Urszula Lip

MUTANCI KONTRA LUDZIE



   Bardzo wiele zależy od prologu. Prolog jest w filmie tym elementem, który ma przykuć uwagę widza, sprawić, by czekał z niecierpliwością na rozwój akcji. W X-men 2 wstęp ogląda się z wielką przyjemnością. Znikający w kłębach niebieskiego dymu i pojawiający się znowu dziwaczny, ogoniasty mutant, który rozprawia się z ochraniarzami w Białym Domu ze sprawnością godną Jeta Li, jest intrygujący i groźny, zwłaszcza że nie wiadomo jeszcze, dlaczego chce zabić prezydenta Stanów Zjednoczonych. Prolog spełnia więc oczekiwania widza, który chce być i zaintrygowany, i przestraszony.
   W ciągu kolejnego kwadransa zagadka się rozwiązuje - i jeśli mam coś do zarzucenia temu filmowi, to właśnie brak napięcia. Skoro wszystko wiadomo, a przeciętny widz, nawet ten, który nie czytał komiksu (czyli ja), sam nie ma nic do roboty, pozostaje mu jedynie oglądanie ładnych i sprawnie zrealizowanych obrazków. Cała intryga jest bowiem tak pomyślana, żeby pokazać jak najwięcej nowych mutantów, a samą akcję przyspieszyć, by widz nie miał czasu na refleksje i domysły. Efekt tego taki, że rzeczywiście film ogląda się z przyjemnością, widz przymyka oko na drętwe nieraz dialogi i niezrozumiałe zachowania postaci, natomiast próżno się tutaj doszukiwać jakichś emocji. Wyjątkiem jest wspomniana wyżej scena prologu i atak marines na szkołę Xaviera - pierwsza dlatego, że jest pierwsza, a fragment dotyczący porwania dzieci ratuje bardzo dobry montaż i doskonale rozegrana scena ucieczki. Wszystkie inne wątki są przewidywalne aż do bólu.
   Nie mogę jednak czynić z przewidywalności zarzutu, ponieważ X-men 2 to film zrealizowany na podstawie komiksu, w którym konwencja wymaga takiej przewidywalności, a ponadto określonego zachowania postaci. To, że scenarzystom i reżyserowi nie udało się osiągnąć napięcia, nikomu nie przeszkadza. Nawet nadmiar patosu mogę ewentualnie przełknąć, choć przy scenie, gdy Scott Summers/Cyklop łka na ramieniu Logana/Wolverine'a, dostałam dzikiego ataku śmiechu, głównie z powodu mało przekonywającej miny Hugh Jackmana (te sztuczne łzy w oczach!) i idiotyzmu całej sytuacji, ale można to przypisywać mojej niechęci do patetycznych zakończeń.
   Jednak dwie sceny z mojego punktu widzenia są zupełnie nie na miejscu i łamią konwencję, właśnie dlatego, że nie sposób ich przewidzieć. Jedna dotyczy pozostawienia Jansona Strykera w kopii Celebro, a druga pozostawienia jego tatusia przez Logana/Wolverine'a na pewną śmierć, przywiązanego łańcuchami do muru. O ile jeszcze można zrozumieć motywację Rosomaka, który jest wredny i mało sympatyczny, a w dodatku został kiedyś skrzywdzony przez wyżej wymienionego Strykera, więc nie musi okazywać miłosierdzia swojemu największemu wrogowi, to nie można zrozumieć, dlaczego szlachetny profesor Charles Francis Xavier pozwala umrzeć Jansonowi? Czyni to bez jednego słowa, bez słowa komentarza, a przecież po takiej postaci można oczekiwać wyrozumiałości i współczucia. Jeśli szkoła dla mutantów jest oazą sprawiedliwości i domem dla tych, którzy szukają akceptacji, taka postawa poddaje w wątpliwość etyczną wyższość Xaviera i jego wychowanków nad przewrotną podłością Erika Lehnsherra/Magneto i Raven Darkholme/Mystique.
   Ktoś może powiedzieć, że w tym filmie nie ma chrześcijańskiej skali wartości i w ogóle nie o to chodzi. Odpowiadam pytaniem: dlaczego zdecydowano się w takim razie wprowadzić postać Kurta Wagnera/Nightcrawlera, mutanta, który się takimi wartościami kieruje, którego powiązanie z Kościołem jest niewątpliwe i który w pewnym momencie mówi: "Wiara pozwala przetrwać"? Jest to, celowe czy też nie, wskazanie na uniwersalne i klasyczne wartości etyczne.
   Mutanci nie mogą zachowywać się jak Arnold Schwarzenneger w Commando, bo przestaniemy ich lubić i, co gorsza, utożsamiać się z nimi. Filmy z serii X-men oparto bowiem na prostym zabiegu: wielu z nas doświadczyło kiedyś ostracyzmu lub nietolerancji, tak jak mutanci, odtrąceni nierzadko nie tylko przez znajomych i przyjaciół, ale także przez własnych rodziców. To przerażająca perspektywa. A my lubimy się bać.

Obsada: Patrick Stewart, Hugh Jackman, Ian McKellen, Halle Berry,
Famke Janssen, James Marsden, Rebecca Romijn-Stamos, Brian Cox, Anna Paquin, Alan Cumming
Reżyseria: Bryan Singer
Scenariusz: Daniel P. Harris, David Hayter, Zak Penn, Bryan Singer, Michael Dougherty
Zdjęcia: Newton Thomas Sigel
Muzyka: John Ottman
Montaż: John Ottman
Scenografia: Guy Dyas

© Urszula Lip




wróć do spisu artykułów