Urszula Lip

STRACHY NA LACHY



   Czasami zwiastun do filmu jest o wiele ciekawszy niż sam film - przekonałam się o tym po obejrzeniu "Osady" M. Nighta Shyamalana. Człowiek siedzi sobie wygodnie w multipleksie, oczekując thrillera, bo tak go mamiła zajawka, a otrzymuje dramat psychologiczny z elementami romansu obyczajowego.
   Bo co widzimy w reklamie? Widzimy wioskę otoczoną przez las. W wiosce żyją ludzie, amisze czy coś w tym rodzaju, dokładnie nie wiadomo. Las jest zwyczajny - liściasty, nawet niezbyt splątany, ale dziwnie złowrogi. Jak się dowiadujemy, zasiedlają go tajemnicze stwory, Te, O Których Się Nie Mówi. Ich symbolem jest zakazany, czerwony kolor. Czasem z daleka słychać ich wycie, czasem przejawiają aktywność obdzierając gospodarskie zwierzęta ze skóry, bo podobno są mięsożerne. Nie niepokoją mieszkańców wioski, przynajmniej dopóty, dopóki oni nie wchodzą do ich lasu.
   Opowieść rozpoczyna się w momencie, kiedy z powodu braku odpowiedniego lekarstwa umiera kilkuletni chłopiec, syn jednego z członków Starszyzny, Augusta Nicholsona (Brendan Gleeson). Przygnębiony tą tragedią młody Lucius Hunt (Joaquin Phoenix) prosi Starszyznę, na którą składa się osiem osób około sześćdziesiątki, o pozwolenie przejścia przez złowrogi las "do miast" - po zapasy leków. On jeden nie boi się lasu, bo uważa, że stwory umieją wyczuć, kto ma dobre intencje. Starszyzna waha się z odpowiedzią, a tymczasem reżyser serwuje nam wątek romansowy, Lucius jest bowiem zakochany w niewidomej Ivy (Bryce Dallas Howard). Dziewczynę kocha także upośledzony Noah (Adrien Brody), który nie rozumie niebezpieczeństwa czyhającego w lesie. Relacje między tym trojgiem ludzi zajmują znaczną część tej zakręconej historii.
   Do mniej więcej połowy filmu M. Night Shyamalan straszy widza dość umiejętnie: scena, kiedy dzwon oznajmia wtargnięcie stworów do wioski, jest rewelacyjna - widz ma ochotę, jak bohaterowie, schować się gdzieś pod podłogą i siedzieć cicho. Napięcie, przerywane scenami o charakterze romansowo-obyczajowym, powoli rośnie - mniej więcej do trzech czwartych filmu. Właśnie wtedy M. Night Shyamalan decyduje się na odsłonięcie kart i czar pryska. Dosłownie i w przenośni. Nie ma się już czego bać, zwłaszcza że wyjaśnienie jest banalnie oczywiste, jak w wierszu: "Biega, krzyczy pan Hilary..."
   Nie można odmówić kompozycji tego thrillera (?) logiki - wszystko tu jest porządnie, chociaż nie po kolei, poukładane, jak różnokolorowe skarpetki w szufladach, motywacje bohaterów są jasne, sam pomysł wiarygodny. Widać potworny strach Starszyzny przed "miastami" i złem, które stamtąd emanuje, to on nie pozwala im opuścić wioski i każe chronić dzieci przed "zewnętrzem". Okrycie - bynajmniej nie nowe - że zło istnieje nie w miejscach, ale w ludziach, jest bardzo trudne do zaakceptowania przez tych, którzy wybrali życie poza społecznością.
   Jednak logika to nie wszystko. Cóż z tego, że opowieść jest wiarygodna, jeśli przestaje nas ciekawić i ostatnie pół godziny w kinie spędzamy ziewając i dyskretnie spoglądając na zegarek? Błąd M. Nighta Shyamalana polega na tym, że jeśli już uparł się zrobić thriller, to powinien odsłonić karty w ostatnich minutach filmu, a nie mniej więcej w połowie. A jeśli chciał zrobić dramat psychologiczny z elementami romansu, to nie powinien tego reklamować jako thriller.
   Mam wrażenie, że M. Night Shyamalan wie, jak straszyć - umie odpowiednio skomponować sceny, które budzą przerażenie, umie wywołać u widza dreszcz strachu na plecach na ułamek sekundy pokazując grzebienie kostne na plecach stwora i jego potworne pazury. I chyba wydaje mu się - niewątpliwie po sukcesie "Szóstego zmysłu" - że wie, jak poprowadzić intrygę, by nastąpił suspens, perypetia i coś w rodzaju katharsis. Niestety, wymyślenie sensownej i jednocześnie mrożącej krew w żyłach intrygi wcale takie proste nie jest.
   W śmiertelnie nudnym "Niezniszczalnym" puenta, jaką nam serwuje reżyser, jest, delikatnie mówiąc, lekko naciągana, w nieszczęsnych "Znakach" - po prostu śmieszna, w "Osadzie" natomiast - mało zaskakująca. Może jestem niebywale inteligentna albo po prostu znam konwencję tego typu filmów, ale niemal od samego początku domyślałam się sekretu Starszyzny i w ogóle o co w tej opowieści właściwie chodzi. Miałam jednak nadzieję, że tak jak w "Szóstym zmyśle" M. Night Shyamalan na zakończenie obróci akcję o 180 stopni i wprawi mnie w osłupienie. Tak się nie stało, bo "Osada" to po prostu podróbka thrillera. Udana, ale mimo wszystko podróbka.

Obsada:
Lucius Hunt: Joaquin Phoenix; Ivy Walker: Bryce Dallas Howard; Alice Hunt: Sigourney Weaver; Noah Percy: Adrien Brody; Kitty Walker: Judy Greer; Edward Walker: William Hurt; August Nicholson: Brendan Gleeson i in.
Ekipa:
Scenariusz i reżyseria: M. Night Shyamalan;
Zdjęcia: Roger Deakins;
Montaż: Christopher Tellefsen;
Muzyka: James Newton Howard;
Scenografia: Tom Foden;
Dekoracja wnętrz: Larry Dias;
Kostiumy: Ann Roth;
Produkcja: Sam Mercer, Scott Rudin, M. Night Shyamalan

© Urszula Lip




wróć do spisu artykułów