Urszula Lip

JESTEM Z LASU



   Muszę uczciwie przyznać, że trochę się obawiałam pójść na "Starą baśń". Może dlatego, że ostatnio w polskim kinie pojawiały się produkcje, które niekoniecznie wzbudziły mój zachwyt, a może dlatego, że nie przepadam za Kraszewskim. Do lektury "Starej baśni" podchodziłam kilka razy - z takim samym skutkiem, to znaczy przerywałam po jakichś dwudziestu stronach. Proszę o wybaczenie za trywialność sformułowania, ale dla mnie powieść ta jest nudna jak flaki z olejem.
   Jednak po obejrzeniu filmu Jerzego Hoffmana jestem mile zaskoczona, ponieważ historia, którą przedstawiono na ekranie, wcale nudna nie jest. Świat przedchrześcijański ukazano bardzo wiarygodnie, a całą intrygę skonstruowano w sposób klarowny i logiczny. Podkreślam to, ponieważ zauważyłam w polskim kinie tendencję do "videoklipowego" przedstawiania fabuły, co, moim zdaniem, prowadzi do rozbicia kompozycji utworu. W "Starej baśni" wszystkie motywy przeplatają się ze sobą. Zdrada Popiela, jego wojna z kmieciami, miłość Ziemowita do przeznaczonej na kapłankę Dziwy, oblężenie grodu, przybycie wikingów - wszystkie te wydarzenia łączą się w finale w jedno.
   Hoffman i współautor scenariusza Józef Hen starali się stworzyć opowieść osadzoną w klimacie fantasy, chociaż pozbawioną magii w takim znaczeniu, w jakim ona się w fantasy pojawia. Klimat ten podsycają malownicze zdjęcia jezior, łąk i lasów - nieskażonej obecnością człowieka dzikiej przyrody. Bardzo wiarygodnie ukazano ówcześnie panujące zwyczaje, odtworzono architekturę, wnętrza, ubiory. Patrząc na to wszystko nie miałam wrażenia sztuczności, tak jak podczas oglądania "Ogniem i mieczem".
   Dodatkowo brawa należą się odtwórcom głównych ról, którzy zrobili wszystko, by postaci, które grali, wydawały się psychologicznie wiarygodne. Nawet Daniel Olbrychski (za którym osobiście nie przepadam), filmowy Piastun, okazał powściągliwość w ekspresji aktorskiej, a gdyby Michał Żebrowski jako "człowiek z lasu" Zimowit w podobny sposób podszedł do roli wiedźmina, tamten film miałby o wiele lepsze recenzje. Najlepsza jednak jest chyba Małgorzata Foremniak (żona Popiela), której rola słowiańskiej Lady Makbet najbardziej zapada w pamięć.
   Do filmu Hoffmana mogę mieć jeden zasadniczy zarzut: mam wrażenie, że - tak jak w wypadku wielu ekranizacji polskiej klasyki - nakręcono materiału na sześć godzin projekcji, a potem w procesie montażu wycięto trzy czwarte na potrzeby dwuipółgodzinnego filmu kinowego. Jak rozumiem, planowany jest serial. Niestety, te skróty widać na ekranie i na pewno nie działają one na korzyść kompozycji opowieści.
   Mimo wszystko oceniam ten film bardzo wysoko. Świat Słowian przedchrześcijańskich jest światem tajemniczym, o którym w powszechnej świadomości niewiele wiadomo. Podejrzewam, że przeciętny Polak wie więcej o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, niż o Popielu, rodzie Myszków i zatrutej kaszy. Ale na tej ignorancji można skorzystać - nowe tematy są pożądane w czasach, gdy w polskim kinie brakuje oryginalnych pomysłów.

STARA BAŚŃ: KIEDY SŁOŃCE BYŁO BOGIEM
Obsada: Michał Żebrowski, Marina Andrejewna Aleksandrowa, Daniel Olbrychski, Jerzy Trela, Bohdan Stupka, Małgorzata Foremniak Reżyseria: Jerzy Hoffman
Scenariusz na podstawie książki J.I. Kraszewskiego: Józef Hen, Jerzy Hoffman
Zdjęcia: Paweł Lebieszew, Jerzy Gościk
Muzyka: Krzesimir Dębski
Montaż: Cezary Grzesiuk
Scenografia: Andrzej Haliński
Produkcja: Jerzy R. Michaluk


© Urszula Lip




wróć do spisu artykułów