Urszula Lip

TRYUMF ŻYCIA



   Po raz kolejny zacznę od deklaracji: mam słabość do dinozaurów. Dlatego wybaczam Michaelowi Crichtonowi pójście na łatwiznę i zastosowanie w "Zaginionym świecie", kontynuacji "Jurassic Parku", tricku "zabili go i uciekł" - polegającego na cudownym ocaleniu matematyka Iana Malcolma z paszczy tyranozaura i uczynieniu go jednym z głównych bohaterów sequela. Wydaje mi się, że Crichton po prostu bardzo polubił tę postać i jej poglądy. Poza tym, o ile "Jurassic Park" posłużył za podstawę scenariusza filmu Spielberga, o tyle "Zaginiony świat" powstał wyraźnie z myślą o przyszłym scenariuszu, w którym powinno znaleźć się miejsce dla Jeffa Goldbluma, odtwarzającego rolę genialnego matematyka.
   Opowieść zaczyna się w kilka lat po wydarzeniach, jakie rozegrały się na wyspie Isla Nublar. Ocaleni z katastrofy ludzie, wśród nich nasz przemiły matematyk, który jakoby miał umrzeć, ale nie umarł, rozjechali się po całym świecie, złożywszy przedtem przysięgę, że nie będą rozpowszechniać opowieści o tym, czego byli świadkami. Ian Malcolm, nadal zajmujący się teorią chaosu, trafił do Instytutu Santa Fe i obecnie zajmuje się zagadką wymierania gatunków. Na jednym z wykładów poznaje aroganckiego paleontologa Richarda Levine'a, który twierdzi, że na wybrzeżach Kostaryki coraz częściej zdarzają się przypadki występowania dziwnych, nieznanych dotąd zwierząt. Mężczyźni zaczynają ze sobą współpracować i czynią przygotowania do wyprawy mającej na celu zbadanie wyspy, z której pochodzą owe tajemnicze zwierzęta.
   Dalej akcja toczy się wartko - jak się można domyślić, Isla Sorna jest zamieszkana przez dinozaury należące do mniej lub bardziej niebezpiecznych gatunków, a więc bohaterowie ustawicznie stawiają czoło różnym zagrożeniom. W tym "zaginionym świecie" Malcolm ma niepowtarzalną okazję przetestować swoją kontrowersyjną teorię na temat wymierania gatunków, a Levine - na własne oczy zaobserwować, jak zachowują się wskrzeszone dinozaury.
   Jak widać z powyższego, Crichton zrezygnował z koncepcji chaotycznego systemu balansującego na krawędzi katastrofy - co było zasadniczą ideą "Jurassic Parku" - na rzecz teorii dotyczącej samoorganizacji życia. Zmienił także niektóre pomysły z pierwszej części - w "Zaginionym świecie" tyranozaury mają doskonały wzrok, słuch i węch, natomiast raptory, które w pierwszej części wykazywały zalążki instynktu społecznego, tutaj nie tworzą żadnej organizacji, co tłumaczy się brakiem wzorca. Trochę to dziwi, jeśli przeczyta się te dwie książki naraz.
   Poza tymi zasadniczymi różnicami konwencja "Zaginionego światu" nie odbiega od "Jurassic Parku" - to sprawnie napisany, trzymający w napięciu sensacyjny techno-thriller. I chociaż nie podzielam poglądów Malcolma na temat ewolucji gatunków i samoorganizacji życia, muszę przyznać, że jego teorie są interesujące, a w książce można znaleźć wiele ciekawych uwag na temat metod pracy ludzi nauki.

© Urszula Lip




wróć do spisu artykułów