Urszula Lip

GDZIE TERMINATOR NIE MOŻE...
Recenzja Terminatora 3



   Terminator 3: Bunt maszyn, USA/Wielka Brytania/Niemcy/Japonia, 2002, akcja/science-fiction, 08 min. Reżyseria: Jonathan Mostow, scenariusz: John D. Brancato, Michael Ferris, Tedi Sarafian, James Cameron, Gale Anne Hurd, zdjęcia: Don Burgess, Adam Greenberg, muzyka: Danny Elfman, Brad Fiedel, montaż: Neil Travis, scenografia: Jeff Mann, produkcja: Mario Kassar, Hal Lieberman, Joel B. Michaels, Andrew G. Vajna, Colin Wilson; Wykonawcy: Arnold Schwarzenegger, Nick Stahl, Kristanna Loken, Claire Danes, Mark Famiglietti, Earl Boen
   Mam własną teorię na temat różnego typu kontynuacji: im więcej dodatkowych części, tym więcej sytuacji komediowych. Można się nawet pokusić o twierdzenie, że niektóre filmy dążą do pastiszu samych siebie, czego można się dopatrzyć w takich produkcjach, jak Zabójcza broń 4 czy Men in Black 2. Terminator 3 nie jest w tym względzie wyjątkiem.
   Zanim zacznę tę stronniczą recenzję, zaznaczę, że według mnie Terminator 2 i Terminator 3 w ogóle nie powinny powstać. Rozumiem, że wątek podróży w czasie kusi, ale eksploatowanie go jest co najmniej nieporozumieniem. Skoro Sarah Connor przeżyła, to i John Connor przeżył -następuje koniec świata, przygotowany na to chłopak organizuje ruch oporu, wysyła w przeszłość swojego potencjalnego tatusia, tatuś ratuje życie mamusi, pojawia się terminator, tatuś zabija terminatora, terminator zabija tatusia, chłopiec dorasta, następuje koniec świata... I tak w kółko -powstała klasyczna pętla czasowa.
   W tym kontekście przybycie drugiego terminatora, gdy John Connor kończy trzynaście lat, to brak logiki. Ale niech tam, przymknijmy oczy na ten drobniutki mankamencik -w końcu widz chce zobaczyć nowe cuda techniki komputerowej. Przypominam, że Terminator 2 był w swoim czasie najdroższym filmem wyprodukowanym w USA -zanim Kevin Costner zrobił Wodny świat, a James Cameron -dużo później -Titanica. Sama z zapartym tchem patrzyłam, jak złowrogi T-1000 (Robert Patric) wtapia się w podłogę. Smrodek dydaktyczny na koniec filmu mniej mi się podobał, ale ponieważ jak Bilbo Baggins uważam, że opowieści (więc i filmy) powinny kończyć się dobrze -mogłam te zakończenie jakoś zaakceptować. Zwłaszcza że przesłanie było optymistyczne: sami tworzymy swoją przyszłość. Jeśli nie będziemy chcieli, to nie rozwalimy naszego świata bombami atomowymi. Wspaniała deklaracja na koniec burzliwego XX wieku.
   I oto powstał Terminator 3, totalnie kwestionujący już nie tylko sens pierwszej części, ale także i drugiej. Bo skoro sami decydujemy o naszej przyszłości, to dlaczego proroctwo się spełniło i T-800 znowu przybył, by bronić dwudziestoletniego Johna Connora (Nick Stahl), tym razem przed złowrogą T-X (Kristanna Loken), ulepszoną wersją androida-zabójcy? Okazuje się, że jednak przyszłość jest zapisana w gwiazdach i nic nie możemy zrobić.
   Jeśli jednak pominiemy i ten totalny brak konsekwencji w kontekście wszystkich trzech części, Terminator 3 jako film akcji nie bardzo się broni. Przede wszystkim brak w nim napięcia, niezbędnego, by zniwelować wszelkie niedostatki scenariusza. Ale czego można się spodziewać po filmie, w którym w chwilę po swoim przybyciu T-800 ściąga ubranie z chippendale'sa i zakłada różowe okulary? Jeśli Arnold Schwarzenneger chciał wprowadzić nieco komizmu do ponurego futurystycznego filmu i sprawić, by jego bohater wyglądał bardziej sympatycznie, mógł wymyślić coś bardziej pasującego do konwencji, np. zestrzelić komuś żyrandol na głowę.
   Ten fatalny początek wyznacza dalszą akcję. Przybywa blondwłosa Terminatrix o posągowych kształtach i przy pierwszej kontroli drogowej powiększa sobie biust. W jakim celu to robi, nie wiadomo, gdyż i tak zaraz zabija nieszczęsnego policjanta, przywłaszczając sobie jego pistolet. Potem udaje się na miasto i zabija przypadkowe, jak się zrazu wydaje, osoby, by w końcu dopaść Kate Brewster (Claire Danes). Pech (a może przeznaczenie) sprawia, że wcześniej u Kate pojawia się ranny John Connor, więc Terminatrix nie musi się dalej trudzić szukaniem celu. W tym momencie przybywa dzielny T-800, rozprawia się z kształtną androidką, i odtąd rozpoczyna się pościg, pełen huku, pisku i dymu.
   Nie bardzo rozumiem, dlaczego ze wszystkich ludzi w mieście John Connor trafił właśnie na swoją koleżankę z klasy, która -wedle wyjaśnień T-800 -ma być w przyszłości jego żoną i wspólniczką w konspiracji i której ojciec wojskowym odpowiedzialnym za uruchomienie programu samozwańczego programu. Nie wiem, dlaczego Terminatrix zabija wszystkich kolegów z klasy Connora, skoro ci młodzi ludzie znali Connora jedynie w dzieciństwie i wątpliwe, by żywili do niego jakieś cieplejsze uczucia, nie mówiąc już o tym, by przeżyli przyszły atak nuklearny. Bez sensu wydaje mi się także wątek ze sztuczną inteligencją, o której włączeniu do systemu obrony decyduje wyłącznie jeden człowiek -jest to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem każdego rządu. W ogóle wydaje mi się, że niewiele z tego filmu rozumiem.
   Wszystko byłoby jeszcze do strawienia, gdyby konwencja tego filmu zakładała daleko idące uproszczenia i była po prostu czystą zabawą. Ale tak nie jest. Reżyser bardzo się stara, by nas przekonać, że to wszystko, co się dzieje, jest na serio. Tymczasem zbyt dużo widać tu elementów poddanych pastiszowi, jak choćby scena na cmentarzu z psychologiem policyjnym, dr. Peterem Silbermanem (Earl Boen), najgorsza w całym filmie.
   Chociaż nie, jakby się zastanowić, najgorsze jest w tej dziwnej opowieści zakończenie. Mogłabym je zaakceptować, a nawet byłabym nim wstrząśnięta do głębi, gdybym Terminator 3 był ponurym filmem futurystycznym -jak jego pierwsza część. Jednak w kontekście tego, co zobaczyłam -powielane pomysły, nieprzystający do sytuacji humor, brak elementarnych związków przyczynowo-skutkowych -to coś, co powstało, ma się nijak do treści. Reżyser i liczni scenarzyści (5!) usiłowali na sam koniec stworzyć pozory ambitnego filmu, ale udało im się zrobić coś wręcz przeciwnego.
   Doprawdy, żal mi bardzo Claire Danes, która łka, spazmatycznie miotając się po przestrzeni sceny, i stara się jak może, by uczynić swoją postać jak najbardziej wiarygodną. Niestety, tylko ona jedna może się poszczycić takimi ambicjami. Cała reszta, nie wyłączając przyszłego senatora Kalifornii, za bardzo się nie wysilała.
   Mam nadzieję, że Arnold Schwarzenneger nie będzie grał w następnych częściach, które niechybnie powstaną. Johna Connora usiłowano zabić dwa razy w ciągu jego dwudziestoletniego życia -zatem zostało jeszcze osiemnaście lat, a także okres prenatalny (to przecież 9 miesięcy!). Z odrobiną wyobraźni można także zaatakować zbawcę ludzkości w bunkrze, w którym się ukrył, podsyłając mu rurami kanałowymi podstępną armię Terminatrixów nowej generacji. A jakby się nad tym zastanowić... Sarah Connor miała rodziców. I dziadków, i pradziadków...

Obsada: George Clooney, Natascha McElhone, Viola Davis, Jeremy Davies
Reżyseria: Steven Soderbergh,
Scenariusz: Steven Soderbergh na motywach powieści Stanisława Lema
Zdjęcia: Steven Soderbergh
Muzyka: Cliff Martinez
Scenografia: Philip Messina
Produkcja: James Cameron

© Urszula Lip




wróć do spisu artykułów