na złość, wbrew zakazom, podpływa do motorówki. W tej właśnie chwili zostaje schwytany przez płetwonurka i uprowadzony gdzieś w nieznane (tzn. do Sydney). Zrozpaczony Merlin rzuca się w pogoń za motorówką i tak zaczyna się jego wędrówka w poszukiwaniu zaginionego synka.
   Przez cały film dzieciaki głośno komentują to, co widzą (rzecz nie do pomyślenia wśród dorosłych). Śmieję się razem z nimi i krzyczę razem z nimi; czasem Marcio mruczy do mnie: "Nie bój się, to tylko film". Czasami skrzywię się, gdy usłyszę po raz dziesiąty slangowe teksty, które drażnią mnie niebotycznie, ale staram się nie zwracać na to zbytniej uwagi. Wzdycham, kiedy film się kończy, i przez chwilę siedzę wśród zgiełku i harmidru, dopóki Marcio mnie nie wyrwie z zamyślenia. Wszędzie słychać komentarze w rodzaju: "Ale fajny był ten rekin...!" "Ale superowe kraby!"
   Ta opowieść robi duże wrażenie zarówno na dorosłych, jak i na dzieciach. Bajecznie kolorowy ocean, pełna dziwnych stworzeń rafa kolorowa, cierpiące na sklerozę rybki, rekiny-abstynenci, wyluzowane żółwie, ryby głębinowe ze światełkiem dyndającym na wypustce, gadatliwe pelikany, śmieszno-straszne ucieczki i pogonie - to wszystko sprawia, że dzieciaki mają wiele radości, bo czas płynie szybko i wesoło. Dla dorosłych to przede wszystkim zabawa z konwencją - w tym filmie pełno jest dowcipów sytuacyjnych i aluzji do znanych filmów, np. rekin-ludojad zaklina się w pewnym momencie: "Żebym tak nie wystąpił w Szczęki 5!". Jest to także porządna lekcja dydaktyki, nie takiej szkolnej, nachalnej, jak to często w filmach Disney'a bywa, ale prostej, dostępnej dla każdego.

Gdzie jest Nemo (animowany).
Reżyseria: Andrew Stanton,
scenariusz: Andrew Stanton,
muzyka: Thomas Newman,
montaż: David Ian Salter,
scenografia: Ralph Eggleston,
produkcja: Graham Walters

© Urszula Lip




wróć do spisu artykułów