Wiersz Byrona dla porównania w przekładzie:


Agnieszki Szurek: Jana Kasprowicza:
George lord Byron George lord Byron
Tego dnia skończyłem 36 lat W tym dniu ukończyłem trzydziesty szósty rok zycia

Już czas, by serce me ochłodło wreszcie,
Skoro dlań w ogniu stanęły serca tylu dam:
Lecz choć kochanym być nie mogę, jeszcze
Chcę kochać sam!

Zwiądł kwiat miłości, owoce przejrzały,
Liść żółknie, przyszła jesień moich dni.
Robactwo, próchno, smutek pozostały
Jedynie mi.

Wulkan samotny w oceanu fali
i ogień w piersi mej ten sam dzielą los:
Płomyka żadna świeczka od nich nie zapali
- Pogrzebu stos.

Nadzieję, strach, zazdrosną troskę, rany
Nabyte pośród ciężkich prób,
Miłości moc - sam znoszę; swe kajdany
Dźwigam u stóp.

Lecz to nie tak, nie tu, niech myśl ta zgoła
Nie nęka mię, gdy Chwała staje dziś
U bohaterów mar lub lauru na czoła
Kładzie im liść.

Sztandary, miecze i wiatr w bitwie polny,
Chwała i Grecja niech przy mnie trwa!
Spartanin niesion na swej tarczy nie był wolny
Bardziej niż ja!

Zbudź się! Nie - Grecjo, boś ty już powstała,
Zbudź się, mój duchu! Na tym wywrzyj gniew,
Przez kogo twa wody ojczyste zbrukała
Serdeczna krew.

Budzące się uczucia i nadzieje
Zduś, marna dojrzałości. Niechże ci
Za jedno będzie, czy się piękność śmieje
Czy marszczy brwi.

Minionej żal młodości? Więc dlaczego
Masz dłużej żyć? Zaszczytną znajdziesz tu
Śmierć w bitwie. Stań do walki! Ostatniego
Nie żałuj tchu.

Niewielu szuka, lecz wielu pośród wojny
Żołnierski znajdzie grób. Spójrz na kraj ten -
W najlepszej z mogił wreszcie tu spokojny
Odnajdziesz sen.

1995

Niech już me serce bić przestanie,
Kogóż bo jeszcze nim poruszę?
Lecz choć omija mnie kochanie,
Ja kochać muszę!

Dni me to zwiędły liść; owoce
i kwiat miłości sczezły marnie!
Robactwo, rak i cierpień moce -
To mnie ogarnie!

Ogień, co wnętrze me pożera,
Jak niby wulkan gdzieś w pustyni:
To nie pochodnia życia szczera -
Stos się zeń czyni.

Nadzieja, trwoga, zazdrość, szały,
Miłości żar i ból jej głuchy
Dziś już nie dla mnie: pozostały
Li jej łańcuchy.

Ale nie dziś, nie tutaj o tym,
Gdy tam niejeden już z rycerzy
Czoło swe wieńczy sławy splotem
Lub w grobie leży

Chwała i zastęp greckich męży,
Miecz i proporzec - cel dzisiejszy!
Spartanin niesion na pawęży,
Nie był wolniejszy.

Zbudź się, nie Grecja, ta już w boju! -
Zbudź się, mój duchu! Myśl, przez kogo
Do ojczystego tęskni zdroju
Krew ma tak błogo!

Te żądz niemęskich zdepcz porywy,
Niech. raz ja dzień ten już pogrzebie!
Gniew piękna, jego uśmiech żywy
Dziś nie dla ciebie!

Giń, gdy żałujesz swej młodości!
Na polu walki wyrwie z matni
Śmierć cię chwalebna! Tam złóż kości,
Stłum dech ostatni!

Co inni mieli bez szukania,
Szukaj, w żołnierskim tylko grobie
Szukaj posłania, nikt nie wzbrania
Tam spocząć tobie.


© A. Szurek




wróć do spisu tłumaczeń